poniedziałek, 9 września 2019

536. Węgry: dzielnica przerośniętej mordy


Budapeszt jest podobno jedną z najpiękniejszych stolic świata. Prawobrzeżna część miasta nad Dunajem nosi nazwę Buda i jest mniejsza od lewobrzeżnego Pesztu. W tym miejscu mieszkali kolejno Celtowie, Rzymianie, Hunowie, Ostrogoci, Longobardowie i Awarowie, zanim w końcu w X w. osiedlili się tu Madziarowie z księciem Budą na czele.
Z kolei Peszt, osada kupiecka i rzemieślnicza, pochodzi z około XII w. Po setkach burzliwych lat Buda i Peszt zostały połączone w jedno miasto w 1873 r.
Nasz spacer po węgierskiej stolicy rozpoczął się w rozległym, płaskim Peszcie, na placu św. Stefana (Szent István tér), przed największym kościołem stolicy Węgier – bazyliką św. Stefana (Szent István Bazilika).



Tę monumentalną świątynię o niemal 100 m wysokości (z kopułą) i o powierzchni ponad 4 tys. m kwadratowych, mieszczącą 8500 wiernych, zaprojektował architekt Jozsef Hild. Budowano ją od 1851 roku. W 1868 r. na skutek złych wyliczeń zawaliła się główna kopuła i dopiero korekta projektu dokonana przez Miklósa Ybla pozwoliła na ukończenie ogromnej budowli.



Fasadę przybytku zdobią korynckie filary i dekoracje rzeźbiarskie Leó Feszlera.




Łaciński cytat z 14 rozdziału Ewangelii św. Jana znajdujący się nad wejściem głosi: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem”.
Tympanon przedstawia Matkę Boską w otoczeniu węgierskich świętych.



Piękne, kasetonowe drzwi udekorowane zostały płaskorzeźbionymi wizerunkami apostołów.





Nad nimi znajduje się piękna mozaika przedstawiająca Chrystusa zasiadającego na tronie.



Wnętrze porywa mnogością barw i zdobień.







Centralnym miejscem jest oczywiście ołtarz. Został wykonany z marmuru kararyjskiego i przedstawia naturalnych rozmiarów patrona – św. Stefana, pierwszego króla Węgier.



Mozaika w głównej kopule obrazuje Boga Ojca.




Największym skarbem świątyni jest najbardziej czczona na Węgrzech relikwia – rzekoma prawica (zmumifikowana ręka) św. Stefana. Przechowywana jest ona w drogocennym relikwiarzu w specjalnej Kaplicy św. Prawicy (Szent Jobb Kápolna).





Oczywiście, żeby relikwiarz rozbłysnął światłem i aby relikwia była dobrze widoczna, należy w odpowiedni otwór wrzucić pieniądze. Dlaczego nas to nie dziwi?...
Ciekawostką jest to, że obowiązujące aktualnie prawo zabrania budowania w Budapeszcie budowli wyższych niż bazylika św. Stefana (z podobnym przepisem spotkałam się w Atenach, gdzie obowiązuje nakaz zachowania widoczności Akropolu).
Niedaleko od bazyliki, na Placu Wolności (Szabadság tér), w 2014 roku stanął z inicjatywy społecznej kontrowersyjny pomnik ofiar okupacji niemieckiej zaprojektowany przez Petera Párkányiego.



Ma upamiętniać tych, którzy zginęli w marcu 1944 roku, kiedy to wojska niemieckie wkroczyły na teren Węgier. Przedstawia niemieckiego orła unoszącego się nad archaniołem Gabrielem trzymającym w ręku jabłko z podwójnym krzyżem – insygnium władzy Stefana I świętego.




