niedziela, 27 stycznia 2019

515. Psychoedukacja potrzebna od zaraz


Panterze

Od czasu do czasu znikamy z towarzystwa. Przestajemy odpowiadać na SMS-y, nie odbieramy telefonów, nie ma nas w pracy, na Facebooku, na blogach.
Myśli nie dają się opanować.
Ciało jest ciężkie jak żelbetonowa bryła. Nie poddaje się naszej woli.
Jesteśmy wyczerpani.
Mamy regularne trudności ze zwleczeniem się z łóżka, pójściem do pracy, całymi miesiącami zwlekamy z podjęciem ważnej dla nas decyzji, choćby o pójściu do lekarza.
Dotyka nas zespół katastrofy porannej – codziennie budzimy się z przekonaniem, że dziś znowu stanie się coś złego.
Porażający smutek paraliżuje i wprowadza w marazm.
Czujemy się samotni, skazani na porażkę, nie widzimy sensu w wykonywaniu jakichkolwiek czynności.
Mamy tendencje do hiperrealizmu – tam, gdzie inni patrzą optymistycznie, nam pozostają zimna kalkulacja i statystyki, które są przeciwko nam.
Przygnębienie trwa całymi miesiącami i uniemożliwia nam cieszenie się życiem oraz rzeczami, które kiedyś sprawiały nam przyjemność. Ogarnia nas anhedonia.
Nie potrafimy uśmiechać się na siłę. Jeśli rysujemy dwukropek i nawias albo przywołujemy na twarz uśmiechopodobny grymas, to jest to tylko poza, wymuszona przez konieczność „przystosowania społecznego”, przez oczekiwania innych wobec nas.
Nawet najmniejszy krok, najzwyklejsza czynność stają się ponad nasze siły.
Cierpimy, czujemy się wyobcowani, mamy tendencję do widzenia wszystkiego w czarnych barwach.
Jedni z nas nie mogą spać, inni są permanentnie zmęczeni i niewyspani, bo niezależnie od tego, jak długo śpią, ich ciało przechodzi w tryb uśpienia, aby uciec od rzeczywistości.
Miewamy fizyczne objawy cierpienia psychicznego: bóle mięśni, wysoką męczliwość, problemy z oddychaniem, bóle głowy, ataki paniki, zapadanie w marazm, uczucie spowicia mózgu w kłąb waty albo mgły, kołatania serca, podwyższoną temperaturę, uczucie niepokoju i lęku zlokalizowane w okolicy przedsercowej.
Niektórzy z nas doznają tak silnego zahamowania ruchowego, że mogą zapaść na mutyzm.
Całymi latami żyjemy jakby z krwawiącymi ranami. Psychiczny ból staje się częścią codzienności, staje się naszą tożsamością.
Im dłużej to trwa, tym bardziej przestajemy wierzyć w inną rzeczywistość.
Przekonani, że nasza dalsza egzystencja będzie polegać tylko na cierpieniu, przestajemy chcieć żyć.
Na koniec pojawiają się myśli i zamiary samobójcze.

***

To nie prosty smutek. Nie lenistwo. Nie fanaberia. Nie pójście na łatwiznę. My też chcielibyśmy żyć tak jak inni. Bez lęku, smutku, żalu, poczucia bezradności i bezsilności.
Nie jesteśmy nienormalni – nienormalna jest sytuacja, w jakiej się znaleźliśmy i której nie możemy udźwignąć, a z której bardzo chcielibyśmy wyjść.
Nie poradzimy sobie z tym, zmieniając styl życia, skupiając się na pozytywach, wmawiając sobie, że to minie i że wszystko będzie dobrze.

***

Mamy wziąć się w garść? Uwierz, gdyby ktoś z nas mógł wziąć się w garść, to by się wziął.
Każesz nam się ogarnąć? Ale to nie jest do ogarnięcia.
Sugerujesz, że powinniśmy podjąć jakąś aktywność fizyczną? Ale jak, jeśli codziennie walczymy nawet o to, żeby wstać z łóżka i podejmujemy gigantyczny wysiłek, żeby w ogóle jakkolwiek funkcjonować? To nie działa, bo mamy chorą witalność.
Radzisz, żebyśmy wyszli do ludzi? Tylko że wychodzenie do ludzi jest jedną z ostatnich rzeczy, na którą mamy ochotę. Nie jesteśmy w stanie rozmawiać, tłumaczyć, nawet odpowiadać na proste pytania. Nie mamy siły na nic, co wiąże się z wyjściem z domu: ubranie się, umycie głowy, zrobienie makijażu.
Sądzisz, że użalamy się nad sobą? Tylko że to nie jest użalanie się, to stan bardzo poważny. Choroba. Zresztą, dlaczego odbierasz nam prawo do złego samopoczucia, do potrzeby wypłakania się, wyżalenia?
Myślisz, że nie mamy prawa czuć się tak, jak się czujemy, bo mamy zdrowe ręce, nogi, oczy, podczas gdy na świecie toczą się wojny, dzieci umierają z głodu, a głuchoniewidomi są pozbawieni kontaktu ze światem zewnętrznym? Tak, współczujemy głodującym dzieciom, mamy szacunek dla niepełnosprawnych, tylko co z tego? Nasze problemy nie miną tylko dlatego, że ktoś ma gorzej od nas.
Uważasz, że potrzebne tu jest pozytywne myślenie? A próbowałeś myśleć pozytywnie, gdy nie masz nadziei, nic nie ma sensu i nie chce się żyć?
Jesteś zdania, że to na nasze własne życzenie cierpimy, bo nam z tym dobrze i tak wolimy? Nie zabłyśniesz w ten sposób „wiedzą” psychologiczną. Daruj sobie, bo to nieprawda – to nie nasze życzenie, lecz wina wydarzeń przekraczających granice odporności, stresu, traumy i w konsekwencji choroby.
Próbujesz nas przekonać, że żaden impas nie trwa wiecznie i za chwilę nam się odmieni? Niestety, zostaliśmy pozbawieni tego naturalnego mechanizmu obronnego, który pozwala się łudzić, że jutro będzie lepiej. Zostaliśmy pozbawieni nadziei.

***

Nie naprawicie nas takim podejściem.
Nie naprawicie nas, szafując nieuprawnionymi diagnozami i mocno oceniającymi sformułowaniami.
Nie macie pełnego obrazu, nie znacie naszych historii. Nie macie gotowych rozwiązań.
Zapewniamy Was, nie ma niczego gorszego od kopania leżącego. Od dobrych rad udzielanych przez osoby, które wiedzą, co mamy zrobić z naszym życiem i natychmiast się tym z nami dzielą. One tylko pogłębiają nasz zły stan, prowadzą do jeszcze większego wycofania z życia i zamknięcia się w sobie.
Brakiem empatii, bagatelizowaniem problemu, nieznajomością choroby możecie nas zabić.
Nasza choroba bywa bardziej śmiertelna od raka, ale wielu z Was zdaje się to dostrzegać dopiero wtedy, gdy przedwcześnie pożegnamy się z życiem.

***

Depresja jest obecnie jedną z najczęściej rozpoznawanych chorób w całej medycynie, a za około 5 lat zaatakuje jeszcze większą liczbę ludzi. To znaczy, że jeśli nie Ty, to ktoś z Twoich bliskich również zostanie nią dotknięty.