poniedziałek, 15 lipca 2019

534. Ja, Lady Makbet


Tak. Piękny tytuł. I teraz się zastanawiajcie, co mnie łączy z tą damą!
Że co?... Że łatwe? Bo to zła kobieta była, a Frau Be też zła kobieta?…



No, nie powiem, dobrze kombinujecie, ale to za mało. Jeszcze jakieś propozycje?
To może mała podpowiedź w formie zagadki? Bardzo proszę: kto spał na tym barłogu?



Jeżeli myślicie, że ja, to… dobrze myślicie. Niejaka Kulka kładzie się na idealnie pościelonej, dwuosobowej wersalce w doskonale odprasowanej pościeli i w jakiej pozycji zasypia, w takiej się budzi. W odróżnieniu od niej ja kładę się również na porządnie pościelonej, dwuosobowej wersalce, ale budzę się w czymś takim jak widać, z nogami na poduszce, zwisającą w kierunku podłogi głową itp. Prześcieradło po nocy zazwyczaj przypomina skręcony w korkociąg szalik, reszta pościeli – jak dowolny bóg da.



Eksmąż twierdził, że w nocy można się dowiedzieć ode mnie najrozmaitszych ciekawych rzeczy, bo zawzięcie gadam przez sen. Dzieciątko czyni sobie z tego zabawę, prowokując mnie do nocnych rozmów, w czasie których ja bredzę, a ono ma radochę. Zdarza się co jakiś czas, że wstaję w nocy, idę do łazienki, wracam, po drodze zderzę się z Dzieciątkiem albo zamienię z nim parę słów zupełnie od rzeczy i dalej śpię w najlepsze, jednak rano o tym nie pamiętam. Gdy Letnia opisze mi sytuację ze szczegółami, z rzadka sobie przypominam, że coś takiego miało miejsce, zazwyczaj jednak nie.
Tylko co to ma wspólnego z Lady Makbet? Ano, ma. Pozwolę sobie przytoczyć pewne fragmenty Makbeta:

„DAMA: Po wyruszeniu jego majestatu w pole widziałam ją, powstającą z łoża, narzucającą na siebie nocne szaty i otwierającą skarbczyk; wyjęła stamtąd kartę papieru, złożyła ją, napisała coś na niej, odczytała to, zapieczętowała i powróciła do łoża; a wszystko to czyniła pogrążona w głębokim śnie.
(…)
(Wchodzi LADY MAKBET, niosąc świecę)
DAMA: Spójrz! Nadchodzi tak jak uprzednio i, na moje życie, głęboko uśpiona. Przyjrzyj jej się z ukrycia.
MEDYK: Skąd wzięła świecę?
DAMA: Stała przy jej łożu. Nieustannie płonie przy niej światło; tak nakazała.
MEDYK: Widzisz, oczy ma szeroko otwarte.
DAMA: Tak, lecz zamknięte są dla jej zmysłów.”
(William Szekspir, Makbet, tłum. Maciej Słomczyński)

