sobota, 28 października 2017

437. Klęska urodzaju

Wygląda na to, że powoli będzie można odtrąbić koniec sezonu. Zimne noce przestały sprzyjać klęsce grzybowego urodzaju, zbieracze zapchali spiżarnie, zamrażarki, piwnice i każdy wolny kąt wszelakim pachnącym dobrem, a obdarowywani przestali już przyjmować suweniry, bo rynek się nasycił do cna, zaś kubatura mieszkań i domów przestała być wystarczająca do pomieszczenia wszystkich tych dobrodziejstw. Jednak las sam w sobie zawsze jest wart zachwytu – pełen życia, tajemnic i wszelkiego piękna.
Idąc przez las zawsze można spotkać siostrę czy kuzynkę o wdzięcznym imieniu Vipera…

Żmija zygzakowata (Vipera berus)


…sympatycznego kujona w czerwonym bereciku…

Dzięcioł pstry


…albo małego, sympatycznego gówniarza.

Żuk leśny

Potykamy się o królewskie borowiki szlachetne…




…czubajki kanie…




…podgrzybki brunatne…



…czy koźlarze czerwone…



…które same wskakują do koszyków, łubianek, wiaderek – a gdy skończą się pojemniki, to i na rozpostarte swetry i kurtki.
Opieńki miodowe aż się proszą, żeby rwać je hurtowo, najlepiej kosząc kosą, żeby nie umrzeć ze starości przy zbieraniu pojedynczych egzemplarzy.


Przed obiektyw aparatu pchają się tłumnie leśni celebryci o oryginalnych wzorach i kolorach…

Świecznica rozgałęziona


Wrośniak różnobarwny

Muchomor czerwony
…a ja, doznając szoku tlenowego, ziewam jak krokodyl i padam po powrocie do domu jak spróchniała limba.

środa, 25 października 2017

436. Mówisz - i masz!

Dziś pisać mi kazano – wstąpiłam na blog,
a tam Linka ziejąca smogiem jak smok.
Próżne błagania: „Daj pożyć, kobieto!”,
bo Linka ma kaprys widzieć mnie poetą,
litery w brązowe szeregi formuje,
„rusz dupę”, „coś napisz” – tak nawołuje.

Tymczasem życiem steranej Frau Be
tak wiersz dla Linki napisać się chce,
jak wodorostom żyjącym w głębinie
pojechać do cyrku i tańczyć na linie.

Nie dość, że budzik ją zrywa po nocach,
nie dość, że w pracy obłęd ma w oczach,
nie dość, że w domu syf z kiłą pod rękę,
to jeszcze nową dostała udrękę
od Linki – blogowej kumpeli w prezencie,
choć dosyć ma własnych w abonamencie.

Opadające powieki dźwiga,
po klawiaturze palcami śmiga,
by wielkopolski blogowy potwór
dostał należny potworom odpór.

Męczy się, myśli (to strasznie boli!),
zjadła w tym czasie talerz fasoli
i czuje, jak wzrasta patos, zadęcie
(byle nie wyszło z tego pierdnięcie!),
bo ma wyjść druga „Reduta Ordona”,
choć nie wie Frau Be, jak tego dokonać.

Rymy, średniówki i epitety,
oksymorony, symbole – niestety,
nie chcą się same pojawiać w mózgu
(już prędzej stek przekleństw i innych bluzgów).

Co robić, co robić, do jasnej cholery?!
Może się urżnąć w cztery litery?
Może pochlastać się gumką Myszką?
A może zostać cnotliwą mniszką?
Może ucieczką się trzeba salwować
i zaraz, od dzisiaj, przestać blogować?

środa, 18 października 2017

435. Maroko: świetność i upadek

Zatłoczonymi, ruchliwymi ulicami Marrakeszu dotarliśmy do jednej z największych atrakcji turystycznych i jednocześnie najważniejszych zabytków Maroka – pałacu El-Bahia.



Zalicza się go do pereł architektury marokańskiej. Powstał w latach 60-tych XIX w., gdy kazał go wybudować Sidi Musa, który od statusu niewolnika doszedł do godności wielkiego wezyra. Obiekt został posadowiony na prawie 8 000 m2 i wyposażony w ponad 150 luksusowych komnat. Urządzono go z niesłychanym przepychem. Posiadał własny meczet i hammam (łaźnię). Każda z żon wezyra miała oddzielną sypialnię z wyjściem na własne patio lub do zacienionego ogrodu.


Wezyr, a potem jego syn – Sidi Ahmad Ibn Musa, byli znienawidzeni przez poddanych, dlatego śmierci wezyra w 1900 roku towarzyszyło kilka niszczycielskich dni. Służba i strażnicy natychmiast wygnali rodzinę zmarłego i przystąpili do plądrowania pałacu.



Zrabowali skrupulatnie wszystko, co dało się wynieść, a nawet zerwać lub wydłubać ze ścian, tak jak kamienie szlachetne i tkaniny dekoracyjne będące elementami zdobień.




Całkowicie ogołocony pałac dziś stanowi częściowo własność króla Maroka, Muhammada VI, który zatrzymuje się tutaj podczas pobytu w Marrakeszu. Dzieje się to najczęściej zimą i wówczas pałac niedostępny jest dla zwiedzających.



W pozostałym czasie udostępnia się go turystom – z wyjątkiem odrestaurowanej części z apartamentami królewskimi. Mimo że świeci pustką splądrowanych ścian, znać po nim dawną świetność. Rzeźbione w marmurze precyzyjne, koronkowe arabeski i wersety z Koranu...







...sufity wykonane z pachnącego drewna cedrowego odpornego na szkodniki i bogato zdobione...














...intarsjowane drzwi i szafy wnękowe...



...bajeczne mozaiki zellidż...



...fontanny...



...patia i ogrody...


– to wciąż istniejący świadkowie niegdysiejszej wspaniałości.