poniedziałek, 18 grudnia 2017

444. Maroko: tajemnice marrakeskiej medyny – cuda medycyny arabskiej

Marokańskie medyny są bardzo barwne, często tłoczne i kryją w sobie wiele atrakcji, a czasem i tajemnic.

Stara zabudowa z przepiękną bramą

Jedna z mniej reprezentacyjnych bram medyny

Zabytkowe mury medyny

Jeden z rozlicznych suków mijanych po drodze

Suk pod ścianą meczetu Al-Kutubijja

Kawiarnia Kasbah (twierdza)
W Marrakeszu, jak w innych miastach, znajdują się dziesiątki bajecznie kolorowych suków – targów, na których można kupić dosłownie wszystko.


Przepiękne drzwi...

...lampy...

...kolorową garderobę...

...artykuły spożywcze...

...ozdoby do mieszkania...

...charakterystyczne marokańskie pantofle.
Wędrując ulicami starego miasta napotkaliśmy aptekę. W pierwszym poście o Maroku wspomniałam już o interesujących aspektach medycyny arabskiej, a w kolejnym o kozach pasących się na drzewach arganowych. Tutaj, w marrakeskiej aptece, nastąpił zajmujący ciąg dalszy przygody z cudami arabskiej medycyny o prastarym rodowodzie.
W przedsionku siedziały kobiety uzbrojone w kamienie, którymi rozbijały – na czymś podobnym do kowadeł – niezwykle twarde, ale już nieco zmiękczone we „wstępnej obróbce” przez kozy skorupki i pozyskiwały z nich orzeszki. Tłoczenie oleju arganowego odbywa się po dziś dzień tradycyjną, ręczna metodą.





Wszelkie medykamenty, jakie znajdują się w aptekach, uzyskiwane są ze składników naturalnych.





Jak już wspomniałam w pierwszym poście, Letnia wyjechała z Polski z okropną egzemą na rękach. Walczyłyśmy z nią wszelkimi metodami farmakologicznymi, odbywając tournée od lekarza do lekarza – nadaremnie. W Maroku usłyszałam o jakimś cudownym kremie na tę przypadłość i bez większej nadziei, na zasadzie „nie zaszkodzi spróbować”, wyszłam z apteki wzbogacona o trzy małe pudełeczka z maścią. Moje dziecko nie jest, bynajmniej, wzorcem systematyczności, więc po powrocie do domu posmarowało się nią wszystkiego może kilka razy i to nieregularnie. Za każdym razem, gdy wchodziłam do jej pokoju, unosił się w nim intensywny aromat jakby rosołu, obficie podlanego przyprawą Maggi. Taki efekt daje zapach lubczyku, więc przypuszczam, że ten składnik musiał się w smarowidle znaleźć.
Po tych kilku dniach egzema najzwyczajniej w świecie zniknęła i już nigdy nie wróciła! Krem trzymam w lodówce do dziś, jak święte relikwie.

74 komentarze:

  1. Czasem ludowa medycyna wie wiecej i jest skuteczniejsza od akademickiej. Nie mozna jednak, jak niektorzy, popadac w skrajnosc i leczyc raka lajnem wscieklej ropuchy, czy tam inna witamina lewacka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, co wie medycyna ludowa w Polsce, bo nie używam. Ale na pewno zanim zaistniały nasze "babki lekujące", była już medycyna egipska, potem arabska, które dokonały naprawdę sporych osiągnięć, czego nie można powiedzieć o np. europejskim średniowieczu.

      Usuń
  2. Niesamowite miejsce.
    Przypuszczam, że kolory i zapachy mieszają się na każdym kroku.
    A co do medycyny ludowej - czasami pomaga:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszają się, co prawda, to prawda. Maroko jest bardzo barwne i aromatyczne.

      Usuń
  3. piękne miejsce. pachnące i kolorowe, lubię takie.....takie bardzo intensywne można by rzec :) ja zawsze, ale to zawsze powtarzam, że tylko naturalna środki są dobre.
    pozdrówka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie wszystkie każdemu służą. Na mnie wiele nie działa wcale, a inne działają beznadziejnie (tzn. po ziołach rzygam jak kot).