Do jego powstania przyczynił się rząd Orbana, jednak monument spotkał się z falą krytyki. Opozycjoniści uważają, że zakłamuje on historię, próbując wymazać fakt, że Węgrzy również ponoszą odpowiedzialność za eksterminację ludności żydowskiej, a także mordy popełnione na Węgrach.
Niedaleko pomnika, również na Placu Wolności, znajduje się pomnik Armii Czerwonej (można się obejść bez zakłamywania historii przez burzenie pomników? – można!) upamiętniający żołnierzy radzieckich poległych w walce o wyzwolenie Budapesztu w 1945 roku. Pod obeliskiem znajdują się szczątki żołnierzy.





W pobliżu można trafić na rzeźbę z brązu wyobrażającą postać Ronalda Reagana. Stanęła ona na Placu Wolności, w pobliżu ambasady USA i jednocześnie pomnika Armii Czerwonej. Postać ma 2,2 m wysokości i pojawiła się na placu w setną rocznicę urodzin polityka. Autorem projektu jest István Máté.



Nieopodal, na Placu Męczenników znajdował się pomnik Imre Nagy’ego dłuta Imre Vargi. Na łukowatym mostku stanęła w 1996 roku (również w setną rocznicę urodzin polityka) postać mężczyzny wyglądającego na zwyczajnego przechodnia, spoglądającego w kierunku siedziby parlamentu.



Imre Nagy był działaczem komunistycznym, który w czasie rewolucji węgierskiej w 1956 r. został premierem. Mimo wszystko sprzeciwił się sowietom, ogłosił wystąpienie Węgier z Układu Warszawskiego, za co zapłacił życiem. Stał się symbolem oporu przeciwko dyktaturze. Zdążyłam stanąć koło Imre Nagy’ego na mostku przed tym, jak w 2018 r. został usunięty z placu z powodu jego przebudowy. Nie został zniszczony, lecz przeniesiony w inne miejsce – dziś stoi w pobliżu mostu Małgorzaty.
Nieopodal, na placu Lajosa Kossutha (nazwanym tak na cześć Lajosa Kossutha, przywódcy powstania węgierskiego z 1848 r.) stoi przepiękny, reprezentacyjny gmach Parlamentu o potężnych rozmiarach (ponad 250 m długości, 100 m szerokości i 18000 m kwadratowych powierzchni).



Został wybudowany według projektu Imre Steindla. Jest to budowla eklektyczna, nawiązująca stylem do gotyku.





Po lewej stronie, patrząc od strony głównego wejścia, stanął pomnik Franciszka II Rakoczego – księcia Siedmiogrodu, naczelnika powstania narodowego z lat 1703-1711. Autorem pomnika jest János Pásztor.



Na przeciwległym końcu gmachu znajduje się pomnik Istvána Tiszy, węgierskiego premiera w latach I wojny światowej. Tisza zginął w 1918 r. zamordowany przez rewolucjonistów próbujących utworzyć Węgierską Republikę Rad.



Naprzeciwko Parlamentu stanął monument poświęcony samemu Kossuthowi, dłuta Zsigmonda Kisfaludiego Strobla, Andrása Kocsisa i Lajosa Ungváriego.



Po tej samej stronie znajduje się były Pałac Sądu Najwyższego, w którym dzisiaj mieści się Muzeum Etnograficzne.



Eklektyczna budowla powstawała w latach 1893-1896, według planu architekta Alajosa Hauszmanna. Zdobienia na fasadzie budynku nawiązują do tematyki sądowniczej i prawnej – rzeźby na tympanonie przedstawiają rozprawę sądową, a zwieńczenie dzieła stanowi posąg Temidy jadącej rydwanem (dzieło Károlya Senyeigego).



Z budynkiem sąsiaduje kolejny – siedziba Ministerstwa Rolnictwa. Budowla została wzniesiona w latach 1885-1887 według projektu Gyuli Bukovicsa. Jest to miejsce szczególe: w „czarny czwartek” rewolucji węgierskiej 1956 r. strzelano stamtąd do zgromadzonych przed Parlamentem tłumów.



Nieopodal znaleźć można polski akcent – tablicę pamiątkową poświęconą generałowi Józefowi Bemowi umieszczoną na domu przy ul. Akadémia 1, gdzie w czasie Wiosny Ludów mieszkał polski dowódca.






