czwartek, 1 listopada 2018

501. 1 listopada



Wielu blogerów poruszyło ostatnimi dniami temat uprawiania „grobbingu” związanego ze świętem Wszystkich Świętych. Niniejszym czynię to i ja.
Nie kultywuję obyczaju ze względu na społeczną presję, na rodzinny przymus, religijny obowiązek i tym podobne. Robię to, bo lubię.
Takie dni jak dzisiejszy nie są potrzebne zmarłym. Im naprawdę nic po tym, że złożymy wizytę na cmentarzu, staniemy nad grobami, zrobimy porządki, ustawimy kwiaty, zapalimy znicze, odmówimy modlitwy, weźmiemy udział w mszach. Oni nie zobaczą dekoracji i świateł, nie ucieszą się z wizyty, nie pomogą im modły zanoszone do nieistniejących bogów. Takie dni są potrzebne nam, żyjącym.
Jednym dlatego, że tęsknią za swoimi bliskimi, którzy poodchodzili i przyjście na cmentarz stanowi namiastkę znalezienia się w ich obecności. Ponieważ zaliczam się do tej grupy, bywam na cmentarzach bardzo często w ciągu całego roku, w dni powszednie, po pracy lub w wolne.
Drugim dlatego, że czują się zobligowani do odwalenia (często-gęsto bezrefleksyjnie) „chrześcijańskiego obowiązku”.
Innym – aby móc udowodnić sąsiadom/krewnym/znajomym, że stać ich na największą liczbę najbardziej okazałych kwiatów i najbardziej wypasionych zniczy z irysowego szkła, z plastikowym witrażem, gipsową Matką Boską, światełkiem na bateryjkę i pozytywką.
Jeszcze innym – po to, żeby móc się polansować w najmodniejszych ciuchach i żeby spotkanej w tym dniu Nowakowej kopara opadła z wrażenia, a Kowalską żeby szlag trafił z zawiści.
Lubię cmentarze, odkąd sięgam pamięcią. Lubię ich spokój i ciszę, jakimi dysponują na co dzień. Lubię je odwiedzać, atmosferę dnia Wszystkich Świętych też lubię. Często jest to okazja spotkania kogoś miłego, z kim na co dzień spotkać się nie da, bo dawno wyjechał z miejsca urodzenia. Od kilku lat ten dzień to dla mnie również pewna „praca”, którą wykonuję dobrowolnie i z przyjemnością: kwestuję przy bramie głównej jednej z naszych nekropolii na rzecz renowacji zabytkowych nagrobków tzw. Starego Cmentarza, o którym pisałam TUTAJ. Cieszy mnie, że ludzie są naprawdę hojni i nie szczędzą datków, a jako bezcenny bonus dostajemy komentarze: „Ale to na pewno na Stary Cmentarz? Bo tamtym pasożytom to ja ani grosza nie dam!”, „Państwo nie z Caritasu? No to w porządku, zabytki trzeba ratować” itd.


52 komentarze:

  1. Kocham Cię, Siostro.
    Mogę się podpisać obiema rękoma
    pod Twoim wpisem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisz się czterema, będzie więcej :)

      Usuń
    2. Ja też się podpiszę, ale tylko jedną ręką, bo lewą nie potrafię...

      Usuń
    3. A ja jestem oburęczna, to mogę!

      Usuń
    4. To dołożę jeszcze swoją kończynę górną prawą, jeśli pozwolicie...

      Usuń
    5. Któregoś razu odśpiewałam po cichutku "Gdy mi Ciebie zabraknie..." Bywam tam, kiedy tylko mogę.

      Usuń
    6. Nawet nie mów... Aż mi się serce ścisnęło.

      Usuń
    7. Ale dlaczego tylko prawą? O, ludzie słabego ducha!

      Usuń
    8. Bom praworęczna! Dobra, dołożę i lewą. Nóg nie dam!

      Usuń
    9. Przecież Ci nikt ich nie utnie...

      Usuń
  2. To mamy podobnie, a jeśli wsłuchać się w rozmowy w ten świąteczny dzień, to nie wiadomo, śmiać się czy płakać...

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam to samo, jeśli chodzi o podejście do tego dnia ... staram się bywać na cmentarzach, kiedy tylko mogę ... a lans w dzisiejszy dzień mnie nie interesuje. Kto jak ubrany, co na jakim grobie stoi.
    Udanego kwestowania Tobie życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Również zamierzam popełnić taki artykuł i zgadzam się z Tobą, te modlitwy nie mają kompletnie sensu. To chyba raczej taki tradycjonalizm po prostu.