I co z tego? – chciałoby się rzec. Już wyjaśniam. Otóż zarówno nocne zachowania Lady Makbet, jak i moje są przejawem tego samego zjawiska, które najpoprawniej nazywa się somnambulizmem, najśmieszniej – sennowłóctwem, a najbardziej potocznie – lunatyzmem. Jest on rodzajem zaburzenia snu, w którego fazie non-REM (głębokiej – tej, podczas której najpełniej wypoczywamy) następuje nieprawidłowe wybudzenie. Budzi się jedna część mózgu, ta odpowiedzialna za czynności fizyczne, podczas gdy reszta śpi w najlepsze. Można więc wiercić się, gadać, siedzieć, chodzić, wykonywać wszelkie czynności – od prostych po skomplikowane z prowadzeniem samochodu włącznie – ale sensu w tym nie ma za grosz. Jeszcze odpowiedź na proste pytanie może się udać w miarę przyzwoicie, ale już na troszkę bardziej szczegółowe somnambulik odpowiada zupełnie od rzeczy. Charakterystyczne są dwie rzeczy: pustka w oczach, czyli twarz zupełnie bez wyrazu oraz niewyraźna, bełkotliwa, ale dająca się zrozumieć mowa.
Podobno odsetek ludzi cierpiących na somnambulizm („cierpiących” to może złe słowo, bo nie czuję w związku z nim dyskomfortu – raczej mnie to śmieszy i bawi) wynosi niespełna 7% i jest częstszy u dzieci, dorośli zaś to zaledwie 3% populacji, więc czuję się wyróżniona. Ponieważ jestem starsza o 13 lat od mojego brata, doskonale pamiętam, co robił przez sen jako maluch. Chodził do łazienki albo wydawało mu się, że do niej idzie i np. podnosił narzutę na fotelu (zamiast klapy od sedesu) i tam robił siku albo znajdował pantofel i traktował go jako nocnik; przychodził do mnie do pokoju, mamrocząc coś o podłączaniu mnie do prądu, a potem wracał do łóżka. Raz nazwał mnie przez sen „Papką-Srapką” i potem ukochani najbliżsi tak mnie przezywali. Również moja córka miała takie gadane przez sen, że ledwo można było za nią nadążyć. To potwierdza regułę, że najczęściej lunatykują dzieci, co wiąże się z niedojrzałością układu nerwowego. Wyrastają one z tej przypadłości, czego już empirycznie na bracholu nie sprawdziłam, bo z nim nie sypiam. Córka chyba wyrosła, choć czasem jeszcze coś mamrocze przez sen. Niby mieszkamy pod jednym dachem, ale sprawdzić trudno, bo ja niemal zawsze padam pierwsza.
Z dorosłymi sprawa się komplikuje. Lunatykowanie może wiązać się z nadużywaniem substancji psychoaktywnych (nie nadużywam, a nawet nie używam w ogóle), ze schizofrenią (nigdy jej u mnie nie stwierdzono, poza domniemaniami różnych internetowych czubków, chi, chi), rozmaitymi uszkodzeniami mózgu (też nie), ale także: ze zbyt małą ilością snu w czasie poprzednich nocy (ten deficyt mam zawsze!), krzywą przegrodą nosową mającą wpływ na oddychanie (mam!), stresem (z różnych powodów u mnie permanentnym), przemęczeniem (przeważnie). Już tego by wystarczyło, ale jest jeszcze coś, co przesądza sprawę, mianowicie czynnik genetyczny. Aż 80% somnambulików ma wśród krewnych lub protoplastów lunatyków. W moim wypadku są to cztery osoby, a w każdym razie o tylu wiem: nieżyjąca już siostra babci ze strony taty, wujek (brat taty), mój brat, moja córka. Ja jestem piąta, a wszyscy jesteśmy bardzo blisko ze sobą spokrewnieni. Siostra babci wyczyniała przez sen podobno największe brewerie – wchodziła na drabiny, łaziła po stojakach z doniczkami itp.
Mitem jest związek sennowłóctwa (musiałam, po prostu musiałam użyć tego pięknego słowa!) z wpływami księżyca. Jednak przez wieki tak myślano, stąd nazwa związana z luną, czyli księżycem. Jeszcze w XX wieku było to mniemanie rozpowszechnione, o czym świadczy fragment mojej, skądinąd ukochanej, powieści:
„Co roku na wiosnę, skoro się tylko zacznie świąteczna pełnia księżyca, pod lipami na Patriarszych Prudach zjawia się przed wieczorem człowiek może trzydziestoletni, może nieco po trzydziestce. Rudawy, zielonooki, skromnie ubrany. Jest to pracownik Instytutu Historii i Filozofii, profesor Iwan Nikołajewicz Ponyriow.
(…) Ale wie również, że z pewnymi sprawami nie może sobie poradzić. Nie może sobie poradzić z tą wiosenną pełnią księżyca. Skoro tylko zbliży się jej czas, skoro tylko zacznie rosnąć i wyzłacać się ów satelita, który niegdyś wisiał wyżej niż dwa pięcioramienne świeczniki, Iwan staje się niespokojny, nerwowy, traci sen i apetyt, czeka, aż księżyc się wyokrągli. A kiedy nadchodzi pełnia, nikt nie jest w stanie zatrzymać go w domu. Pod wieczór wychodzi i idzie na Patriarsze Prudy.
Siedząc na ławce już otwarcie rozmawia sam ze sobą, pali, zmrużonymi oczyma przygląda się to księżycowi, to pamiętnemu kołowrotowi.
Spędza w ten sposób godzinę lub dwie. Potem wstaje i zawsze tą samą trasą, przez Spiridonowkę, idzie w zaułki Arbatu, a oczy ma puste, niewidzące.
Mija sklep z naftą, skręca tam, gdzie wisi przekrzywiona stara latarnia gazowa, i skrada się ku kracie, za którą widzi piękny, choć jeszcze nagi ogród, a w ogrodzie – zacienioną gotycką willę, pomalowaną księżycowym blaskiem od strony, na którą wychodzi weneckie okno w wykuszu wieży.
Profesor nie wie, co go ciągnie do owej kraty, ani kto mieszka w willi, ale wie, że daremnie by ze sobą walczył w czasie pełni księżyca. Wie także, że w ogrodzie za kratą nieodmiennie zobaczy zawsze to samo.”
(Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata, tłum. Irena Lewandowska i Witold Dąbrowski).