Po tej stronie Dunaju pożegnała nas monstrualnych rozmiarów morda. Nie mam pojęcia, czyja.



58 komentarzy:

  1. Witaj w blogu:) Że Budapeszt pięknym miastem jest, to prawda, ale czy w czołówce najpiękniejszych to kwestia gustu. Na pewno jest miastem ciekawym i różnorodnym. Prócz zabytków bardzo podobal mi się także ten pan, co pływał całkiem nago w hotelowym basenie, gdy wyjrzałam rano przez okno swego pokoju:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oto moja reakcja na Twoje upomnienie co do terminu usuwania awarii :)
      Mnie też jakoś na kolana Budapeszt nie rzuca, wydaje mi się lekko nudnawy. Ale może ja mam spaczony gust?

      Usuń
  2. Budowla bardzo okazała. Zwłaszcza w środku cieszy oko, mnóstwo ładnych detali. Miałabym tam co robić z aparatem z dobrym zoomem.
    Martwa łapa – fuj! :P
    Zawiesił mi się wzrok na tym posągu Gabrysia.
    Gmach Parlamentu na żywo musi robić wrażenie swoim ogromem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podzielam opinię o martwej łapie - to rozwłóczanie różnych części trupów po świecie i czczenie ich jest chore!

      Usuń
  3. Znamienne, że pasożyci mają najpiękniejsze budynki. Chodzi mi o bazylikę i parlament...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ifjusagi Park... myśmy na to mówili "pod Zamkiem"... zawsze coś się tam działo fajnego... jak nie koncert metalowy /wtedy tak się to jeszcze nie nazywało/, to wieczór tańców greckich... zajebioza!...
    funkcjonuje to jeszcze?... wiesz coś na ten temat?...
    na imię miała... nie, stop!... RODO i zbyt prywatne... ale afera była, bo "nie uważaliśmy" :lol: ...
    za to fajnie było na torze wyścigowym dla kłusaków... chory sport, ale myśmy tego jeszcze nie wiedzieli... no, i wbijamy się na ten tor, żeby zobaczyć o co chodzi, a tu się okazuje, że są mistrzostwa świata w pięcioboju nowoczesnym... cóż było robić... osuszyliśmy z gwinta dwie dwulitrówki skisłej cieczy /na bramce nikt tego nie sprawdzał co wnosimy/ i darliśmy dzioby: "Janusz Gerard Pyciak - Peciak" tudzież "jebać frajerów!" /takie nieadresowane to było, tak tylko, aby coś krzyczeć/... bo akurat Janusz katował konia na parkurze, a nam idiotom się to podobało... jak to się mówi "błędy młodości"...
    ale niczego nie żałować!... Budapeszt jest wporzo...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. obudziłaś się (blogowo), a mnie pobudziłaś (realnie):
      https://youtu.be/7O-ShFHCmfo
      dziękować :)

      Usuń
    2. Błędy młodości, błędy młodości... Któż ich nie popełnia? Ja sama wyszłam za mąż jak debilka...

      Usuń
    3. Wysłuchałam pieśni i odnoszę wrażenie, że skądś ją znam, tylko język mi stoi w jawnej sprzeczności ze strzępami pamięci.

      Usuń
  5. Nareszcie jesteś!
    Piękna przechadzka po Budapeszcie.
    Historia jaka była taka była. Tu nie ma miejsca na jej zakłamywanie. Ale politycy robią wszystko żeby pokazać swoja wizję historii. Raz z lewa, raz z prawa.
    A ja w Budapeszcie byłem raz. Jak zwykle krótko, służbowo. I zapamiętałem sporo bezdomnych. Na koniec zabłądziłem. Ale od czego jest telefon z google maps?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypomniałem sobie jeszcze à propos polskich akcentów. W katedrze w Kolonii znalazłem tablicę po polsku poświęconą Rychezie, żonie Mieszka II. Zaskoczyła mnie ta tablica, bo nie znałem tej części historii.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Mnie Budapeszt nieco znudził, dopiero wieczorne atrakcje mi się spodobały :)

      Usuń
    3. Nooo... tą Rychezą to mi zaimponowałeś.

