wtorek, 6 listopada 2018

503. Kaczyzm lokalny


Ha! Już widzę te zastępy czytelników, zacierające ręce z satysfakcją: oto stroniąca od tych tematów Frau Be nareszcie nawróciła się na politykę!
A otóż guzik z pętelką, Złociutcy, nadal trwam w swojej niereformowalnej awersji do powyższej, a tytuł wcale nie jest strategiczną zmyłką, tylko efektem mojego zamiłowania do fantazyjnego nazewnictwa.
Teraz ad rem.
Zaczęło się tak jakoś w gimnazjum…
Nie. Zaczęło się od tego, że wydałam na świat potomkinię. Potomkini charakteryzowała się tym, że układała usta w dzióbek wygięty do góry, zupełnie jak u Disneyowskiego Kaczora Donalda. Stąd szybciutko przylgnęło do niej pieszczotliwe miano Kaczuszki (Kaczorka, Kaczuchy, Kaczucha) i na tę okoliczność babcia w osobie mojej teściowej nabyła dla niespełna rocznej wnuczki adekwatną sukieneczkę.


Mijały lata, dziecko wyrastało powoli z kaczego dzioba, a my z użytkowania uroczego przezwiska i wszystko poszło w zapomnienie. Dopiero w wieku gimnazjalnym dzieciątko przy jakiejś przypadkowej rozmowie dowiedziało się o swoim byłym kaczyzmie. Nie dość, że natychmiast sprawdziło przed lustrem dawną umiejętność (umie! w dalszym ciągu bez problemu układa usta w kaczy dziób!), to jeszcze zaczęło się identyfikować z tą odmianą drobiu. Innymi słowy, zapałało miłością do kaczki jako własnego symbolu.
Gdy zbliżał się koniec gimnazjum, nieszczęsna kobieta pełniąca funkcję wychowawczyni tego zoo zdradziła, że ma zamiar kupić im na pożegnanie słoniki na szczęście, ale może ktoś ma inne preferencje, więc może kupić kotka, małpkę… Natychmiast odezwały się Ryba, Pingwin, Kangur i moja Kaczka. Ta święta męczennica (nie mogę inaczej tego nazwać!) wzięła na klatę wyzwanie i nie wiem, jak tego dokonała, ale znalazła wszystkie figurki. Chapeau bas wobec kobitki! I tak dziecię moje opuściło mury przybytku z tą oto kaczką.



Potem było już tylko gorzej.
Pojawiły się długopisy z kaczymi motywami.


Niektóre przybyły z Chin poprzez AliExpress.


Dołaczyła do stada kaczka-gwizdek wykonana z gliny, którą przywiozła skądś (być może z Sandomierza) moja mama.


I kupiona za grosze w sklepie z zabawkami kaczka do puszczania baniek.


Skądś przywiozłyśmy taką pokraczną, szklaną kaczuszkę, podejrzewam, że z Czech, ale głowy pod tramwaj za to nie podłożę.


Ta ślicznotka przyjechała z Bielska-Białej.


To drewniane cacko przywiozłyśmy z La Gomery. Gdy odpowiednio dmuchnąć w wydrążone drewienko, wydaje głos jak prawdziwa kaczka.


Dwa kolejne okazy pochodzą z wystawy zabawek znajdujących się w Kinder Niespodziankach – spokojnie, nie zostały ukradzione, tylko legalnie kupione po 2 zł za sztukę po uprzednim wygrzebaniu z pudła z zabawkami przeznaczonymi do sprzedaży. Zatem przyjechały znad morza, konkretnie ze Stegny. Brązowa jest z plastiku, przeźroczysta z ciężkiego tworzywa doskonale imitującego szkło (nabrałam się).



Z prawdziwego szkła została wykonana duża, ciężka kaczka kupiona w Hucie Szkła Artystycznego „Sabina” w Rymanowie.


Kaczkę-bombkę choinkową przywiozło dzieciątko z Wiednia.


Również z Wiednia przytaszczyła dziecku drewnianą kaczkę-długopis mamusia. To znaczy ja.


Inny długopis, z zupełnie niefotogeniczną (zwłaszcza w pozycji rozpłaszczonej na stole) kaczką szmacianą, pochodzi cholera wie skąd.


