czwartek, 8 listopada 2018

504. „Dama z łasiczką” i obwarzanki z makiem


Niestety.
Ale co „niestety”? – natychmiast rodzi się pytanie.
Niestety, w galerii – brzmi prawidłowa odpowiedź. Żeby była w pełni zrozumiała, należy ją doprecyzować wyjaśnieniem, że zamówiona w „Świecie Książki” powieść będzie do odebrania w księgarni firmowej, a to oznacza, że znów stracę kupę czasu, sił i humoru, dymając po odrażającym przybytku o równie odrażającej nazwie.


Z entuzjastką galerii handlowych mam dokładnie tyle samo wspólnego, co ciężarna słonica z „Jeziorem łabędzim”. Wprost nienawidzę bujania się po hektarach powierzchni, która gromadzi w jednym miejscu tyle bezużytecznych placówek. Wkurza mnie do białości, że aby dotrzeć do jednego sklepu, muszę przemierzać kilometry korytarzy i pięter, a gdy w końcu osiągnę cel, nogi mam wbite w płuca, na ustach pianę, a moje rozjuszenie sięga zenitu. Ktokolwiek był pomysłodawcą chorej idei wystawiania takich grzmotów, powinien smażyć się w piekle na hektolitrach najpodlejszego oleju z Biedronki! A że jedyne piekło, jakie istnieje, jest na ziemi, to chętnie skazałabym go na dożywocie w jednym z takich gównianych miejsc. I wcale nie chodzi mi o namiętnie spadające sufity (na przykład tu, a także ówdzie), a o zupełny brak szacunku dla ludzkich nóg, czasu i pieniędzy. Niestety, wchodzenie do każdego sklepu z kosmetykami lub ze szmatami (zwłaszcza, jeśli nie dysponuje się nadmiarem gotówki, a podaż przewiduje rozmiary od owsika do glisty i na tym koniec) nie jest ani rozrywką, ani przyjemnością. Tym bardziej nie jest nią spożywanie posiłków w tak odstręczającym miejscu. Nie potrafię pojąć, jak można jeść cokolwiek w tak nieapetycznym otoczeniu, na korytarzu, między wc a ruchomymi schodami, w asyście pałętających się ludzi. Wolałabym zdechnąć z głodu niż spożywać coś w takich warunkach. Fakt, raz mi się zdarzyło przysiąść w galerii, ale sytuacja została podyktowana wyjątkowymi okolicznościami (spotkaniem z Lesliem Warszawskim, który był w moim mieście tranzytem i najwygodniej było spotkać się w centrum) i mimo wszystko nie była to konsumpcja korytarzowa, a kawiarniana, ograniczająca się zresztą do wypicia kawy.

Leslie, poznajesz miejsce?


Z jarmarczno-konsumpcyjną atmosferą świątyń biznesu nijak nie chce mi współgrać ich nazwa. Tak, wiem, że istnieje w słowniku również i takie znaczenie, jakie nadali jej kupcy, ale ja się nie wychowywałam w warzywniaku i jednak słowo „galeria” zawsze przywodzi mi na myśl Luwr, Muzea Watykańskie, Ermitaż czy choćby Galerię Sztuki Polskiej XIX wieku w krakowskich Sukiennicach. I mimo że jest to sprawa drugorzędna, to równie drażniąca jak to, że zamiast „Czwórki” Chełmońskiego „galeria” serwuje na dzień dobry obwarzanki z makiem i tysiące metrów kwadratowych do przejścia po to, żeby znaleźć jeden sklep i odebrać jedną książkę.

62 komentarze:

  1. No, u nas galeria to galeria, a centrum handlowe to centrum handlowe. Do galerii chodzi sie ogladac obrazy. Albo kupowac.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ej, ale jaka to powieść? :)
    Też nie lubie galerii handlowych, aż mnie telepie na myśl, że po coś musze iść do Pepco, a to jest akurat tam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pepco jest u nas na każdym kroku, ale i tak nie uczęszczam. Do odebrania będzie "Zabójcza biel", świeżynka na rynku, wyczekana, wytęskniona, mniamniuśna :)