81 komentarzy:

  1. Zdjęcie na łóżku - mistrzostwo!!!
    A ten kobaltowy dywan czy wykładzina - cudo!
    Na razie tyle, jeszcze wrócę i napiszę więcej, bo muszę załatwić kilka spraw, a Twoje rozważania są baaardzo intrygujące.
    Na marginesie: też gadam, śmieję się, płaczę i krzyczę podczas snu - nie snu. Czasem nie wiem, czy to jawa czy sen...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zdjęcie zrobiła mi Tobołkowa, gdzieś w rumuńskim hotelu.

      Usuń
  2. Fotka łóżka rano jakby moja. Nie mam teraz żadnego zwierzaka, więc i na kogo zrzucić winy nie mam. Ale nie lunatykuję, ani nie gadam przez sen. Czasami się śmieję jak głupi do sera, ale to mnie wybudza. Za to pamiętam takie zachowania u mojej siostry. Miałem z tego niezły ubaw, ale wtedy młody byłem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam zamiaru na nikogo zwalać winy - śpię jak ruski czołg i jestem z tego dumna :))

      Usuń
  3. Nigdy nie miałam wśród znajomych czy w rodzinie żadnego lunatyka, więc takie historie to jak fikcja literacka dla mnie. Ale dzieją się rzeczy, oj dzieją. Dobrze, że samochodu nie masz, bo byś po nocach jeszcze jakichś mandatów nałapała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale miałam i uwielbiałam jeździć. Teraz mnie na to nie stać. W nocy nigdy mi się nie zdarzyło zejść do samochodu :)

      Usuń
  4. No to ja mam pomysla! Musisz tylko oficjalnie pozwolic sie zdiagnozowac, najlepiej wiecej niz jednemu psychiatrze. Wiadomo, ze cokolwiek zrobisz w trakcie sennowloctwa, nie poniesiesz za to najmniejszej odpowiedzialnosci. Bo spisz, bo nie wiesz, co czynisz i masz na to bumage. A potem mozemy razem zbawiac swiat i uwalniac go od wszelkiego rodzaju smiecia. Co Ty na to? Warte sprobowania, nie uwazasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem za!
      Pierwsze idzie na warsztat moje najbliższe otoczenie. Później bierzemy się za resztę :)

      Usuń
    2. Najpierw diagnoza! Bo chyba nie chcialabys spedzic reszty zycia w tiurmie?