      Usuń
    4. Trochę przypadkiem odnalazłem tę tablicę. A potem już sobie doczytałem resztę.
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Nie bylam w Budapeszcie i jakos sie nie zanosi, ze pojade, nie po drodze mi. Miasto jak miasto, ale podobala mi sie morda, bo takiej jeszcze nigdzie nie widzialam.
    Boszszsz... te relikwie, jakie to obrzydliwe i zwyrodniale, a jakie bogactwo mozna zbic na ich sprzedazy. Dziwisz do dzisiaj kupczy resztkami Wojtyly, wychodzi na to, ze facet mial tak ze 100 litrow krwi w sobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem tej upojnej nekrofilii uprawianej przez wierny/ciemny lud, bo o ile idzie zrozumieć tych, którzy na tym robią biznes, o tyle zamiłowanie do czczenia trupich szczątków zakrawa na poważne zaburzenie psychiczne.

      Usuń
  7. Byłam parenascie razy w tym mieście, ale nie powiem że go znam. W sumie lubię to miasto. Serdeczne pozdrowienia znad sztalug malarskich przesyła Krysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie sobie - Buda jest chyba ciekawszą częścią.

      Usuń
  8. Przepiekna architektura! Uwielbiam zabytki; sa niezwykle i maja klimaty, do ktorych chce sie przytulic. Piekne miasto, chcialabym je zwiedzic. Przypuszczam, ze i dwutygodniowe wczasy w Budapeszcie nie starczylyby mi na doglebne jego poznanie. Zazdroszcze Ci tej podrozy FBe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie była to może najpiękniejsza z moich podróży, ale każda jedna jest cudna.

      Usuń
  9. Nie byłam jeszcze, architektura i sztuka niczego sobie, aczkolwiek zastanawiam sie czy wiernym aż takie bogactwo jest potrzebne...poćwiartowali świętego?
    Te zwykłe rzeźby do mnie bardziej przemawiają, a morda? Co chcesz, sztuka współczesna ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że właśnie wiernym potrzeba bogactwa. Czymś ich trzeba olśnić, jeśli boga nie widać.

      Usuń
  10. Nie byłam jeszcze w Budapeszcie, możliwe, że kiedyś się wybiorę, jakkolwiek nie ciągnie mnie. Kultu relikwii nie rozumiałam chyba nigdy, nawet będąc ongiś gorliwą katoliczką. W sumie to obrzydliwe, upuszczać komuś krew, albo ciąć na kawałki, preparować kości. Fuj.
    Morda, jak morda ;) pełno takich wokół.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? Widujesz na co dzień przerośnięte mordy?!

      Usuń
    2. Takie przerośnięte to nieeee .... ale niektóre mogłyby służyć jako modele. Złe, wkurzone, wykrzywione nienawiścią.

      Usuń
    3. Eee... Takich to na pęczki na ulicy, w pracy, w kościele i telewizji, jeśli ktoś ogląda...

      Usuń
    4. I do kościoła chodzi 😉

      Usuń
  11. Ale się nałaziłam... ale piękne zdjęcia... ale mi się nawspominało...
    Byłam w Budapeszcie, jakieś... 40 lat temu...czy cóś. Jako świeża małożonka ze świeżym małożonkiem i z parą innych żonków, wciśnięci razem z bagażami i namiotami do "malucha". Zdjęć nie było. Chyba. Był szkicownik pełen szkiców, które dopracowywałam w ogródku jednego miłego autochtona, który nas łaskawie przygarnął. Koczowaliśmy tam w naszych "dwójkach", a nasz gospodarz dokarmiał nas pikantną sałatą i pięknymi, chrupiącymi skwarkami. Uzupełniało to doskonale nasze menu codzienne (ten kiedyś wspomniany riesling + arbuz).
    Tak, Budapeszt jest piękny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eeej! Szkice! Mamma mia! Taż to lepsze od całej wywrotki zdjęć! Cholera, że też bozia mi talentu nie dała...