      Usuń
  3. Na szczęście u nas Empik zaraz przy wejściu/wyjściu, wiec jak coś zamawiamy to nie trzeba łazić.
    maja jednak galerie tę zaletę, że latem się schłodzisz, także pysznymi lodami, a zimą kupię wszystko w jednym miejscu, bez ryzyka przeziębienia z powodu ciągłej zmiany temperatur w innych miejscach.
    Po trzecie, w galeriach bywają fajne knajpki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Empików jest dużo, ale każdy w galerii i też mnie na to cholera bierze. Knajpki są, ale z widokiem na sklepy, schody i ludzi z czemodanami. Jedyna zaleta tego badziewia to ta klimatyzacja latem, ale w korytarzach jest generalnie słaba, a jak mam tkwić w jakimś sklepie, to już wolę swojskie delikatesy "Społem" pod nosem. Blisko, znajomo, z miejscami do siedzenia i bez uchodzenia nóg po pachy. A takie naprawdę dobre, naturalne, prawdziwe lody to mam pod domem.

      Usuń
  4. Frau Be, siostro! Galerie handlowe to wymysl szatana i tam sie chodzi chyba za kare. Ale... bedac w takim przybytku kiedys z mama, wsunelysmy obiad, ktory (ze wstydem przyznaje) berdzo mi smakowal, choc oczywiscie posilanie sie miedzy bladzacymi tu i owdzie ludzmi nie bylo szczegolnie radosne. Za to sam obiad doskonaly.
    Ostatnio bylam z Boguska na lodach, bo ponoc tylko tam byly porzadne lody. Nie zaluje, ale przelezc musialam kilka pieter i kilometrow, zeby dobrnac do tej kawiarni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pójdź w me ramiona, siostro!!!

      Usuń
    2. Pantero, jakie pietra i schody - schody, to Cię wwiozły na górę, bo były w ruchu i tylko musiałyśmy przejść od schodów do okna, co by usiąść w zacisznym miejscu... Ja Ci dam kilometry po galerii handlowej. Poczekaj do wiosny i żebym tylko mogła łazić już w drewniakach...

      Usuń
    3. Kilometry, piętra i schody były na pewno - nie widziałam parterowej galerii handlowej o powierzchni 50 metrów kwadratowych! Ruchome czy nieruchome, to już chyba w obliczu tych pięter i kilometrów większej roli nie gra i muszę stanąć murem za Panterą.
      Interesuje mnie, Bogusiu, dlaczego nie możesz łazić w drewniakach teraz, tylko musisz czekać do wiosny.

      Usuń
    4. Nie mogę teraz łazić w drewniakach, bo nie mają osłoniętych pięt i ciut zimno się robi, a druga sprawa poślizg na mokrych liściach, to nic dobrego i nie pasują do jesienno - zimowych strojów.

      Usuń
    5. Odsłonięcie pięt do mnie w ogóle nie przemawia - mnie jest wciąż gorąco w balerinach na bose stopy (właśnie wróciłam w takim rynsztunku od brata i z zakupów), ale poślizg na mokrych liściach to już jest jakiś argument. Tylko skąd brać te mokre liście?...

      Usuń
  5. coś Ci zdradzę, ale nie mów nikomu - a wiesz, że są całe tłumy oszołomów które relaksują się w ten sposób ? Wiesz,że ludziska potrafią spędzać tam całe dnie stadnie gromadnie i rodzinnie, żrąc to coś co tam sprzedają? Jakieś wybrakowane i niedzisiejsze jesteśmy. Jak coś spadnie mi z tyłka i muszę to kupić w celu nieświecenia gołym zadkiem zaczynam cierpień katusze . Iść w tłum, mierzyć i znów od nowa ... acha i jeszcze usłyszeć że sklep dla puszystych piętro wyżej ... brrrr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Puszystych czyli porośniętych futrem?
      Wiem, że istnieją wyznawcy galerianizmu, wiem też, że istnieją ludzie skupieni na pogoni za szmatami. Ale to nie mój świat, nie moja bajka.

      Usuń
    2. Tak mi sympatyczna pańcia zza lady odrzekła jak zapytałam o większy rozmiar spodni niż 34 czy 36. qrwa. Może filigranowa nie jestem ale do cholery to nie powód żeby obce babsko mi wytykało moją opuchliznę. A może to chorobowe? Nie pomyślała!