W kolekcji nie mogło zabraknąć kaczki-gąbki, zwłaszcza, że została kupiona za totalny bezcen w Lidlu naprzeciwko.


Kaczka-jednorożec została wypatrzona i zakupiona na Teneryfie.


Kaczko-latarko-breloczek, kupiony chyba w Media Markt, powala mnogością funkcji. Dynda, gdy jest breloczkiem, a do tego świeci dziobem i wydaje kacze odgłosy, gdy naciśnie się ten malutki, srebrny guziczek na jej skrzydełku.


Ta kaczka-maskotka o oryginalnej maści przyjechała spoza diabli wiedzą, jakiej granicy, ale za to via Śląsk.




Kaczka-szczoteczka zakupiona w sklepie „Społem” jest intensywnie użytkowana, stąd ten biały osad z mydła w zagłębieniach i rowkach.



Kaczka-świeczka została podarowana dzieciątku przez dziś już mocno nieaktualną przyjaciółkę.



Kaczka-temperówka ma wyraźnie zaburzone proporcje.



Porcelanowa kaczka węgierska kosztowała fortunę, ale czego się nie robi…



Kolejną kaczkę-gwizdek moja mama przydarła z Kazimierza Dolnego.



Wypasiona kaczka-puzderko z Madery była jeszcze droższa od tej z Budapesztu, ale cóż poradzić… Otwiera się wzdłuż złotej linii.



Puszka zdobna w całkiem udane wizerunki kaczki krzyżówki dołączona była do jakiejś badziewnej dziewczęcej gazetki w kiosku. Moje dziewczę nabyło gazetkę natychmiast, gdyż padło ofiarą pożądania puszki. Gazetka wylądowała oczywiście w pojemniku z makulaturą.




A ta kaczuszka ze szkła przyjechała z nami z Litwy, konkretnie z Połągi.



Więcej kaczek nie pamiętam, ale kibicuję dzieciątku. Żadna z nas niczego więcej nie kolekcjonuje, kaczkom wszakże nie możemy się oprzeć.

102 komentarze:

  1. W dzisiejszych czasach niebezpiecznie jest byc zwolennikiem, i to tak publicznym, czegokolwiek, co kojarzy sie z kaczka/kaczyzmem. Letnia jest bardzo odwazna politycznie :)))
    Bede sie rozgladac za... az mi to nie chce przez klawiature przejsc... kaczkami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dziecko - moja krew - politykę ma głębiej niż w odwłoku. Ale kaczuszki niemieckiej jeszcze nie ma :)

      Usuń
    2. Znalazlam dwie malutkie, wysle przy okazji wiesz-z-czym.

      Usuń
    3. Coś podobnego! Kwaczą po niemiecku?!

      Usuń
    4. A bo ja wiem? Nie gadalam z drobiem.

      Usuń
    5. Pani Anno, będziesz musiała mi kupić płyn do mycia monitora, bo dzięki Twoim komentarzom, znów jest dziewiczo czysty...

      Usuń
    6. Gadałaś, Pantero, gadałaś. Tylko nie z tym.

      Usuń
    7. No i wisisz płyn Boguśce :)

      Usuń
  2. Takie "kaczeństwo" jest dopuszczalne ;-). Piękna kolekcja. Życzę dalszych sukcesów w zbieractwie ... kaczuch... Faktycznie, trudne słowo się zrobiło.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam, że najpierw tak pomyślałam, ale wszak Ty nie oglądasz Tv...
    Co chcesz od kaczki, jeden zbiera gadżety z kotami (moja mama), drugi z kaczkami.
    Kaczka jednorożec wymiata, a szczoteczkę pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżbyś używała naszej szczoteczki?!

      Usuń
    2. Waszej nie, ale miałam podobną, a ta włochata z wielkimi oczami mnie rozczula:-)

      Usuń
    3. Moją córkę też - zwłaszcza, że to od przyjaciółki. We mnie natomiast budzi medyczną zadumę na temat przerostu gałek ocznych :)

      Usuń
  4. miałem kiedyś taki okres zbierania kaczuszek wszelakich, ale kłóciło się to z moją niechęcią do "grzmotów" ustawianych na meblach, w pudle też nie miało sensu tego trzymać, więc w końcu komuś oddałem, by dołączyły do większej kolekcji... niemniej jednak taki kaczyzm uważam za okay, jako kompletnie nieszkodliwy...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czy byłeś/jesteś kaczorkiem? W sensie dzioba?