      Usuń
    2. No tak... tylko, że ten szkicownik już dawno nie żyje...

      Usuń
  12. Najlepiej pamiętam z Budapesztu wyspę Małgorzaty i tamtejsze baseny. Zwłaszcza ten ze sztuczną falą. Dla nas, dzieci, to był ósmy cud świata. Morze pod dachem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam na wyspie, ale najbardziej utrwaliła mi się nazwa i kolejka, którą objeżdżaliśmy teren.

      Usuń
  13. Byliśmy co prawda w tym roku na Węgrzech ale nie w Budapeszcie. Tam spędziliśmy kiedyś bardzo miło 3 dni i

    OdpowiedzUsuń
  14. byliśmy oczarowani. Dzięki Tobie pospacerowałem sobie po znanych miejscach, tym razem bez bólu nóg :) Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...a co do oczarowania, w moim wypadku lepiej od Budapesztu zrobiły to inne miejsca.

      Usuń
  15. Byłam w Budapeszcie, a dopiero z tej relacji dowiaduję się ciekawych historii. Umiesz pięknie opisać zwiedzane miejsca i dzielisz się historią, którą masz w jednym palcu. Mówiłam prawdę, powinnaś być fotoreporterem albo jeszcze lepiej - podróżnikiem. Chętnie czytałabym takie reportaże z podróży.
    Serdeczności zasyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie, chętnie! Tylko nie wiem, jak zacząć - na podróżowanie trzeba czasu i pieniędzy.

      Usuń
  16. Jakoś do Budapesztu nie było mi po drodze.. Piękne zdjęcia:)))

    OdpowiedzUsuń
  17. Piękny Budapeszt i cudne zdjęcia

    OdpowiedzUsuń
  18. po awarii?
    chwilę trwał remont.

    OdpowiedzUsuń
  19. I ja słyszałam, że Budapeszt to piękne miasto. A ponieważ chcę się o tym przekonać własnoocznie wciągnęłam go na listę 'miejsc do zobaczenia' i... tak sobie tam tkwi:-) Fajnie się prezentuje na Twoich fotkach ale z notki wnioskuję, że... czterech liter jednak nie urywa;-)

    OdpowiedzUsuń
  20. Wiem, że to nie na temat, ale czy wiesz coś o tym?
    https://kwejk.pl/obrazek/3437951/partnerstwo.html
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Pekinie nie wiedziałam - wcześniej sugerowano jedynie Wrocław:
      https://demotywatory.pl/4690926/Wroclaw-i-Rzeszow-Powinny-zostac-miastami-partnerskimi

      Usuń
  21. Kilka lat temu spędziłam latem wspaniałe kilka dni w Budapeszcie, mimo tłumów turystów i strasznych upałów. Dzięki Tobie mogłam powspominać. Dzięki :)
    A tej mordy to chyba wtedy jeszcze nie było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno te mordy się zmieniają, to znaczy są zastępowane innymi, ale tego już nie stwierdziłam.

      Usuń
  22. Przede wszystkim, witam Cię na pokładzie w blogosferze :)
    Dziękuję za wycieczkę, nie byłam, póki co Budapeszt jest na naszej liście.
    Mimo że większość twierdzi, że d... nie urywa, to i tak planujemy kiedyś odwiedzić to miejsce.
    Co do relikwii ( części ciała) mówię stanowczo NIE!!!
    Każdy ma prawo do spoczynku w spokoju bez względu na to, kim był za życia.
    Odpiszę, mam urwanie głowy i jestem trochę przeziębiona...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze warto zobaczyć coś nowego, nawet jeśli nie urywa odwłoka.

      Usuń