sobota, 28 października 2017

437. Klęska urodzaju

Wygląda na to, że powoli będzie można odtrąbić koniec sezonu. Zimne noce przestały sprzyjać klęsce grzybowego urodzaju, zbieracze zapchali spiżarnie, zamrażarki, piwnice i każdy wolny kąt wszelakim pachnącym dobrem, a obdarowywani przestali już przyjmować suweniry, bo rynek się nasycił do cna, zaś kubatura mieszkań i domów przestała być wystarczająca do pomieszczenia wszystkich tych dobrodziejstw. Jednak las sam w sobie zawsze jest wart zachwytu – pełen życia, tajemnic i wszelkiego piękna.
Idąc przez las zawsze można spotkać siostrę czy kuzynkę o wdzięcznym imieniu Vipera…

Żmija zygzakowata (Vipera berus)


…sympatycznego kujona w czerwonym bereciku…

Dzięcioł pstry


…albo małego, sympatycznego gówniarza.

Żuk leśny

Potykamy się o królewskie borowiki szlachetne…




…czubajki kanie…




…podgrzybki brunatne…



…czy koźlarze czerwone…



…które same wskakują do koszyków, łubianek, wiaderek – a gdy skończą się pojemniki, to i na rozpostarte swetry i kurtki.
Opieńki miodowe aż się proszą, żeby rwać je hurtowo, najlepiej kosząc kosą, żeby nie umrzeć ze starości przy zbieraniu pojedynczych egzemplarzy.


Przed obiektyw aparatu pchają się tłumnie leśni celebryci o oryginalnych wzorach i kolorach…

Świecznica rozgałęziona


Wrośniak różnobarwny

Muchomor czerwony
…a ja, doznając szoku tlenowego, ziewam jak krokodyl i padam po powrocie do domu jak spróchniała limba.

146 komentarzy:

  1. Piekna zygzakowata siostra :). Jak znowu o grzybach czytam, to juz warczec zaczynam. W grajdolku nic ciekawego z grzybowej rodziny nie uswiadczysz (niewlasciwy ekosystem), a przy wscieklej suszy to juz kompletna klapa :(((.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówiąc szczerze, bez na brak grzybów, chętnie zamieniłabym ekosystem na zawsze...

      Usuń
    2. Na M, w tych makaronezyjskich lasach wawrzynolistnych przynajmniej susza nie grozi... :).

      Usuń
    3. Oj, tak, tam nigdy nie ma suszy! I wszystko jest takie, jak powinno być, nawet tunele bym zniosła!

      Usuń
  2. Postarałaś się! Tyle zdjęć! Chciałam zapytać o grzyby ale już nie muszę:) Czasem myślę, że należałoby zamieszkać gdzieś bliżej lasu? A tak, to tylko pomarzyć sobie mogę.
    :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam do lasu tak samo nie po drodze jak Ty. Po prostu trzeba tam pojechać, a nie czekać, aż las przyjdzie sam.

      Usuń
    2. Tak właśnie robię. Najczęściej grzyby zbieramy w Augustowie i okolicach. Niestety, tylko gdy tam jesteśmy;)

      Usuń
    3. Nie wierze, że bliżej Warszawy nie ma żadnego lasu.

      Usuń
    4. Lasek Bielański pod bokiem,Łomianki,Dziekanów w zasięgu oka,tylko trzeba chcieć.

      Usuń
    5. Nie ma chyba w Polsce miasta, które nie byłoby otoczone lasami.

      Usuń
    6. Bliżej są, ale to też daleko. W Puszczy Kampinoskiej raczej się nie zbiera. Szczerze mówiąc, pozostaje jedynie Augustów;(

      Usuń
    7. Jeżeli do Augustowa masz bliżej niż do lasów dookoła Warszawy, to ja się poddaję.

      Usuń
  3. nareszcie daję kroka i jestem w lesie i wystarczy mi 10 minut spaceru i pozytyw wraca .Ostatnimi laty na grzyby to była cała wyprawa .

    macham wieczorowo Gryzmo

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspominałaś,że góry nie bardzo podchodzą, a limby próchnieć uwielbiają, gdzie turnie śliskie i tylko po to by miejsce krzakom ciernistym zrobić, pośród plam szarych złomów.
    poniekąd bardzo dramatyczny obrazek - Frau pośród onych złomów próchniejąca... Wart jakiego Gierymskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nad próchniejącą Frau Be wściekle czerwony krzak dzikiej róży w Ciemnych Smreczynach.