      Usuń
    3. Nie no, wiadomo, że diagnoza. Tylko już się rozmarzyłam na temat sprzątania świata :) A potem dostanę apartamenty i zostanę otoczona troskliwą opieką jak nie przymierzając Trynkiewicz albo inny Breivik. To mi się podoba!

      Usuń
    4. Ha. Widziałam kiedyś taki kryminał o tym, jak jeden czubek/morderca wkręcał w swoje mordy jedną lunatyczkę. Prawie uwierzyła sama, że morduje (budząc się z zakrwawionym nożem w ręce)...

      Usuń
    5. Co Ty! Nic nie dostaniesz, bo nie mozesz odpowiadac za swoje czyny. Wypuszcza Cie i bedziesz musiala sama sie meczyc.

      Usuń
    6. A to do dupy taki biznes.

      Usuń
    7. Wkręcanie w mordy lekko mnie zdezorientowała na pierwszy rzut oka :))

      Usuń
    8. Czytam i myślę "to ile on miał tych mord, i jak się w nie wkręca". Ja chyba nadal śpię.
      Mistrz i Małgorzata to również jedna z moich ulubionych pozycji. Chyba muszę sobie ją machnąć znowu, bo jakoś tak mi uleciała.

      Usuń
    9. Problem leży w tym, że mordę miał jedną, a mordów w cały wewciul :)

      Usuń
  5. Miałam kiedyś koleżankę, z którą byłam na jakiś koloniach czy innych wywczasach. W pokoju były cztery łózka, przy każdym szafeczka nocna. W nocy wstała (własnie tych pustych oczu nie zapomnę), wysunęła szufladkę szafeczki, o dziwo, wyjęła z niej wszystko, po czym zrobiła do niej siusiu...
    Bezpośrednio na sobie odczułam "nocne życie" mojego małożonka nr. 3. Nie można było spać z nim w jednym łóżku. Można było bowiem nabawić się siniaków... Tak się ciepał i wymachiwał ręcami. Gadał jak najęty, krzyczał czasem i pohukiwał... Chyba przez niego nabawiłam się bezsenności ;-)... Bo kiedy już odseperowałam się (osobnymi łóżkami w osobnych pokojach), od bezpośredniego zagrożenia życia - to zaczęłam podsłuchiwać... ;-) Żartuję :-). Ale faktem jest, że to co czasem udało mi się usłyszeć i zrozumieć, napawało grozą... I horrorem w realu się skończyło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No... ja z każdego współspacza miazgę robię. Jeden to nawet do dzisiaj wspomina, jak ledwo z życiem uszedł :)

      Usuń
  6. Nikt z najbliższych mi nie doniósł, że wzięło mnie we władanie sennowłóctwo, ale łóżko moje rankiem wygląda prawie tak samo(Twoja pościel jest elegantsza). Psa co prawda mam, ale winy na niego zwalić nie mogę, bo na swoją kanapę nie pozwalam wchodzić(jest za wąska dla nas dwóch). Nie pochwalam pomysłu naprawiania świata w duecie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. W temacie stan barłogu, możesz sobie podać rękę z moim mężem, jak on niespokojnie śpi, to szok!
    Za sennowłóctwo - specjalne podziękowania, ale z nożem to chyba nie latasz?
    Pełnia wielu osobom spać nie daje, ale żeby od razu za okno wyłazić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby co, to ja nie wyłażę! Co złego, to nie ja! A ostre narzędzia - noże i nożyczki - uwielbiam :)

      Usuń
    2. Ciekawe mogą byc te Twoje rozmowy przez sen, nie spisała ich córcia może?