      Usuń
    2. nie... dziobaty byłem tylko, jak chorowałem na wietrzną ospę... ale wtedy chyba bliżej mi było do indyka...

      Usuń
    3. p.s. ja tak naprawdę nie wiem, skąd się wtedy ta chwilowa mania zbierania kaczek wzięła, nijak punktu zahaczenia znaleźć...

      Usuń
    4. Nie jestem pewna, ale dziobata to chyba zostaje cera po ospie, a nie w trakcie. Została Ci?

      Usuń
    5. A z tych kaczek, z kolekcji znaczy - nie została Ci jakaś, której chciałbyś się pozbyć?

      Usuń
    6. nie, nic mi nie zostało... ani dziobów cerowych, ani kaczek...
      stop, wróć!!!... jest coś... taki wycinany szablon do sprayowania przypięty do boazerii... to z tamtych czasów... jak on, kaczka jego w te i nazad, przetrwał tam do tej pory?... toć było malowanie rok temu i przy okazji usuwanie różnych badziewij... no, ale w takiej sytuacji, to ja się go nie pozbędę, samo musi odpaść i zniknąć, gdy pineski przedzewieją... howgh!...

      Usuń
    7. a tak w ogóle, to słyszałem kiedyś historię o kolesiu, który zbierał słonie... kiedyś się nawet włamał do punktu totka, czy jakiegoś innego lotka... w sumie wyłapał tylko jakieś tam ileś godzin zamiatania miasta, gdy wyszło, że nie chodziło mu o zawartość kasy /w nocy zresztą i tak pustej/, tylko o białego fajansowego słonia z wystawy...

      Usuń
    8. Miałam znajomą, która zbierała słonie. Nie wspominam dobrze tamtych czasów, więc i zbieranie słoni źle mi się kojarzy.

      Usuń
    9. A! Byłabym zapomniała. Za przerdzewiałe pinezki dziękuję :)

      Usuń
  5. W naszej rodzinie zbierało się żółwie, z sympatii albo i miłości do Skorupka, całkiem (wtedy jeszcze) żywego. Została mi tylko srebrna biżuteria...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas w rodzinie królują koty, ale kolekcjonowanie durnostojek mnie przerasta.

      Usuń
  6. No i super Kaczogród. Lubię takich pokręconych zbieraczy.
    Ja mam kolekcję "Babu Jag", zresztą widziałaś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zasada jest taka sama: identyfikujesz się z Jagami :)

      Usuń
    2. nie!!! Kiedyś dostałam od kolegi męża w ramach wyzłośliwienia się na mnie :) że niby to ja, a później poszło lawinowo. Kto przychodził do nas stwierdzał, że zbierał i przynosił mi kolejną. Więc uzbierała się całkiem pokaźna kolekcja. I jakoś je polubiłam i nie dam żadnej wyrzucić

      Usuń
    3. No bo się identyfikujesz :)))

      Usuń
  7. Cieszę się, że jednak nie politycznie oraz trzeba było pisać wcześniej to zapolowałabym na kaczkę holenderską jakąś 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo mi się nie opowiedziałaś, że jedziesz!

      Usuń
    2. Jeszcze tam wrócę i już wiem o kaczkach 😊

      Usuń
    3. To jest bardzo słuszna koncepcja sztuki :)

      Usuń
  8. Super kolekcja :)) I słusznie,że nie było politycznie, bo ci robią wszystko,by skłócić nasz naród skłócony ...
    Poprzedni post o kredowych bagażach też przeczytałam, ale nie miałam pomysłu, by jakoś błyskotliwie go skomentować.
    Ten koment też nie jest jakimś fajerwerkiem, ale milczeć nie będę już ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. No to pewnie ulubioną bajeczką był kaczor Donald ?

    OdpowiedzUsuń
  10. Łał, niesamowita kacza kolekcja :)
    Te zdjątka i Twoje komentarze wywołały na mojej twarzy uśmiech.
    Niektóre kaczuchy - istne cacka.
    Moc pozdrowionek.

    OdpowiedzUsuń
  11. Z całym szacunkiem, ale kaczka-jednorożec mocno trąci erotyką międzygatunkową.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopływ świeżej krwi jest zawsze pożądany!

      Usuń
    2. W sumie masz racje. Już kilka lat temu z niewytłumaczalnych powodów zaczęłam rysować smokojeże. Moim zdaniem jest to idealne połączenie.

      Usuń
    3. Zdecydowanie doskonałe. Bez hemofilii i innych takich.

      Usuń
    4. Albo albinizmu. Zaraz by go Azjaci przemielili na magiczny proszek na potencje.

      Usuń
    5. Nie wiesz przypadkiem, czy istnieją magiczne proszki przeciwko chronicznemu niedoinwestowaniu?

      Usuń
    6. Słyszałam o takowych, ale za legalność inwestycji nie odpowiadam. Ja bym chciała magiczny proszek na pieprznięty kręgosłup.

      Usuń
    7. A ja na pieprzniętych ludzi.

      Usuń
    8. Proszek nie pomoże. Trzeba policzkować. Wszystkich bez wyjątku.

      Usuń
    9. E tam. Spoliczkować to sobie możesz kręgosłup. A ja bym się chciała tego dziadostwa pozbyć raz a dobrze.

      Usuń
    10. Hmmm znów wchodzimy w nielegalną strefę. Frau Ty złą kobietą jesteś :D

      ps. wal się, nie wolno policzkować kręgosłupów.

      Usuń
    11. Jestem, dlatego ani myślę się walić :)

      Usuń
    12. Boguś zawsze ma rację :p

      Usuń
    13. To Boguś niech się wali, bo i tak żadnego nie znam.

      Usuń
    14. "Bo to zła kobieta była" tako rzecze Linda w "Psach", człowiecze nie znający popkultury, wszystko muszę Ci tłumaczyć.

      Usuń
    15. Nie cierpię Lindy, a "Psy" są synonimem upadku kultury w Polsce. Lat temu dużo, gdy weszło toto na małe ekrany, a ja miałam jeszcze męża i telewizor, ta para uszczęśliwiła mnie na siłę emisją powyższego. Sama przyznasz, po czymś takim można być już tylko tylko złą kobietą.

      Usuń
    16. Akurat w tamtych latach kultura filmowa miała się w Polsce całkiem dobrze, dopiero później nastały długie i smutne lata posuchy, ale małymi kroczkami od kilku lat widać znaczny progres. Choć tak wiem, o filmach z Tobą nie podyskutuje :p Lindy również nie lubię, "Psy" abstrahując od irracjonalnej wulgarności to nie moje klimaty, acz niedawno w robocie oglądałam i mi się siłą rzeczy teksty odświeżyły, bo tych jest całkiem sporo i są wielce zacne.

      Usuń
    17. Zacne teksty to miał Andrzej Waligórski.

      Usuń
    18. Jak umarł to chodziłam z dydusiem (tak się u nas mówi na smoczek), więc nawet nie udaję, że znam człowieka.

      Usuń
    19. Homer też umarł przed moim urodzeniem, ale coś tam liznęłam.

      Usuń
    20. Hyhyhy wiedziałam, że się przyczepisz do mojej taniej wymówki :D Myślę, że Homer a Waligórski to ciut inna liga.

      Usuń
    21. Jednak obaj mają coś wspólnego z zacnymi tekstami.

      Usuń
    22. Azaliż temu to nie przeczę.

      Usuń
    23. Najpierw musisz wypowiedzieć stosowny egzorcyzm.

      Usuń
    24. Nie znam - nie miewam kontaktów z egzorcystami.

      Usuń
    25. Mniemam, że to pogodni ludzie są.

      Usuń
    26. Zapewne - z taką furą pieniędzy też bym była pogodna jak Teneryfa.

      Usuń
    27. A ja nie. Nadmiar pieniędzy pewnie by mnie zepsuł. Tylko dlatego jeszcze nie jestem bogata - czysta przezorność.

      Usuń
    28. Mnie by nie zepsuł - jestem już zepsuta do cna i dalej już nie ma czego psuć.

      Usuń
    29. A z ust toczy Ci się śluz?

      Usuń
    30. Włos potargan, szata rozedrzon?

      Usuń
    31. "Rozedrzon" to byłby ten szat. Ale włos potargan, a jakże.

      Usuń
    32. Wiedziałam, że jest coś nie tak, ale szata rozmymłan jest zbyt lokalne. A samo "rozdarta" burzyło cały zamysł.