      Usuń
    2. jeszcze powiedz, że górom wybaczasz ich szpiczastość i "zasłanianie krajobrazu"...
      nie lubisz czerwonego też? aż tak monochromatyczna jesteś? paleta szarości w tej ciemniejszej połowie?

      Usuń
    3. Skąd wniosek, że nie lubię czerwonego? Lubię. górom szpiczastym nigdy nie wybaczę - jedyne wypukłości terenu zasługujące na wybaczenie i miłość to Bieszczady.

      Usuń
    4. to było pytanie, a nie wniosek.
      rozumiem, że młode góry nie, a stare tak. żeby tylko miały jeszcze nazwę jedynie słuszną.
      tylko z rumoszem skalnym tam kłopot i jak tu próchnieć, kiedy najbliższe gołoborze w Świętokrzyskich? pośród pagórków zielonych?

      Usuń
    5. Świętokrzyskie to makabra, zwłaszcza Łysa Góra z tymi jej kamulcami. Tfu!

      Usuń
    6. ależ to wymarzone miejsce dla limby próchniejącej. może to czynić bez nieprzystojnego pospiechu i przeszkód ze strony świata żywych. najwyżej jaki sabat pobrzęczy odrobinkę.

      Usuń
    7. Nic podobnego. Niewygodne jak sto choler.

      Usuń
    8. a szare złomy spod samiuśkich tater, to niby takie wygodne? było wrócić jaką jaskółeczka hożą z tego lasu a nie limba próchniejącą - teraz, to te Linkowe sromotniki Ci zostają chyba, żeby widmo gołoborza jakoś zażegnać bezterminowo

      Usuń
    9. Samiućkie Tatry są równie beznadziejne. A do tego zasłaniają widok, więc jesteśmy w punkcie wyjścia.

      Usuń
    10. próchniejąca limba, a taka grymaśna...
      kto to widział...

      Usuń
    11. Bo nawet jeśli próchniejąca, to zawsze kobieta.

      Usuń
    12. no to niech chociaż ten krzak dziczeje Jej na czerwono. poza tym patrzeć nie trzeba dookólnie - 180 stopni, to jest całkiem niegłupi zasięg. 360, to nawet kamery cyfrowe nie wszystkie mają, niech więc nie narzeka

      Usuń
    13. Pomysł jest taki, że może sobie próchnieć na płaskim, gdzie żadne zawalidrogi nie przeszkadzają.

      Usuń
    14. może brzoza, ale limba?

      Usuń
    15. Lubię brzozy, więc mogę się przekwalifikować.

      Usuń
  5. A my w tym roku nie bylismy w ogole na grzybach. Raz, ze mamy jeszcze zapas suszonych z ubieglego, a dwa, z szalonym Burkiem to zadna przyjemnosc. Trzeba toto prowadzac na smyczy, bo za duze ryzyko, ze poleci za jakas zwierzyna, a to nie calkiem wygodny sposob zbieractwa. Moze w przyszlym, jesli w ogole obrodza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A po co psa ciągnąc do lasu?

      Usuń
    2. Bo po pierwsze zostawiony sam w domu chalupe rozniesie, a po drugie niech sie wybiega.

      Usuń
  6. Co do szoku tlenowego, to racja, działa na wszystkich!
    Zapas grzybków suszonych tez mamy, własnych i darowanych.Pachnie cała szafka w kuchni, muszę zrobić zupę lub sos.
    Dowcipnie podpisałaś te swoje fotki i faktycznie trochę tych braci mniejszych spotyka sie w lesie i parku:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie wszystko, co do tej pory było w zamrażarce, teraz wydaje woń grzybów :)

      Usuń
  7. Tak gwoli ścisłości;
    kanie - sowy
    borowiki - prawdziwki
    podgrzybki - czarne łebki
    koźlarze czerwone (koźlarz jest naprawdę głupią nazwą :D) - panienki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sowy to na drzewach siedzą, a po zmroku latają mi nad głową, gdy wracam od rodziców. Rzeczywiście, "panienka" to zajebista nazwa dla grzyba.

