wtorek, 23 października 2018

499. Maroko: jak zostałam optakana


Essaouira (As-Suwajra) to dzisiejsza nazwa dawnego miasta Mogador (zmiana nastąpiła w XVIII wieku) położonego nad Oceanem Atlantyckim – jednego z najładniejszych w Maroku. 


Nowa nazwa oznacza coś w rodzaju „ładnie położonego”, „ładnie zaprojektowanego”.



Jego historia sięga starożytności. Medyna figuruje od 2001 roku na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.



Dawniej znajdowały się tam słynne wytwórnie purpury, którą pozyskiwano z żyjących w oceanie szkarłatników i rozkolców (ślimaków morskich). W niedalekiej odległości od miasta znajduje się niewielki archipelag Wysp Purpurowych, które do XX wieku stanowiły teren kwarantanny dla osób powracających z Mekki, aby nie przywlekły do kraju jakiejś zarazy. Dziś znajduje się tam rezerwat ptactwa wodnego.

Widoczne z miasta Wyspy Purpurowe
W XV wieku przybyli do miasta Portugalczycy, którzy na początku XVI wieku – na polecenie portugalskiego króla Manuela I – wznieśli tam twierdzę (Castelo Real de Mogador) w stylu portugalskim.


Cytadela


Niekończące się rzędy armat na murach miasta




Essaouira stała się centrum eksportu cukru i melasy oraz… przystanią piratów panoszących się na wodach Atlantyku.
W XVIII w. sułtan Maroka Muhammad III zlecił francuskiemu architektowi przebudowę miasta. Powstał tam m.in. port, który stał się ośrodkiem handlu zagranicznego.




Miasto ma piękną, szeroką plażę. Ze względu na warunki pogodowe jest rajem dla windsurferów i nazywa się je „miastem wiatrów”.





Najbardziej charakterystycznym dla Essaouiry pejzażem jest widok niebieskich łodzi, zacumowanych w porcie.



Minęliśmy też rybaków, zawzięcie naprawiających sieci.




Z portu do miasta wiedzie Brama Morska, opatrzona symbolami trzech wielkich religii monoteistycznych: chrześcijaństwa, islamu i judaizmu.

Brama Morska

Muszla św. Jakuba - symbol chrześcijański

Islamski półksięzyc

Gwiazda Dawida wpisana w kwiat
Widnieje na niej data wzniesienia: 1184 r.



Zaraz za bramą znajduje się targ rybny, który ominęłam szerokim łukiem.




Dawnym sercem miasta jest plac Moulay el Hassan.




Tutaj zachciało mi się zjeść lody.



Gdy przypadkiem dotknęłam bluzki, poczułam podejrzaną wilgoć. Przyszło mi do głowy, że wypaprałam się lodami jak dziecko, jednak plama była duża, gęsta w konsystencji i zjadliwie zielona. Zrozumiałam, gdy na nią spojrzałam: zostałam najzwyczajniej w świecie optakana przez mewę obżartą wodorostami! Wiem, że 99,9% populacji wyklęłoby ptaszydło do siódmego pokolenia, ale ja zawsze odstaje od normy. Nawet nie byłam zła (co ona winna, że taka ma fizjologię?), za to obśmiałam się jak norka.






Wędrówka ulicami medyny to przede wszystkim gąszcz zaułków, w których mieszczą się zatłoczone suki i jadłodajnie, oferujące głównie owoce morza. Mnie, jak zawsze, fascynowały drzwi wiodących do domów, sklepów i hammamów.


Szminki tażinki i orientalne przyprawy

Przyprawy usypane w cudne piramidy

Oprócz przypraw uformowanych w stożki mamy tu jeszcze naturalne środki, m.in. Viagrę berberyjską

Szminki tażinki w różnych kolorach

Suszone baldachy kopru pełniące funkcję naturalnych wykałaczek

Pantofle we wszystkich kolorach tęczy

Bębenki





Moja fascynacja drzwiami





Mijaliśmy bardzo stare budowle.