      Usuń
    3. Spisała dość dużo, ale robiłam ostatnio porządki w komputerze i wyrzuciłam te dowody hańby :) Trochę zachowało się tutaj:
      https://fraube2.blogspot.com/2015/11/302-krotkie-nocne-polek-rozmowy.html

      Usuń
  8. Moze kup sobie dopasowane przescieradlo z gumka to Ci sie somnabulizm skonczy :-)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam par sztuk - nie leczą. Sprawdzone empirycznie.

      Usuń
  9. Od początku wiedziałam - jesteś wyjątkowa! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już drugi raz to dzisiaj słyszę... czytam?...

      Usuń
  10. I jeszcze jedno - od końca czerwca mam nowych właścicieli. On, czyli Kaj jest cały czarny, ona czyli Kaja, jest czarna z białymi butkami na przednich łapkach, skarpetkami na tylnych i białym pasem od podbródka przez cały brzuszek. Mają ok. 3ech miesięcy. Ich matka zginęła pod samochodem, to wzięłam obydwa... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witamy na arce! ♥ ♥ ♥
      Ale czy ona nie powinna mieć na imię Gerda?

      Usuń
    2. Kaj na początku miał być Sadzą, a Kaja Kominem :D Weterynarz był odmiennego zdania co do płci i faktycznie, miał być Kaj i Gerda, ale potem wyszły z tego... Kajutki :D

      Usuń
    3. Niech nam rosną w siłę!

      Usuń
    4. A rosną, rosną, bo nie jedzą a żrą :D

      Usuń
  11. Jak tak patrzyłam na Twoje lozko to jak moje z dawnych lat i wtedy tez lunatykowalam wiec spokojnie to normalne ale musze przyznac rozbawily mnie fotki.

    OdpowiedzUsuń
  12. Przy okazji Sylwestra nocowałam z czteroletnią wnuczkę. Katując się, po tapczan był wąski, położyłam się z nią, żeby nie przestraszyła się w nocy petard. W nocy zbudziła mnie usiłując wyjść z łóżka z własną kołderką. Jak nic lunatykuje! Pytam, Nitko, a gdzie Ty idziesz? Odpowiedziała, że gdzie indziej, bo ja strasznie chrapię :)Skubana! Petardy jej nie przeszkadzały :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdego sylwestra przesypiam - można mi strzelać nad głową z armaty.

      Usuń
  13. Moje łóżko codziennie rano wygląda tak samo. Gadać przez sen - potrafię, ale bałaganu na łóżku nie mogę zgonić na piesa, bo śpi obok w transporterze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słusznie i naukowo. Ja na koty też nie zwalę, bo one są w czasie snu bardzo stacjonarne.

      Usuń
  14. Co Cię łączy z Lady Makbet? Lady z pewnością :)
    Nie znałam nigdy żadnego lunatyka (sennowłó...hmm, sennowłóczykija? jak powiedzieć o osobie?). Bardzo to wszystko interesujące, choć dla samego somnabulika i osób z otoczenia pewnie niezbyt przyjemne, a i niebezpieczne może być.
    (Mistrza i Małgorzatę też bardzo lubię :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie najbardziej podoba mi się sennowłóczykij. Biorę!

      Usuń
  15. Błachacha cha ...Nieźle rozrabiasz w nocy, ale jesteś usprawiedliwiona Musisz kiedyś u mnie zostać spać. Będziemy se razem pierdzielić przez sen. Kiedyś obudziłam się w poszwie, w środku. No widzisz, mój osobisty mąż rzuca klątwy na mnie ale mimo dostatku miejscówek do spania nie chce się przenieść i dzielnie to znosi. Ale my mamy jeszcze poza Jagą rzucającą się po łózku 4 koty które przyłażą nie wiedzieć czemu wszystkie - do nas

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koty wiedzą, gdzie leżą konfitury. Tam, gdzie służba, tam i cieplutka pościel, mięciutka podusia...