      Usuń
    2. Lepsza niż sromotnik bezwstydny :D

      Usuń
    3. Sromotnik bezwstydny to nazwa oficjalna, więc vis maior.

      Usuń
    4. Cieszę się niezmiernie, że również doceniłaś te nazwę :D jak długo żyję i hasam na grzyby - a hasam od dziecka - w życiu nie widziałam sromotnika, nie wiem jak ludzie mogą się nim truć.

      Usuń
    5. Masz na myśli muchomora sromotnikowego czy sromotnika bezwstydnego, bo to dwa różne grzyby? U nas przyroda bujniejsza niż w Wielkopolsce, tutaj jedno i drugie występuje nagminnie.

      Usuń
    6. Zawodowo tylko raz miałam styczność z muchomorem sromotnikowym. Tego drugiego znam ze zdjęć. I to znalazłam: sromotnik śmierdzący, sromotnik wstydliwy, panna-bedka, słupiak cuchnący, smardz cuchnący, śmierdziakiem, śmierdziuch, śmierdziel, smrodnik, smrodziuch, jajczak. Ale panna też jest :D

      Usuń
    7. Łooo myślałam, że to to samo tylko pełna nazwa. Nie widziałam ani jednego ani drugiego. Może i bujniejsza, ale za to ja wiem, gdzie rośnie łysiczka lancetowata ;)

      Usuń
    8. Znam dziewczynę, której rodzina zatruła się muchomorem sromotnikowym. Ojciec i brat zmarli, matka i ta dziewczyna przeżyły, ale z wątroby mają same ramki.
      Atlasy grzybów podają nazwy oficjalne, a potem ludowe, stąd ich tyle.

      Usuń
    9. W takim razie dobrze, że u nas nie występują bo ludzie potrafią tu pomylić kurki (yyy wiesz co to kurki?) z jakimś gównem.
      Może i jestem delikatnym świrem, ale zdecydowanie nie debilem.

      Usuń
    10. Wiem, kurki to pieprzniki jadalne :)
      Oświadczenie w sprawie niedebilizmu przyjmuję z satysfakcją :)

      Usuń
    11. A to niejadalne, mylone, to lisówka pomarańczowa.

      Usuń
    12. Zgadza się, ale to gołym okiem widać, że nie kurka.

      Usuń
    13. I Wy naprawdę chodzicie po lesie z dziećmi i mówicie "pozbieraj te pieprzniki jadalne"?!
      Gadam z pieprzonymi almanachami :D

      Usuń
    14. Nie, w ogóle nie gadamy, tylko każdy zbiera sobie sam :)

      Usuń
    15. Pewnie, że widać. A przy zbieraniu to wydaję się co jakiś czas niezbyt głośne okrzyki, żeby zlokalizować współzbieraczy. Jedna moja koleżanka zbierała grzyby milczkiem, oderwała się od towarzystwa i jak weszła do lasu w jednej wiosce, tak wyszła w drugiej :)

      Usuń
    16. Stanęłam kiedyś w lesie tuż za moim tatą. A ten jak nie ryknie: "Frau Beee!!!"... Myślałam, że trupnę padem. A on po prostu stracił mnie z oczu i chciał odnaleźć :)

      Usuń
    17. My nie krzyczymy, bo to niegodne, my gwiżdżemy! Potrafię się zgubić zawsze i wszędzie, nie trafiam nigdzie, mylę drogę wychodząc z toalety w knajpie. Słowem powinnam mieć na to rentę, ale w lesie jeszcze nigdy się nie zgubiłam! Sama nie wiem jakim cudem :D

      Usuń
    18. Pewnie jesteś tak bezcennym okazem, że dobrze Cię pilnują.

      Usuń
    19. A swoja drogą, skoro już i tak gwiżdżecie, to może warto by chodzić na smyczy?

      Usuń
    20. Bynajmniej w mojej rodzinie od pokoleń bardzo ambicjonalnie podchodzi się do zbierania grzybów. Zwycięscy sławieni są pieśnią, przegranym grozi banicja. Wszyscy rozchodzą się i nie pozostawiają po sobie śladów, żeby ktoś inny nie odkrył "tajnego miejsca". Oczywiście w grę wchodzą tylko prawdziwki. W lesie po prostu robię coś, co czynię niezmiernie rzadko - skupiam się.
      Nawet Luny nie mam na smyczy, obrożę również zdejmuję. Osobiście wolę, żeby zeżarła kogoś żywcem niż powiesiła się na gałęzi.