1336 r.
Wejście do prywatnego hammamu
W miejscu, gdzie dzisiaj mieści się kawiarnia, w XVIII wieku prosperował hotel dla karawan i targ dla niewolników.



W mieście zachowała się stara dzielnica żydowska Mellah, dziś już podupadła.


Żydowski ryneczek



W XIX wieku w Essaouirze były trzydzieści dwie czynne synagogi – w tej chwili są już tylko trzy. Istnieje również jeden kościół katolicki pod wezwaniem św. Anny.
Dotarliśmy m.in. do warsztatu, w którym produkowane są wyroby z drewna tui afrykańskiej i sprzedawane w sklepiku.





Intarsjowane cuda są piękne i potwornie drogie.












Zachorowałam na magiczną szkatułkę (magia polega na tym, że jest w specjalny sposób zamykana i żadne niepowołane ręce nie mogą jej otworzyć), ale nawet te najmniejsze kosztowały bajońskie sumy.



Miasto straciło na znaczeniu, gdy rozbudowany został port w Casablance. Można tu zobaczyć podupadłe dzielnice, w których stoją walące się domy.
W budynku udekorowanym kolorowymi latarenkami zjedliśmy obiad.



„Zjedliśmy” to powiedziane na wyrost: nie tknęłam „jedzenia”, które łypało na mnie z akwarium i patrzyło z wyrzutem z talerza. Restauracje i knajpki serwują tam uparcie wszelkie morskie stworzenia i trudno znaleźć coś normalnego. W tym dniu naprawdę porządnie głodowałam, aż pod wieczór rozbolała mnie głowa.




Essaouira odegrała swoją rolę w kulturze. Kręcono tutaj sceny do „Aleksandra”, „Królestwa Niebieskiego” (wystąpiła jako filmowa Jerozolima), „Otella”, serialu „Gra o tron”. Jest światową stolicą tradycyjnej muzyki guava – co roku w czerwcu organizowany jest tutaj trwający cztery dni Guava World Music Festival, w czasie którego występują również zespoły z całego świata grające muzykę etniczną. W czasach, gdy na świecie rozwijał się ruch hippisowski, pod jej murami znajdowała się wioska hippisów, w której przebywał m.in. Jimi Hendrix. Została zlikwidowana na początku lat siedemdziesiątych na polecenie króla Maroka z powodu narkotyków.

50 komentarzy:

  1. Lacze sie z Toba w bolu, bo tez nie zjadlabym czegos, co wczesniej na mnie spojrzalo.
    Czy te przewiewna sukienki na ramiaczkach to dla turystek, czy tez miejscowym kobietom wolno takie zakladac? Oraz jak dzialaja te szminki tazinki?
    Jakos Ci szczescia nie przynioslo oguanienie przez mewe, a powiadajo, ze trzeba sie cieszyc, bo to dobrze wrozy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cholera wie, dla kogo to szyją. Pewnie dla turystek, choć Marokańczycy są najmniej religijni.
      Szminka tażinka zrobiona jest z jakiejś glinki, która farbuje na różne kolory. Trzeba odrobinę wilgoci (kapnąć wodą? polizać?), żeby się nią pomalować.
      Sama się zastanawiałam, czy o tym szczęściu (pieniądzach podobno, ściślej biorąc), nie napisać, ale właściwie to na nic. Wiesz, jak to jest z wiara w przesądy: kto wierzy, ten wierzy, a reszta ma realia. W tym wypadku gówno symbolizuje... gówno :)

      Usuń
  2. Po pierwsze, to na szczęście; po drugie - ciesz się, że słonie nie latają.... I po trzecie, był kiedyś taki serial "Pani na Mogadorze". Nie pamiętam już o czym traktował, ale był :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żadnego szczęścia się nie doczekałam! Może właśnie potrzebny byłby słoń...