      Usuń
  16. córki nie wliczaj, bo to nadużycie - to ona Ciebie powinna dołożyć do kompletu, który powoduje, że na nocną bezczynność liczyć nie może.
    a za włóczęgostwo chyba już nie zamykają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie zamykają. Wolałabym nie, bo mam klaustrofobię.

      Usuń
  17. Mój mąż też gada przez sen i czasami mam z tego niezły ubaw bo odpowiada na moje pytania:)
    Istnieje ryzyko, że czasem może powiedzieć o kilka słów za dużo i wtopa murowana:)
    Dobrze, że chociaż nie chodzi po mieszkaniu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli robi to nieświadomie, to raczej takiego ryzyka nie ma - lunatykujący bredzą od rzeczy.

      Usuń
  18. "Makbet" i "Mistrz i Małgorzata" w jednej notce? Normalnie Cię kocham, Frau! :) Sennowłóctwo rzeczywiście przeurocze określenbie. Zdjęcie w łóżku zasługuje na medal :)

    Osobiście nic nie wiem o tym, abym ja czy ktokolwiek z rodziny na to cierpiał. Swoją drogą, ciekawe, czy osoby takie jak ja: od urodzenia niepełnosprawne ruchowo, mogą w stanie sennowłóctwa (MUSIAŁEM! NO MUSIAŁEM!) normalnie chodzić? Wartałoby to zbadadać....

    Co do moich zwyczajów łóżkowych, mam podobnie jak Ty: też się trochę pokokosić, zanim na dobre zasnę :D

    Słyszałem kiedyś historię pewnej dziewczyny, która mieszkała na łodzi i lunatykowała. Pewnej nocy zachciało się jej czekolady, więc wyszła sobie znowu polunatykować. Tym razem jednak wyszła poza swoją łódź i utonęła we śnie...

    Pozdrawiam Cię gorąco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie z tym kokoszeniem to nie do końca tak - przed zaśnięciem nie mam na to czasu, bo zasypiam w locie, zanim złapię pozycje poziomą, już śpię. Za to potem śpię, jakbym była krzyżówką karuzeli z młynkiem i wiatrakiem :))

      Usuń
  19. Czy to dlatego mój chłopak gada przez sen jakieś totalne głupoty, że nie mogę spać ze śmiechu? Albo w środku nocy idzie do kuchni, wyjada pół lodówki, a rano mówi, że on przecież nic nie jadł? Może trzeba wysłać go do specjalisty... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Specjalista nie pomoże. Pozdrów chłopaka, a lodówkę zamykaj na kłódkę :)

      Usuń
  20. Strach z Toba spac Frau Be :)) Moja corka miala wtedy ok. 7 lat, kiedy w srodku nocy poczulam, ze ktos na mnie patrzy. Otworzylam oczy i zobaczylam ogromne slepka mojego dziecka wpatrzone we mnie z odleglosci paru centymetrow. Nigdy wczesniej, ani nigdy pozniej tak sie nie przestraszylam, jak wtedy. To bylo tylko raz, ale pamietam te wpatrzona we mnie buzie i jej oddech :)) Strach z Wami spac :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja córka obudziła się kiedyś i zobaczyła mnie stojącą z takimi oczami za jej łóżkiem - myślała, że chcę ją zamordować :)) A jeśli chodzi o spanie - jeden taki do dzisiaj wspomina, jak ledwo uszedł z życiem w nocy :))

      Usuń
  21. Życzę miłych i kolorowych snów

    OdpowiedzUsuń
  22. Jesteś pierwszą tak wyróżnioną osobą, którą 'spotykam':-)
    Tytuł rzeczywiście mocny, ciąg dalszy wielce intrygujący, a zdjęcie nr 2 wieje grozą;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pewnie, że wieje. Od pustego łózka zawsze wieje grozą, bo to może oznaczać, że stało się tylko jedno i najstraszliwsze: zadzwonił budzik...