      Usuń
    21. Ja to bym się nawet bała wziąć psa do lasu - ze względu na dzikie kleszcze.

      Usuń
    22. Akurat Luna ma podawany specyfik broniący ją od dzikich kleszczy. Gorzej z nami. Sama np. miałam 3 takowe w życiu.

      Usuń
    23. Ciul tam z ludźmi, ja się kleszczy nie boję - kto odważy się mnie ugryźć, umiera w męczarniach. Ale o zwierzęta zawsze mam obawy.

      Usuń
    24. Tylko wiesz, pies świństwo może złapać wszędzie, nie tylko w lesie, a pisny nie będę trzymać w schronie przecież. Głównie dlatego, że nie mam schronu. Tak bym ją trzymała, wtedy nie miałaby gargulca.

      Usuń
    25. Sugerujesz, że mój pies jest katedrą?!

      Usuń
    26. Raczej Ty to zasugerowałaś, wspominając o gargulcach :)

      Usuń
    27. Sugerujesz mi, że ja coś sugeruje?!

      Usuń
    28. To Ty mi sugerujesz, że ja Ci sugeruję, że Ty mi coś sugerujesz!

      Usuń
    29. Przestań mi tu sugerować yyy sugerację (?!)

      Usuń
    30. Ale to Ty mi sugerujesz... yyy... sugestię?!

      Usuń
    31. Sugestia nie brzmi tak jak powinna w tym momencie. Skusiłaś.

      Usuń
    32. Ciągłe pytania, agresja, ścieżka zdrowia...
      Podejrzane...

      Usuń
    33. O, przepraszam! Skoro mi się imputuje, że kuszę, to chcę wiedzieć, kogo i czym, żeby móc być jeszcze bardziej kuszącą!

      Usuń
    34. Ooo właśnie o tym mówię! No przecież gdybym siedziała obok Ciebie i Ty byś tylko rękę podniosła, to od razu bym pod stół wlazła w obawie przed nieuzasadnionym cepem w skroń. Tak się nie godzi.

      Usuń
    35. W niedziele cepów pod ręką nie miewam. W soboty też nie. Wbijaj śmiało.

      Usuń
    36. Za to od pon-pt urodzaj. W przyrodzie nic nie ginie.
      Ja będę na końcu świata to nie omieszkam się zaanonsować.

      Usuń
    37. Póki co, ja anonsuję, że idę, bo zaraz muszę się zrywać do kołchozu.

      Usuń
    38. Aneczce buzi w czółko jutro ode mnie!

      Usuń
    39. Hmmm ja też nie. Ale perhydrol mogę Ci sową przysłać.

      Usuń
  8. Piszesz, że to siostra, czyli ty też masz zygzak na plecach. Cóż, taka natura człowieka. W sumie to lepiej kąsać, niż być kąsanym. Jednego można pozazdrościć - ładnego spaceru.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zygzak zaczął mi rosnąć po tym, jak zostałam parę razy ukąszona bardzo jadowicie.

      Usuń
  9. Taką klęskę to rozumiem 😁 mimochodem zebraliśmy e tym roku trzy słoiki suszonych grzybów. A co byłoby, gdybyśmy przylozyli się do zbieractwa? 😉
    A do lasu zawsze warto wejść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzy słoiki suszonych grzybów to jest w tym roku kropla w morzu.

      Usuń
  10. Nie miałam ani w tym, ani w tamtym roku szczęścia bycia na grzybach. I szczerze mi tego brak. Las to jest to!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Las niesłychanie uspokaja, wycisza, odrealnia. Oddala od tego całego gówna, w którym na co dzień tkwię.

      Usuń
    2. Oj, szczera prawda. Mam kilka takich miejsc bliskoleśnych, gdzie dom by stał, biegusiem.

      Usuń
    3. Dlaczego świat jest taki ciulowy?

      Usuń
    4. A co to jest "As I said"? - bo chyba w jakimś pogańskim języku :)

      Usuń
    5. Tak mi się udało wyangielszczyć: "jak mówiłam"

      Usuń
    6. "Wyangielszczenie" to bardzo piękny wyraz!