    Zgadza się. Każdy krewny przyjdzie zobaczyć jak jest ozdobiony grób, by za chwilę zepsuć ładną kompozycję swoim wielkim wiechciem, niedopasowanym do idealnego projektu.
    I spotkania. Spotkania przy grobach są "najlepsze". To mierzenie się wzrokiem od góry do dołu...

    Stare cmentarze... Mam taphophilię. I pełno albumów na komputerze, wypełnionych zdjęciami zabytkowych cmentarzy. Nie mam pojęcia co ja w tym widzę, ale z takimi chorobami się nie dyskutuje.
    I to co pokazałaś w zalinkowanej notatce, spodoba mi się i to bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam nic przeciwko spotkaniom przy grobach. Oprócz bliskiej rodziny, na którą wpadałam co chwilę, spotkałam jeszcze dawnych sąsiadów, dawną koleżankę z pracy, bliską mi znajoma parę. I wszystkie te spotkania były bardzo miłe.

      Usuń
  5. Ja jednak wole wizyty na cmentarzu w kazdy inny mozliwy dzien, tylko nie 1 listopada i w jego okolicach. Ani dojechac, ani sie dopchac, wrzaski, harmider i targowisko proznosci. Ale kwestowac bym poszla. Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie z powodzeniem nogi mi weszły w odwłok.

      Usuń
    2. Niewazne Twoje nogi, a tylek tym bardziej. Wazne, ze dzialalas w slusznej sprawie.

      Usuń
    3. A ludzie miód na serce mi lali kolejnymi komentarzami. Poza tym nasze puszki były pełne i ciężkie, trzeba było upychać kolejne datki. A kwestarze pasożytów dzwonili drobniakami na dnie...

      Usuń
    4. Dzieki... hmmm... niech bedzie opatrznosci, nie caly narod sie sqrwil.

      Usuń
    5. Nie cały, a powiedziałabym nawet, że następuje coraz więcej cudownych uzdrowień... wzroku.

      Usuń
  6. Masz rację, byłam na grobach tych o których ciągle myślę, bo mi ich brakuje. Niech se dla innych będzie rewia mody czy chęć pokazania się. Ale chwila nad tym grobem jest tylko i wyłącznie dla nas. Moja mama jak żyła i widziała niektóre grobowce śmiała się z tego przepychu i powtarzała"a mnie to i pod płotem możecie zakopać bylebyście nie zapomnieli gdzie" A były dni, że wcale nie miałam ochoty odwiedzać grobów, byłam głupio wściekła, że ja tu zostałam a Ona odeszła. Teraz pamiętam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozglądałam się, czy Cię gdzieś nie zobaczę, ale tylko Jasia J. widziałam. Wiesz, że jest chory na nowotwór?

      Usuń
    2. Byliśmy rano .... zanim zaczęliście kwestę

      Usuń
    3. Tak myślałam, bo w ubiegłym roku też tak było. To znaczy lataliście po cmentarzu w środku nocy.

      Usuń
    4. Fakt.... 7 rano to w sumie jest środek nocy :)

      Usuń
  7. To trudny temat...
    Dla mnie nadal bardzo bolesny. Nie interesują mnie kreacje tłumu, chcę pobyć po prostu przy miejscu spoczynku mojej kochanej Ani. Jeździmy tam zresztą przynajmniej raz w miesiącu, czasem, jak się uda częściej...
    Córka dokładnie zaplanowała swój grób w stylu retro, takie jakie spotykamy na Powązkach, powiedziała, że nie chce figury Chrystusa na krzyżu, nie chce sztucznych stroików, a znicze - najlepiej kopciuchy... Szanujemy jej życzenia...
    To były strasznie trudne rozmowy, zdawała sobie sprawę z tego, że powoli odchodzi. Ale tylko jeden raz rozmawiała ze mną i Zięciem na ten temat...
    Kiedy piszę te słowa, gardło mam ściśnięte.
    Bardzo chciałabym uwierzyć na nowo, że jest jakieś Tam, gdzie Córka jest szczęśliwa...
    Może to egoizm z mojej strony, by trochę się uspokoić...
    Ale myślę, że nikt nie ma prawa mnie osądzać, bo ktoś kogo nie spotkała taka tragedia, nigdy mnie do końca nie zrozumie, a ja wcale tego od nich nie oczekuję...
    Pozdrawiam Cię mocno.
    Pamiętam, napiszę... Proszę o cierpliwość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jakiego powodu ktokolwiek miałby Cię osądzać?! Co złego robisz, odwiedzając grób ukochanej córki? To musiałby być ktoś nienormalny.