      Usuń
    3. A niech spierdala - trzeba było jej zaproponować.

      Usuń
    4. Poprawiaj zawsze, ze"sklep dla normalnie wyglądających piętro wyżej", a "tutaj to najwyraźniej dla anorektyków"

      Usuń
    5. Cóż, nie każdy musi być chudy - ktoś musi być piękny! A poza tym co to znaczy "puszysty"? Porośnięty futrem?

      Usuń
    6. :) Porośnięty futrem to chyba kudłaty, chociaż też można podciągnąć - futrzysty, puszysty.

      Usuń
    7. Znaczy, niedepilowany...

      Usuń
  6. Niektórzy idą się tam wyluzować. Jak moźna relaksować się w miejscu, w którym gra tak zwana 'public music', ludzie latają, jak ze sr...ą i drą się, jakby zapomnieli, źe mogą mówić? Miałam wątpliwą przyjemność odwiedzić skandynawski sķlep meblowy w ostatnią niedzielę, w drodze z H. Tylko tam są doniczki do kwiecia, których używam. W życiu nie przebiegłam tego labiryntu w 25 min, pobiłam więc rekord.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, też nie rozumiem. Ten "relaks", który mnie ogrania w takim miejscu, nazywa się agresja - podobna do tej, gdy ktoś zmusi mnie do wyjścia na szczyt, albo choćby tylko do połowy góry.

      Usuń
  7. I tu jesteśmy w pełni zgodnie. NIENAWIDZĘ GALERII i kropka. To labirynt dla idiotów. Albo nie wspomniałaś albo nie doczytałam o natrętnej, ogłupiającej muzyczce. Czasem jednak muszę coś tam załatwić i wtedy jestem chora i przed i po :( Najczęściej kupuję w necie (via kurier).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nienawidzę tego dudnienia, bo to nawet muzyka nie jest. Łomot, od którego łeb pęka na pierdyliard kawałków, a w każdym sklepiku inna i zastanawia mnie, jak w takiej kakofonii mogą ludzie pracować.

      Usuń
    2. Ostatnio wyczerpani 45-cio minutowymi zakupami też się nad tym zastanawialiśmy.

      Usuń
    3. Jestem szczególnie wyczulona na takie piekielne klimaty. Normalna jednostka nie jest w stanie tego ot tak po prostu znieść.

      Usuń
  8. Nie jestem adresatem galerii handlowych, ale rozumiem ich istnienie, które wynikło z obserwacji.
    Galeria skupia w sobie całą śmietankę popularnie mówiąc "światowych i nowoczesnych" ludzi (w tym nie tylko młodych). Przychodzą tu za modą, za dostatkiem i możliwością wyboru w tych wszystkich rzeczach na sprzedaż. Zjawisko jest dość powszechne, dlatego galerie nie stoją nigdy puste. Mają wielki popyt, dlatego póki co, pomysłodawca miast prażyć się w oleju z Biedronki, śpi na kupie kasy.

    Czasami chodzę do galerii, bo mam tam pod ręką wszystkie punkty, w których obligatoryjnie muszę załatwić swoje sprawy. I robię to w jedną godzinę, zamiast cały dzień jeździć po mieście od punktu do punktu.
    Nie lubię galerii, ale jest pożyteczna. I nie rozumiem spacerowania po galeriach dla przyjemności. Za zakupami też nie przepadam, ani za modą tym bardziej, ale mają tam dwie księgarnie, więc znam Twój ból gnania przez całego kolosa po jedną, małą książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z moich obserwacji wynika, że w Polsce się to nie sprawdza: we wszystkich punktach pocztowych, Urzędu Miasta, MPK itd. kolejki w galeriach są o wiele większe niż w normalnych placówkach, co dane mi było stwierdzić, niestety, empirycznie.

      Usuń
    2. A tak, racja, na pocztę chodzę osiedlową z uwagi własnie na kolejki.

      Usuń
    3. To może być różnie w różnych krajach.

      Usuń
    4. Polską pocztę miałam na myśli. A jeszcze konkretnej łódzką, bałudzką.