      Usuń
  11. Grzybki pikne - jak z encyklopedii !!! Kocham las, jego kolory, urok, zapach, ciszę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się nie kochać. Gdybym miała taką możliwość, zamieszkałabym w lesie.

      Usuń
  12. Boję się pełzających panicznie, a od czasu, jak grzybami zatruł się ojciec mojej koleżanki nie zbieram. W lesie upajam się śpiewem ptaków i zachwycam tymi najładniejszymi, czerwonymi z kaleluszami w białe groszki.

    OdpowiedzUsuń
  13. Szacun... ja w lesie poza papierzakiem nic nie znajdę, no chyba, że się potknę na kani czy podgrzybku i mądrzejszych zapytam czy to jadalne więcej niż raz.... Co najwyżej mogę się zgubić i wilcy mi drogę wskażą. Duży powtarza, że jak będzie mnie miał dość a żeby się w koszty nie pakować to na spacer do lasu zaprowadzi i trzy razy dookoła własnej osi obróci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie od dziecka w lesie chowali, pewnie dlatego jestem taka dzika :))

      Usuń
    2. Guzik prawda - ja jestem chowana w lesie, tuż obok Twojego, po sąsiedzku i co z tego?? Las lubię , popatrzeć, połazić (z dobrym przewodnikiem który nie będzie chciał się mnie pozbyć) ale ni cholery bym tam nie przeżyła bo zaskrońca od koleżanki żmii nie odróżniam

      Usuń
    3. Naprawdę uważasz, że mam na grzbiecie zygzak?!

      Usuń
    4. Acha - a dzięcioły przylatują do naszego ogródka - jednym nawet Zołza się pięknie "zaopiekowała" :(((

      Usuń
    5. Dobrze, że jej nie kujnął!

      Usuń
    6. Może by kocica zmądrzała... Ty żmiją? Coś Ty!! Ale Ty napisałaś coś o kuzynce...

      Usuń
    7. Napisałam bezosobowo "można" oraz "siostrę albo kuzynkę". To tak raczej prześmiewczo i dla wszystkich. Nie mam sióstr ani kuzynek-żmij...

      Usuń
    8. Na mnie grzyb tez musi wręcz wyskoczyć, żebym go znalazła... To znaczy jadalny, bo muchomory i inne "jadalne tylko raz" sama jakoś zauważam w dość sporych ilosciach ;)

      Usuń
    9. Próbuję sobie wyobrazić te skaczące grzyby i jakoś mi nie idzie :)

      Usuń
    10. Uwaga, wizualizacja: idzie sobie Gośka-Tośka po lesie, spokojnie, nieświadoma niczego,aż tu nagle na nią: hyc! Grzybek :)

      Usuń
    11. Pozostaję niewzruszona, albowiem bardziej przemawia do mnie wizualizacja inna: idzie sobie Goska-Tośka na blog nieświadomej niczego Frau Be i nagle hyc! - wrzuca link, o którym FB marzy :))

      Usuń
    12. Ja za to żmij kuzynek pod dostatkiem... Podzielę się z Tobą. Ale to nie fajne braterstwo krwi więc raczej nie chcij

      Usuń
    13. Nie chce, bo mam swoje. Tylko że nie żmije. Kuzynów też mam.

      Usuń
    14. Frau - wciąż myślę, jak ostatecznie rozwiązać sprawę z tym "linkiem-widmo"

      Usuń
    15. Tylko nie widmo, proszę mi tu najszacowniejszego linku nie obrażać! :)

      Usuń
    16. W "widmie" nie ma nic obraźliwego!!! ;)

      Usuń
    17. Nie ma, pod warunkiem, że nie odnosi się do najszacowniejszego!

      Usuń
    18. No chyba, że wolisz, to spakują jakimś zipem czy innym rarem te wypociny i zarzucę Ci taką paczkę skrzynkę e-mail...

      Usuń
    19. Przyjmę wszystko! - aczkolwiek z zastrzeżeniem, że to jednak nie to samo, co blog. Tam widać i czuć ten KLIMAT...