      Usuń
  8. Nie wiem, czemu służy ten przepych na cmentarzach, bo przecież nie zmarłym. Te tysiące kopcących lampek mnie dusi, więc idę raniutko, zanoszę symboliczny znicz, by innych nie podtruwać i wracam do domu omijając całe rzesze znajomych i znajomków.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie najbardziej fascynują groby-hurtownie, gdzie nie ma ani centymetra wolnej przestrzeni. Ciekawe, co ludzie mają w głowach :)

      Usuń
    2. Postaw się, a zastaw z tymi dekoracjami, przecież całe wycieczki chodzą i koleżanki komentują. Dlatego idę w przeddzień i 2 listopada.
      Serdeczności zasyłam

      Usuń
    3. Mimo wszystko ludzie bywają fascynujący w swojej głupocie!

      Usuń
  9. Pale od paru dni w domu swieczki, porozstawialam sobie w kilku miejscach i przywoluje duszyczki... nie moge na grob rodzicow i babciow i dziadkow pojechac, wiec tak sobie ich wspominam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. też zawsze lubiłam klimat naszych cmentarzy ale przyznam że teraz jestem trochę rozdarta... W USA nie obchodzi się dnia wszystkich świętych ale ludzie, przychodzą np. w lecie, rozkładają koce i urządzają sobie piknik, czasem palą grille a nawet przynoszą radia i puszczają muzykę. I tak w sumie fajnie bo tak, normalnie bez nadęcia i zniczy ze szkła irysowego a z drugiej strony, polski cmentarz nocą 1 listopada ma totalnie niepowtarzalny klimat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie to trochę zniesmacza, te grille i pikniki, ale to chyba po prostu kwestia przyzwyczajenia. Tam inna kultura, tu inna... Co kraj, to obyczaj.

      Usuń
  11. Ubawiły mnie pytania do kwestujących. Tak trzymać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest najpiękniejsze w całym kwestowaniu :)))

      Usuń
  12. Wychodzę z założnia, że każdy powód jest dobry do pójścia na cmentarz, nawet ten by pokazać środkowy palec znienawidzonej sąsiadce. ;) Dobry, choć nie dla mnie, bo ja w żadnym razie nie potrafię tych pomników utożsamić z kimś bliskim a zmarłym. Wolę w domu ich portrety...

    Mój szacunek za akcję ratowania Searego Cmentarza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie spotykam na cmentarzu znienawidzonych sąsiadek.
      Ktoś wczoraj, dając datek do puszki, skomentował: "Lepiej ratować zabytki niż dawać pasożytom" - i to jest piękne :)

      Usuń
    2. Nie miałem na myśli Ciebie pisząc o palcu środkowym ;)

      Usuń
    3. Wiem, że nie. I mimo to ponawiam odpowiedź: nie spotykam na cmentarzach znienawidzonych sąsiadek. Spotykam za to sympatycznych ludzi, których lubię. Nie każdy, kto odwiedza cmentarze 1 listopada, jest ostatnim bucem.

      Usuń
  13. Po raz kolejny hurtownie liczą zyski. Wczoraj w Prudniku na cmentarzu widziałem sektor zupełnie nowych grobów. Tzn. grobów nie widziałem tylko pokrywające je połacie kwiatów i zniczy. To już jakiś absurd. Wyścig szczurów, kto ma więcej zniczy, kwiatów, wieńców. Mimo wszystko bardzo lubię te dni, zwłaszcza o zmroku, gdy światło kolorowych zniczy robi niesamowity nastrój, a ludzi na cmentarzu jest już bardzo mało. Wtedy można poczuć tę więź ze zmarłymi i ich powspominać.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - lubię tę atmosferę. A że na niektórych grobach wyścigi hurtowni? Jak w życiu, w każdej innej dziedzinie.

      Usuń
  14. Ja powlekłam małolaty na najstarszą część cmentarza. Starszak już czyta więc z zachwytem odcyfrowywał stare napisy i liczył ile by lat mieli ci co tam lezą (najstarszy ponad 250 by miał ). Młodsza zastanawiała się czy dziadek się cieszy, że ma takie ładne kwiaty na grobie...

    OdpowiedzUsuń