      Usuń
    5. O. I wszystko jasne.
      P. S. Jeżeli dzielnica nazywa się Bałuty, to chyba bałucką?

      Usuń
  9. Mnie centra handlowe nie ruszają. Chadzam, jak muszę - zawsze tak było. Najpierw studiuję, gdzie są w danym centrum sklepy, które mnie interesują i tam konsekwentnie zmierzam po przekroczeniu progu takiego przybytku. Całą resztę mijaną po drodze mam w głębokim poważaniu. Nie przysiadam w tutejszych restauracjach, barach, kawiarniach i ciastkarniach. Nie spędzam tu nigdy na tyle dużo czasu, aby zgłodnieć. Cóż, takie mamy czasy i nie da rady przeciwko wszystkiemu wypinać się czterema literami. Jeśli to możliwe, możemy unikać tego, co nam nie odpowiada i tyle

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konsekwentne zmierzanie do określonego celu oznacza, niestety, w tym wypadku również uchodzenie nóg po pachy.

      Usuń
    2. Ja tam lubię chodzić :-) To jedna z tych aktywności fizycznych, które mnie nie męczą, a pozwalają rozruszać stare kości porośnięte sadełkiem :D Nie przeczę, że wolę chodzić po (względnie) świeżym powietrzu, ale cóż - jak się nie ma co się lubi...

      Usuń
    3. Chodzić też lubię, ale po pierwsze - wtedy, gdy sama chcę i nie jestem do tego zmuszana, a po drugie - gdy chodzenie ma jakiś sens.

      Usuń
    4. Czekaj, czekaj, bo nie rozumiem (chyba). Przecież masz jakiś wpływ na to, czy chodzić do centrum handlowego, czy nie. Rozumiem, że czasem (rzadko, ale jednak) nie masz wyjścia, bo trzeba tam coś kupić, tak? Bo nie masz co na 4 litery założyć albo trzeba odebrać zamówioną książkę w księgarni, tak? a dane sklepy istnieją tylko w C.H. Czyli - krótko mówiąc, bywasz w tych przybytkach tylko, jeśli naprawdę trzeba. To przecież nie chodzisz tam bez sensu? Idziesz coś załatwić - dla siebie. To może powinnaś być zła na spodnie, że się zużyły ;) Albo na daną firmę księgarską, że ma przedstawicielstwo tylko w C.H.? to jest wyjście - zmień księgarnię ;-) A co do "przymusu" - Chcąc kupić coś do lodówki też MUSISZ wyjść do sklepu i to nie od Ciebie zależy, czy ten sklep znajduje się blisko Twojego domu, czy dalej, z niewygodnym dojściem. Powody, dla których w centrach handlowych bywają inni, to już ich sprawa i ewentualny "problem".

      Usuń
    5. Tak własnie jest w wypadku "Świata książki". Zamawiam towar tam, gdzie jest najtaniej i tym razem akurat było tam. Zazwyczaj robię zakupy w Bonito i chociaż do punktu odbioru mam tyle samo drogi, co do galerii ze zdjęcia, jednak dokonuję transakcji szybko i sprawnie, np. w drodze do pracy. Wysiadam na odpowiednim przystanku, wchodzę do niewielkiej, przyjaznej księgarenki (można do niej wchodzić nawet z jedzeniem i zwierzętami), załatwiam sprawę, wychodzę i jadę dalej. A gdyby mi przyszło załatwić sprawę w tym monstrum, po wejściu do niego musiałabym jeszcze zmarnować kupę czasu i energii na przewalenie tych hektarów, żeby dotrzeć, gdzie potrzeba. W tłoku, kakofonii z głośników wywołujących ból głowy i ogólnie nieprzyjemnych doznaniach.
      Tak samo jest choćby z przykładowymi spodniami. Jest niewielki sklep, w którym istnieją rozmiary na mnie i który jest przyjazny dla klienta. Przejść się czy podjechać tam nie jest dla mnie specjalnym problemem, tak jak gdziekolwiek indziej. Na miejscu zaś, zamiast tłumów, kilometrów do przejścia, plastikowych lal za ladą i łupiącego z głośników jazgotu, mam spokój i arcymiłą obsługę nie najmłodszych, za to kompetentnych pań.