      Usuń
    20. Na razie po prostu straciłam zapał do umieszczania tego na blogu, zwłaszcza, że właściwie od niemal 3 lat nie stworzyłam nic nowego i nie wiem ,czy jeszcze "stworzę".

      Usuń
    21. W takim razie pozostało mi się pochlastać :)

      Usuń
    22. Oj tam, zdarza się. "Pisanie" (szumnie powiedziane, phi!!!) było - jak na razie - tylko epizodem w moim życiu i to najwyraźniej, epizodem dość mało znaczącym. Albo po prostu co miałam napisać, napisałam i już. Przykro mi ze względu na Ciebie, ale niestety tak jest. Choc z obiektywnego punktu widzenia, nie ma czego żałować - wartościowsze rzeczy znajdziesz pod co którąś biblioteką, bo niektóre pozbywają się zbędnych "woluminów" ze swoich zasobów oddając je w ręce osób chętnych...

      Usuń
    23. To sobie pophikałyśmy :)

      Usuń
    24. No bo czuję się zrozpaczona.

      Usuń
    25. Oj,Frau, to nie powód do rozpaczy. Jesteś inteligentną kobietą i jestem pewna, że znajdziesz wartościowsze lektury, dla których stracisz głowę

      Usuń
    26. Jasne, już znalazłam: moją książkę :)

      Usuń
    27. No, widzisz :-)

      Usuń
    28. Ale ja straciłam głowę dla pisania, nie czytania.

      Usuń
    29. Jedno nie wyklucza drugiego ;-) Świetnie, że piszesz, bo robisz to naprawdę świetnie. I to właśnie Ty powinnaś książki pisać

      Usuń
    30. To może obie mamy jesienne zwątpienie

      Usuń
    31. A moje wieloletnie ;)

      Usuń
    32. Tu nie ma zwycięzców, bo to życie daje nam łupnia

      Usuń
    33. Na życie zawsze można liczyć :)

      Usuń
  14. Nie wiem dlaczego,ale uwielbiam kucie dzięcioła i mam odruch szukania go wzrokiem(co często w leśnej gęstwie nie jest łatwe). Jak udało Ci się go sfotografować z bliska do diaska??

    A grzyby? Aż boję się mówić ile zamarynowałam,nasuszyłam, zrobiłam sałatki-sosy, zamroziłam. Boję się mówić o tym,bo posądzą mnie, żem psychiczna. Ale ja po prostu lubię przebywać w lesie i lubię zbierać grzyby. I lubię nimi obdarowywać tych co je lubią, a nie mają możliwości, by nazbierać.
    Poza tym w tym roku zbierałam o 4 gatunki więcej niż przez ostatnie lata. Fakt faktem, bo niektórzy słysząc słowo grzyby mają nieciekawy odruch.Ja je lubię umiarkowanie (jeśli jeść), ale zbieranie i przerabianie mnie już męczyło. Mimo wszystko myślę, że jeszcze coś uzbieram w tym roku ;D ;D ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaaaa. U mnie jest plaga zaskrońców.
      Do poczytania:http://dziewczynazewsi.blogspot.com/2014/11/i-wez-tu-nie-wierz-w-sny_9.html

      Usuń
    2. Jak to jak? Na drzewo wlazłam i siadłam koło niego :))

      Usuń
    3. Zaskrońce są wszędzie, to bardzo pospolite i piękne zwierzątko.

      Usuń
  15. O ile nie zawodzi mnie pamięć, to limba była próchniejąca a nie spróchniała.
    Pozdrawiam, również po zakończonym sezonie grzybowym.
    Leslie Warszawski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zawodzi Cię. I raczej o próchniejącej pisaliśmy, przynajmniej dokąd nam całkiem nie spróchniała :)

      Usuń
    2. otóż - rzeczona limba próchnieć poczęła na początku ubiegłego wieku, więc miała pełne prawo zrealizować proces.
      Zapewne dlatego Pani Frau w trakcie zabawy zmieniła zeznania i "przesiadła" się na brzozę - złośliwy powiedziałby, że babcia na jabłoni, jednak zbyt wiele się nie zgadza...

      Usuń
  16. Wow jaka siostra Zygzakowata. Gratuluję foto. Sam bym zrobił. Postrałbym się ze strachu a zrobił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale po co się posrywać? Ja ze żmijami za pan brat od dziecka!

      Usuń