      Usuń
  23. Gadanie przez sen jest zdecydowanie niebezpieczne ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Witaj Frau Be. Bardzo dawno nas nie było w Twoich progach.
    Z lunatykowaniem zetknęłam się tylko raz w życiu, podczas kolonii nad morzem. W grupie dzieci od 7-10r.ż - najmłodszej była dziewczynka która przez sen robiła różne rzeczy. Najciężej było przy pełni księżyca, kiedy spacerowała po korytarzu. Bałyśmy się z koleżanką, że coś może się jej stać. Jej rodzice nie uświadomili nas przed wyjazdem, że lunatykuje. Na szczęście było tak, że wychodzila, szła do końca korytarza i z powrotem i kładła się spać lub szła do toalety. Nic się nie stało.

    Pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pełnia księżyca ma wpływa raczej na wilkołaki, nie na lunatyków :)))

      Usuń
    2. Frau Be - może to była potomczyni wilkołaków. Żartuję oczywiście.

      Usuń
  25. Sennowłóctwo - piękne słowo,bardzo się mi podoba :) Co do skotłowanego wyrka - mam podobnie, może ciut mniej, ale po nocy nie łażę. Kot za to lunatykuje nad ranem :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi kotowie lunatykują całodobowo. Odnoszę wrażenie, że koty wszystko robią, nie przerywając snu. Takim to dobrze...

      Usuń
  26. Nu, to dotarłam drugi raz.
    Odchorowałam psychicznie i fizycznie moją rocznicę bloga, a potem wkuwałam do egzaminów...
    To jest niesowite zjawisko. Pewnie psycholodzy do końca nie potrafią go rozgryźć. Nasz umysł to niezwykła maszyneria.
    Jesteś niezwykła i myślę, że w ogóle lunatycy są wszyscy niezwykli.:)

    M. czasem relacjonuje mi moje monologi. Książkę można by napisać.
    Czasem śnię świadomie, czyli wiem, że coś mówię, ale nie mam do końca nad tym kontroli, czyli granica świadomości się zaciera.

    To do następnej pełni :)

    OdpowiedzUsuń
  27. No to się pochwalę: Praca z uczniem z Zespołem Aspergera.
    Na razie 3, jeszcze 3 przede mną...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, to raczej koszmar...

      Usuń
    2. Nie jest tak źle.:) Od wielu lat pracuję z dzieciakami z autyzmem, upośledzeniem lekkim i umiarkowanym, no a teraz potrzebuję papier, by jeszcze pomóc tym z ZA.
      Kiedy widzisz efekty pracy i wdzięczność dzieci (a niby nie okazują uczuć), to serducho się raduje.

      Usuń
    3. O, nie... Nie mogłabym pracować z takimi dziećmi, to nie na moje nerwy ani na moja cierpliwość.

      Usuń
  28. Miało być wyżej: niesamowite zjawisko...
    Jestem dzisiaj już padnięta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet tego nie zauważyłam. Oko ludzkie działa tak, że spostrzega wyraz całościowo :)

      Usuń
  29. Przez 6 tygodni mieszkała u nas siostra mężą. Wszystkieg noce przegadała, śmiała się, krzyczała i płakała. Ale chyba nie chodziła po pokoju, tylko do toalety. A rano zupełnie mi sie wierzyła / ja z kolei śpię jak mysz pod miotłą i słyszę nawet to co jest za ścianą w obcym mieszkaniu/ jak jej mówiłam co robi w czasie snu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to, to, to! Ja też nie chcę wierzyć innym, kiedy mówią, co robiłam lub mówiłam w nocy.

      Usuń
  30. O a jeszcze jest jeden mit, że nie wolno budzić lunatyków - prawda to?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, bo jeszcze nikomu nie udało się mnie obudzić :) Z drugiej strony to może być prawda, bo kiedy śpię, a ktoś mnie budzi, robię się agresywna. To chyba jednak nie jest mit...

      Usuń