      Usuń
    6. Bywasz więc w w C.H rzadko. Powiem Ci szczerze: kiedyś przerażały mnie w takich miejscach wielkość, tłumy itd. ale nauczyłam się w tym konkretnym przypadku nakładać klapki na oczy i uszy (rozsądnie, żeby mnie nie okradli :D) i zwracam uwagę wyłącznie na to, co mnie tu interesuje. Nie mamy wpływu na wiele zmian w architekturze i zwyczajach zakupowych całego otoczenia. Takie "galerie" nie są aż tak nowym wytworem. Pamiętam, że przynajmniej jedna istniała już w Krakowie, kiedy doświadczałam bezrobocia po skończeniu studiów (to był jakiś 2005 rok. Grunt to nie dać się zwariować. A co do architektury bardzie nie podobają mi się te nowoczesne bloki w postaci futurystycznych klocków (widoczne np. we wpisie na moim blogu o Bronowicach niedaleko ul Katowickiej) - kurcze, no bardziej niż wielka płyta dają mi po oczach ;-)

      Usuń
    7. Bywam w tych potworach jeszcze wtedy, gdy przyjeżdża moja przyjaciółka Prosiaczek. Ona mieszka w Sandomierzu, a tam nie maja takich przybytków. I wyciąga mnie na cały dzień, ja się zgadzam, bo rzadko się widzimy - i mam po prostu dramat w siedmiu aktach. Grzebie i grzebie w tych szmatach, mierzy ich setki, a ja nudzę się jak mops i wrastam w podłogę, ewentualnie służę za odnieś-przynieś-większe-mniejsze. Po takim dniu, zamiast cieszyć się ze spotkania, mam ochotę ją zamordować.

      Usuń
    8. A widzisz, bo Ty bardziej do mnie jesteś podobna - ja lubię konkrety - wiem, co mam kupić i tego szukam, a nie grzebię od przypadku do przypadku (zdarza mi się to tylko w sklepach z różnymi duperelkami przed świętami, ale raz do roku to każdy wybaczy chyba?) . Tez nie zdzierżyłabym biegania od sklepu do sklepu w galerii handlowej, a jak już ktoś ma niesprecyzowaną listę zakupową, to ja dobrym kompanem do takich zakupów nie jestem

      Usuń
    9. Zakupy nie sprawiają mi przyjemności. Zazwyczaj w ogóle nie mam pieniędzy na nadprogramowe wydatki, a grosze ścibolę przez cały rok, żeby potem raz móc pójść i kupić sobie buty czy jakiegoś łacha. Wtedy tez wiem, czego szukam. Sklepy "galeriane" nie dla mnie - albo byle co, albo nie ma rozmiarów, albo drogo, a najczęściej trzy w jednym.

      Usuń
  10. Byłem kiedyś w tej galerii. Rzeczywiście okropne miejsce!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem Ci bardzo wdzięczna za Twoje doznania współgrające z moimi!

      Usuń
    2. Wlazłem do niej żeby się odpryskać. Po wyjściu z WC pomyliły mi się kierunki i gdy wydostałem się na ulicę już znowu mi się chciało. Trudno sobie wyobrazić bardziej idiotyczne zmarnowanie czasu!

      Usuń
    3. Ajlawjucię - mówiłam to już?

      Usuń
  11. Niech Eru będą dzięki za ostatni akapit, bo już chciałam Cię rugać za gwałt słowny popełniony na Bogu ducha winnych galeriach. Wrrr.
    Ale całkowicie szczerze to ja jestem dzikusem i szerokim łukiem omijam zarówno centra jak i małe sklepy. Gdyby nie internet wesoło hasałabym w worku po ziemniakach. Na pewno ładnie podkreślają pęciny.
    Jaka książka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zabójcza biel". Ajlawjują, choć jeszcze nie została wydana, o przeczytaniu nie mówiąc.

      Usuń
    2. Kurde nie lubię kryminałów, no i to czwarty tom - trzy w plecy, ale widzę, że to Rowling poczyniła więc wartość dodatnia niebotycznie wzrosła. W sumie niedługo Gwiazdka...