      Usuń
  4. Arabowie to prekursorzy wielu aspektów naszego życie, ja tez nie jestem systematyczna, ile razy coś kupię, a potem wyrzucam, bo przeterminowane, tak mam i już, moze dlatego wyglądam, jak wyglądam :-(
    Polecam Ci sagę o Medicusie - dzieje lekarzy i medycyny od czasów najdawniejszych do współczesności. Autor - Noah Gordon.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zainteresowałaś mnie. Dopisuję książkę do listy oczekujących grzecznie w kolejce do przeczytania.

      Usuń
    2. Przepraszam, że wtrącę swoje pięć groszy, ale ostatnio oglądałam na cda film o tym samym tytule "Medicus".
      Całkiem przyjemnie się oglądało.

      Usuń
    3. Za oglądanie filmu na pewno się nie wezmę, ale książkę wypróbuję, gdy doczeka się swojej kolejności.

      Usuń
    4. To film według jednej z części sagi, ale książka ciekawsza!!!

      Usuń
    5. Nie oglądam filmów, więc...

      Usuń
  5. Medicus jest ok, ale im głębiej w sagę, tym słabiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę przylepić organ i zbadać organoleptycznie.

      Usuń
  6. Egzema na dłoniach niestety bywa mega trudna w leczeniu, ale co zrobić...trzeba próbować i byle z dala od sterydów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj sterydy też nie pomagały... A po "rosołowym" mazidle zniknęła jak kamfora.

      Usuń
  7. Lubię tę nazwę - Marrakesz... brzmi jak bajka...

    OdpowiedzUsuń
  8. zobaczyłam lato gdy za oknem biel zimna w sensie że mroźna.
    dziękuję serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  9. Kolorki, kolorki! Chociaż ja jestem smutasem i wole 12 odcieni czerni :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo dobrze. Wystroisz się we wszystkie 12 na mój pogrzeb.

      Usuń
    2. Nie dziękuję. Poza tym Frau jest wieczna, jak podatki.

      Usuń
    3. Nie, dlaczego?
      Obawiam się, że perspektywa wieczności jest jeszcze bardziej dołująca niż samo życie.

      Usuń
  10. Wyjątkowo muszę się zgodzić, wieczność nawet w krainie permanentnej szczęśliwości napawa mnie dziwnym lękiem. Tak czysto teoretycznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wierzę ani w szczęście, ani w wieczność. Jest tylko przypadkowe, skazane na cierpienie życie, a potem błogosławiona nicość. Na pogrzebach należy się cieszyć, że dana osoba nie żyje - osiągnęła już ten komfort, że nie czuje bólu, zmęczenia, przygnębienia, smutku, rozpaczy - niczego.

      Usuń
    2. Teraz to pojechałaś po bandzie. Aż dostałam gajora. I wyjątkowo zły to czas na takie suncie defetyzmu. Nie, nie chodzi mi o święta i reniferki.

      Usuń
    3. No ale o co chodzi?
      I co to jest gajor?

      Usuń
    4. Gajor to gęsia skórka :)

      Usuń
    5. Ale w sumie od czego? Z zazdrości wobec nieboszczyków?
      Prawdę napisałam, li i jedynie...

      Usuń
    6. Po prostu nie chce rozwijać tematu.

      Usuń
    7. Nie rozwijaj. Mój rozwinął się sam, ale to tylko mój.

      Usuń
  11. Ze dwie setki wieków obserwacji wyników uzywania najrózniejszych naturalnych surowców musialo sie na cos przydac :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że też u nas się nie przydało... Albo nie mamy odpowiednich surowców.

      Usuń
  12. Kurde szkoda ze nie masz przepisu na to mazidlo bo sama bym zrobila mojej corce. Ona tez ma cholerna egzeme juz dwadziescia
    pare lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam przepisu, bo kupiłam gotowe. Z ichniego chałwa-balia-larwa tez bym niewiele zrozumiała...

      Usuń
  13. Odpowiedzi
    1. Mnie tak średnio, ale krem na egzemę zrobił cud po prostu i nie dam złego słowa powiedzieć na medycynę arabską!

      Usuń
  14. Zawsze z ciekawością czytam Twoje posty podróżnicze. Te ostatnie bardzo egzotyczne. Dużo nieznanych mi faktów. To lubię w blogach podróżniczych, że można zobaczyć i poczytać o miejscach, do których nie wiadomo, czy kiedyś dotrę.
    Miłego tygodnia, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Wkraju - jeśli marzę o fortunie, to tylko po to, żeby zobaczyć cały świat!

      Usuń
  15. Mam krem z Marakkeszu. Doczytałam, że do całego ciała oprócz buzi. Pachnie niespecjalnie, ale skóra po nim jest jak pupcia niemowlęcia: )
    Serdeczności: )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i proszę. Ciekawe, z czego jest zrobiony.

      Usuń
    2. Pojęcia nie mam, ichnym pismem jest opisany: (

      Usuń
    3. ...bo przyjechał bezpośrednio stamtąd.

      Usuń
    4. Na moim nie ma szlaczków, właściwie nic nie ma, tylko przyklejona karteczka z napisem "Egzeme". Maść robiona ręcznie, to i nie dziwota, że bez składu i innych.

      Usuń
    5. Ze szlaczkami byłoby nawet ładniej :)

      Usuń
  16. hyhyhyh masz najbardziej urocze "o mnie" jakie w życiu przeczytałam :D choć brakuje mi wzmianki o maśle albo majonezie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Odpowiedzi
    1. Przyjmuję z poczuciem, że mi się należy :)

      Usuń
    2. Ależ oczywiście! Sprawiłaś, że każdy kto tu zagląda od teraz dzierżąc w dłoni masło albo majonez pomyśli o Tobie. Poczekaj zaraz się zaczną wpisy sponsorowane ;) tylko pamiętaj, królowa majonezu nadal brzmi źle.
      Choć dla mnie to jawne świadectwo, że nie jesteś złamasem (ale nikomu nie mów, bo jeszcze ktoś pomyśli, że Cię lubię)

      Usuń
    3. W życiu nie powiem! Ale wątek niebycia złamasem jednakowoż (i wszelakoż) mogłabyś rozwinąć.

      Usuń
  18. Azaliż na bycie złamasem trzeba sobie zasłużyć, własne zdanie (notabene, z którym się notorycznie nie zgadzam) to za mało. Ejmen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mhm. Raczej mało spektakularnie to wyszło. Ale to nic. Królowa majonezu nie brzmi najgorzej, ale królowa masła za to rewelacyjnie!

      Usuń
    2. Liczyłaś na akcję w stylu Rejtana? Akurat mam sweter, więc ciężko o rozchełstaną koszulę :D

      Usuń
    3. E tam, zaraz Rejtan. Nawet biografii porządnej nie ma.

      Usuń
    4. Nie wiem, nie lubię czytać biografii. Od eonów na moim regale spoczywa nietknięta biografia Kinga, ale zawsze przegrywa z innymi książkami.

      Usuń
    5. Ja też nie lubię. Może więc chociaż masz owłosioną klatę, skoro nie masz koszuli do darcia?

      Usuń
    6. Na Ozyrysa i Teutatesa jestem beznadziejna, nawet tego nie mam...

      Usuń
    7. Co prawda, to prawda. Za grosz klasy!

      Usuń
    8. Prawda? Taki przedziałek na klacie nadałby mi w końcu powagi.

      Usuń
    9. Przedziałek - lub zgoła trwała ondulacja.

      Usuń
  19. Mogę Ci wysłać aniołka z masła w sukience z majonezu, tylko wykombinuję z pracy wkłady chłodzące. Może być?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że tak!
      A to będzie prezent, dowód wdzięczności czy łapówka?

      Usuń
    2. A nie może być tak sobie?

      Usuń
    3. Może być. Dodaję kategorię :)

      Usuń
  20. Jak widać tajemne nauki Wschodu mogą się czasem przydać i Europejczykom. Najbardziej chyba podoba mi się ten bazar, jest taki żywy, z radością kupiłabym tam coś z tych egzotycznych przypraw czy orzechów ręcznie obieranych (jakie to były, pamiętasz?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, arganowe przecież! Te zjadane przez kozy pasące się na drzewach.

      Usuń
    2. Aaaa, to masło! Ja znam je tylko z kremów i duszbadów, samych orzechów jeszcze nie jadłam ani chyba nie widziałam :). A kozy oczywiście pamiętam!

      Usuń
    3. Chi, chi, chi - przeczytałam te "duszbady" i kompletnie zgłupiałam, nie wiedząc, co to. Dopiero po chwili do mnie dotarło, że to spolszczenie :))

      Usuń