      Usuń
  3. Maroko to jedno z nielicznych miejsc, które chciałabym odwiedzić, więc kilka pytań praktycznych: jak wygląda baza hotelowa? jaki jest stosunek tubylców do przyjezdnych? czy poza sklepem w wyrobami z drewna ceny też są powalające?
    Oczywiście i mnie olśniła ta szkatułka, ale pewnie natychmiast bym zapomniała jak ją otworzyć (nie jestem przesadnie technicznie uzdolniona :) ) a poza tym i tak mogę wszystko trzymać na wierzchu, a i tak nikt nie zajrzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hotele są bardzo dobre, niektóre wręcz luksusowe, ale to też zależy od ceny - wiadomo. Złe też są :)
      Marokańczycy są dość liberalni pod względem religijnym, nawet nazywają siebie "bezbożnikami", więc są raczej przyjaźnie nastawieni do turystów. W hotelach noszą za każdego bagaże, jeden mało się nie popłakał, gdy zepsuła się rączka w mojej walizce (a nie była to jego wina). Jednak wiadomo, że ekstremiści są wszędzie i tutaj nie można ręczyć za nikogo.
      Ceny raczej umiarkowane, da się przeżyć, ale wiadomo, że to, co musi kosztować, to kosztuje: wełniane dywany, luksusowe wyroby drewniane, mozaikowe stoliki. Mnie się w Maroku bardzo podobało.

      Usuń
    2. A nawiązując do Twojej fascynacji drzwiami, to zastanawiam się, co powiedziałby na to Freud?

      Usuń
    3. Wiadomo, co by powiedział :) On miał na wszystko jedną śpiewkę :))

      Usuń
  4. No ja nie byłabym zachwycona, gdyby mnie mewa optała. Podobno człowiek optany będzie bogaty, ale tyle razy mnie to spotkało, a bogata nie jestem...
    Piramidy z przypraw cudne, a ta viagra to co? Do jedzenia czy wcierania?
    Ciekawe, że często spotyka się miejsca kilku religii, a tyle tych walk na tle religijnym na świecie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie byłam zachwycona, ale rozśmieszyło mnie to i przede wszystkim nie robiłam tragedii z takiego duperela.
      Myślę, że ta Viagra to do stosowania jak przyprawa - albo na łyżeczkę i konsumować :)

      Usuń
    2. A mają viagrę dla kobiet?

      Usuń
    3. Nie mam zielonego pojęcia.
      A może to viagra dla płci każdej?...

      Usuń
  5. W sklepach badziew, a te "intarsjowane" (?) cuda to u nas w charity shopach mozna kupic za grosze. Przyprawy wymieszane z trocinami, szmaty sie dra po pierwszym wypraniu, jesli nie przed, wszystko byle jakie a turysci i tak kupia. Juz sie dawno wyleczylam z tej egzaltacji.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wyroby z drewna, szczególnie te, które są zdobione drobinkami drewna są przecudne. Musiałam obejrzeć dokładnie i choć nie miałabym gdzie ich postawić, to szalenie podobają mi się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi się podobały stoliki, ale - pomijając cenę - byłby problem z transportem. Poza tym w ciasnocie mojego bunkra i tak nie byłoby gdzie postawić, a nawet gdyby, to i tak pasowałyby jak wół do karety... Pozostaje mi tylko oglądać.

      Usuń
  7. Zagralas od razu w totka?
    Mhmmm, znowu sobie zdjecia poogladam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zagrała - hazard to nie jest moja najmocniejsza strona.

      Usuń
  8. Marokańskie ptaszydła też potrafią dobrze wycelować?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jeszcze lepiej od naszych. No i kolorystykę mają bardziej urozmaiconą :)

      Usuń
  9. Jak mi żywność w oczy spogląda, też tracę apetyt. Poza tym dziękuję za, jak zawsze, magiczną 'podróż'.