      Usuń
    3. Poprzednie trzy mnie urzekły atmosferą. I nie tylko mnie. a dobry kryminał nie jest zły, jak seria Mroza z Chyłką...

      Usuń
    4. Nie czytam Mroza, powód patrz wyżej. No ale dla niej chyba zrobię wyjątek.
      Oooo w sumie może Cię podle wykorzystam, bo Ty w końcu bardziej w realizm uderzasz. Polecasz może jakieś książki w stylu "Myszy i ludzie", "Władca much" albo "Zabić drozda". Te znam bo to klasyka, a na pewno są jakieś mniej popularne a równie dobre.

      Usuń
    5. Dla mnie klasyka realizmu to wiek XIX i Orzeszkowa, Prus, Dickens, Balzac. A jeszcze bardziej wolę naturalizm, w tym klasyka Zolę.

      Usuń
  12. A tak a propos samego słowa "galeria" - to, z czym ono się konkretnej osobie kojarzy w 1. kolejności, zależy od jego doświadczeń życiowych. Jednak nie jest ono zarezerwowane tylko, czy głównie dla pomieszczeń związanych z wystawianiem sztuki. Już "głupiutka" Wikipedia rozgranicza sposoby użycia tego słowa. A już bardziej wiarygodny słownik PWN on-line pokazuje, że użycie słowa "galeria" w stosunku do molochu handlowego z wieloma sklepami nie jest grzechem i uchybieniem wobec wystawiania sztuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałam o tym. Ale to nie oznacza, że nie jest to casus drażniący. I to dla wielu osób wychowanych w czasach normalności.

      Usuń
    2. Frau - wieloznaczność tego słowa sięga dość daleko w przeszłość i zawsze była normalna :-)

      Usuń
    3. "Normalność" galeriaństwa handlowego jest mocno szemrana.

      Usuń
    4. Niestety, ale takie określenie było używane w odniesieni udo handlu zanim jeszcze powstały "galerie handlowe" w dzisiejszym rozumieniu

      Usuń
    5. Tak, tylko że taka na przykład Galeria Wiktora Emanuela w Mediolanie posiada m.in. autentyczne galerie obrazów, a reszta to również luksus i wyrafinowanie. Jarmarczne kupiectwo i tandeciarstwo dzisiejszych czasów nawet butów nie mogłoby jej czyścić.

      Usuń
  13. nie umiem /i nie chcę się tego uczyć/ jednoznacznie ocenić, czy galerie handlowe to "dobrze", czy "źle", aczkolwiek wartość estetyczną architektury przeważającej większości, a niewykluczone, że wszystkich tych obiektów oceniam jako kompletną padaczkę...
    zaś jeśli obwarzanki /rozumiem, że te krakowskie, zwane w Wawie "bajglami"/, to tylko z solą, innych nie jadam...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, o takie obwarzanki chodzi, choć nie są krakowskie. I też lubię wyłącznie z solą, ale takie z kilogramem soli, żeby w ogóle zabić smak obwarzanka. Nie lubię rzeczy bez smaku.

      Usuń
  14. Jakieś pół roku bywałam w jednej takiej galerii codziennie ... jak do pracy, do Poznania jeździłam. Dworzec PKP jest do takiej przyklejony... I siłą rzeczy, często gęsto musiałam przez nią przejść. Ale, jeśli była to na ten przykład godzina siódma rano, albo coś koło tego, przybytek ów świecił pustkami, makdonald był jeno czynny i taka przyjemna piekarnia z kawą i herbatą, oraz kanapkami.
    Ból Twój jednakowoż rozumiem, bo nie przepadam za włóczeniem się po galerii handlowej, męczy mnie hałas, sztuczne światło itp. ...
    Ale nawet w moim niedużym mieście wybudowali :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście rzadko muszę w takich miejscach bywać. Najgorzej w wakacje, kiedy przyjeżdża moja przyjaciółka Prosiaczek. W Sandomierzu takich atrakcji nie mają i wyciąga mnie, żeby pobyć razem (cha, cha, bardzo śmieszne!), skutkiem czego ona przewala i przymierza tony szmat, a mnie szlag trafia, że o moich nogach nie wspomnę.

      Usuń