      Usuń
    33. "Rozmymłan" to też rodzaj męski i nadal wymaga tego szatu.

      Usuń
    34. Hyhyhy mów do mnie jeszcze perwersie gramatyczny. Zatem niech będzie szat rozedrzon.

      Usuń
    35. To wzrok. Ale nadzieja powinna wlać ci się do otrzewnej, bo zaraz (chyba) kończysz pracę.

      Usuń
    36. Wzrok dziki.
      Nieboszczka nadzieja nie żyje.

      Usuń
    37. A to szmata.
      Dobra i tak Ci tu popelinę zrobiłam w komentarzach.
      Dzioby w górę, zgodnym chórem! Kaczki UuuuU

      Usuń
  12. Śpieszę tylko donieść, że Skra właśnie skopała rzyć Asseco Resovii Rzeszów, w końcu szalenie Cię to interesuje :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie miałam zapytać, o co chodzi :)

      Usuń
    2. No siatkówka! To tak zwane derby, bo z niewytłumaczalnych przyczyn kibice tych dwóch drużyn się "nie lubią", oczywiście jest to tylko umowne i nie ma wrogości jak w kopanej, a że jesteś jedyną osobą jaką znam z Rzeszowa...

      Usuń
    3. Nie wiem, co to derby i łudzę się, że mi NIE wytłumaczysz. Niezależenie od tego, kto przegrał czy wygrał, nie żal mi ani jednych, ani drugich. Sami są sobie winni, że zajmują się jakimiś idiotyzmami.

      Usuń
    4. Już śpieszę z pomocą :D otóż derby są wtedy, kiedy spotykają się dwie najlepsze drużyny. Choć biorąc pod uwagę obecny sezon,który dopiero się zaczął to zarówno Wy jak i My plasujemy się u dołu stawki. Rzeszów szczególnie :p

      Usuń
    5. Zrozumiałam. To były derby, bo spotkały się dwie najgorsze najlepsze drużyny. Cudowna logika cudownego sportu!

      Usuń
  13. Dokładnie! A mięta jest dobra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Kiedy bardzo chcesz się wyrzygać i bardzo nie możesz.

      Usuń
  14. Idź barbarzyńco. Herbata jest w pytke. Osobiście hoduje i susze i nadal mówię o mięcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, w pytkę. Pytka zaś to nieduży penisek. Innymi słowy, jest chujowa :)

      Usuń
  15. Witaj
    Poprawiłaś mi humor tymi kaczuszkami. Dla mnie pierwsza połowa listopada, to dla mnie nie tylko Święto Wszystkich Świętych i Zaduszki, ale to też czas smutnych rocznic. Dlatego teraz moje myśli uciekają w przeszłość. Niestety ten listopadowy nastrój ma na mnie duży wpływ. Trudno mi znowu twardo stanąć na ziemi. Ważna jest pamięć. A na cmentarze mogę chodzić w towarzystwie, nigdy sama.
    Ale dam radę…. Zwłaszcza, ze takie kaczuszki uśmiechają sie do mnie
    Dlatego dziękuję, że czasem o mnie pamiętasz i za pomocą ciepłych słów odganiasz smuteczki snujące się dookoła.

    Z całego serca życzę Tobie wiele wytrwałości, siły na codzienne szare dni, które niedługo nadejdą.

    Może niektóre z nich rozbłysną kolorami tęczy.

    Pozdrawiam snującymi się nostalgiami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szare dni nie zależą od pory roku.
      Najbardziej lubię chodzić na cmentarze sama. Kiedyś byłam nawet o północy, w zimie, na grobie Teściowej...

      Usuń
  16. "Każdy ma jakiegoś bzika" :-) I lepszy taki, niż wiele innych różnego sortu ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwłaszcza u dziewczyny 21-letniej (prawie 22), chi, chi...

      Usuń
    2. Czepiasz się ;) Lepszy taki kaczyzm, niż papierosy, nadużywany alkohol, czy inne świństwa, czyż nie?

      Usuń
    3. Pewnie, że tak i wcale się nie czepiam.

      Usuń
  17. Ale kaczeniec! Kurnik cały dla niego potrzebujesz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie jeszcze nie, ale już niebawem może być potrzebny :)

      Usuń