    OdpowiedzUsuń
  10. I widzisz. Gdybyś nie ominęła targu rybnego, ptak znalazłby kogoś innego. A tak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie narzekam. W końcu nic wielkiego się nie stało.

      Usuń
  11. Piękne miasto. Zastanawiam się, jak się w tym suchym klimacie nie rozsypują te stożki i piramidy z przypraw. Przygoda z mewą potwierdza tylko prawo grawitacji, a Twoje szczęście polegało tylko na tym, że stałaś na drodze spadku swobodnego jej odchodów.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama mewa wszakże zdawała się skutecznie prawu grawitacji opierać :)

      Usuń
  12. o barwniku z rozkolców czytałem już jako maluch, pamiętam też, że ich muszle widywałem w wielu domach, tylko wkurzało mnie zawsze, gdy używano ich jako popielniczki... nasza była czyściutka i w końcu trafiła do mojego pierwszego akwarium... kiedyś mnie bawił ten sport...
    ...
    jak gołąb optaka, to ponoć na szczęście... ale gdy mewa?... toż to spore ptaszydło... może też na szczęście - szczęście, że słonie nie fruwają...
    ...
    bębenki, ale widzę też bałałajkę, tylko taką odwrotną jakąś...
    widzę też grę w samotnika... z czego są te kulki?... oby nie z kości słoniowej, bo znielubię właściciela sklepu...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli było to akwarium słodkowodne, to popełniłeś podstawowy błąd. I nie tylko z powodu niedopasowania do krajobrazu. Z muszli wypłukuje się wapień, który szkodzi słodziakom.
      Kulki też były drewniane, nie chciałoby mi się pierdzielić z obróbką...

      Usuń
    2. ech, kiedy to było... nie te rybki i nie ta wiedza... i nie ta woda, bo woda była ekologiczna, bo ze studni lokalnej... a muszla, jak pamiętam, paskudnie zarosła, o glonojadach jeszcze wtedy nikt nie wiedział... zresztą tej wiedzy też niewiele jest, bo od dawna na akwarystyce nie skupiam uwagi...

      Usuń
    3. A ja kocham podwodny świat i moje śledzie :)

      Usuń
  13. Lubię wirtualnie "podróżować" z Tobą;)) piękny ten nasz świat ziemski;-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo ciekawe klimaty. Coraz bardziej tam mnie ciągnie.
    A wiesz, jaki mam sposób na takie dziwne przygody. Zawsze mam w torbie czy w koszyku jakąś chustę, którą ewentualnie można się omotać i zakryć plamę, jakby coś...
    Drzwi bajeczne, też lubię je wypatrywać. :)

    Czy mogę do Ciebie napisać?

    Moc pozdrowionek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że napisz! Bardzo chętnie przeczytam :)

      Usuń
    2. Dziękuję. Jutro do południa się zmobilizuję, to nie będzie łatwy list...

      Usuń
    3. Pisz, co chcesz, kiedy chcesz i ile chcesz.

      Usuń
  15. a takie cudeńko co na 13 zdjęciu od końca jest mam w swoim domu maz mi z misji przywiózł :)

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja zdycham.
    I siły nie mam na nic.
    I nawet nie wiem, co napisać,
    żeby nie było banalnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie musisz pisać nic sensownego. To tylko słowa, a ja cieszę się Twoją obecnością.

      Usuń
    2. Szkoda, że nie jesteś na FB. Mam znajomego fotografa, który podziela naszą fascynację drzwiami (Twoją i moją również), ma na swoim profilu tysiące rewelacyjnych fotek drzwi z różnych miejsc.
      Dobrej niedzieli.🍀

      Usuń
    3. Mnie nie szkoda, dla mnie ten cały Facebook to jakiś chaos i masakra.

      Usuń
  17. Masz specyficzny dobór słownictwa, który wpada w ucho, kochana optakana.
    A przyprawy to przez ekran czuję.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń