środa, 27 grudnia 2017

446. Pokażcie mi swoje majtki

Nie od razu wysiadłam. Ani się obejrzałyśmy, jak nad parkingiem przed blokiem zapadła noc. W samochodzie nic już nie było widać, za to słowa płynęły swobodnie, nie napotykając w mroku na żadne przeszkody. Wylała z siebie wszystkie żale, jakie się w niej nagromadziły, a potem zapytała:
- Nic nie mówisz o sobie?
- A powinnam? Co chcesz wiedzieć?
- Wszystko.
- No to nawet dobrze trafiłaś, chwilowo też jestem w czarnej dupie.
Kolejne słowa przesączyły się przez ciemność, a potem zapadło milczenie. Przerwała je pierwsza.
- Wiesz… dobrze jest mieć coś takiego swojego, tylko dla siebie. Ja na przykład mam majtki.
- Zwariowałaś?! Owszem, jest do chrzanu, ale nie aż tak, żebym własnych majtek nie miała. Mam i to zupełnie wystarczającą ilość.
- Ja nie o tym, tylko o poprawianiu sobie humoru. Mnie na przykład znakomicie polepsza nastrój kupowanie majtek i buszowanie w szmateksach. Na nowe majtki jeszcze zawsze mnie stać.
- O, widzisz. Niestety, na mnie majtki zupełnie nie działają i w ogóle żadne ciuchy.
- Rozumiem, ale nie o to mi chodzi. Po prostu każdy ma w życiu jakieś majtki. Masz cos takiego?
- No, mam. Prawie same niebieskie.
- Nie o majtki pytam, tylko o poprawiacz nastroju. Taki jak dla mnie majtki.
Zawahałam się przez chwilę.
- Tak. Ale nie będziesz się śmiała?
- No co ty? Przecież powiedziałam ci o swoich majtkach. Może być coś śmieszniejszego?
- No dobrze, powiem ci. Po prostu piszę sobie powieść. Uciekam w nią, kiedy mi źle.
Wcale mnie nie wyśmiała.
A Wy? Jakie macie majtki? Pokażcie mi je.

146 komentarzy:

  1. Każdy powinien mieć jakieś majtki. Na pewno u mnie jest to blog i pisanie wierszy, chociaż wierszy nie do końca, bo one same przychodzą, gdy próbuję coś na siłę, nie da się...
    Kupowanie ciuchów mnie nie kręci, chyba się starzeję:-)
    Ale powiedz - jedziemy na wycieczkę, już stoję w blokach startowych, nawet jak łeb mi pęka:-)
    Piszesz powieść? Muszę ją przeczytać!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tak szybko... Z tym schodzi. Ale to moja ostateczna ucieczka.

      Usuń
  2. Majtki-takie poprawiacze nastroju? A jakże mam, to jest codzienna, poranna filiżanka kawy. Jak już mam ją w rękach, nic nie jest w stanie zepsuć mi humoru. Zanurzam się w aromacie mojej kawy, a za drzwiami zaczyna się poranny maraton rodzinny, wyścigi do łazienki i codzienne przekazywanie sobie "znaków pokoju":-)
    Ale niech mi ktoś zabierze tą, poranną kawę, tornado w mojej postaci przelatujące dom, zmiotłoby z powierzchni ziemi pół województwa:-)))
    Pisz, bo ciekawie piszesz, z pazurem i przyjemnie się Ciebie czyta!:-)
    Pozdrawiam Marytka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dziwne... Piję codziennie hektolitry kawy i nawet tego nie zauważam.

      Usuń
    2. Hm...spróbuj pić ziółka zamiast kawy:-) Gwarantuję, że zauważysz różnicę:-) No, chyba, że je lubisz? Mnie już sam ich zapach przyprawia o odruch wymiotny, błe...
      Marytka

      Usuń
    3. Nie toleruję ziół. Reaguję pawiem.

      Usuń
    4. A widzisz:-)))
      Nie ma to jak, poranna kawa:-))) Dla mnie rarytas. Po latach pracy w zakładzie, gdzie wypicie kawy podczas pracy traktowane było jak grzech największy, taki czas z kawą to naprawdę radocha:-)
      Marytka

      Usuń
    5. Wiem. Ale nie jest to coś, co dawałoby mi jakąś ucieczkę czy pociechę.

      Usuń
    6. A pisanie bloga albo książki?...Bo jak nie, to ja już nie wiem...
      Marytka

      Usuń
    7. To owszem, tak. Boje się tylko, że gdy czarna dupa sięgnie zenitu, pisanie przestanie wystarczać...

      Usuń
    8. Ale jeszcze nie sięgnęła, a to znaczy, że pisanie wystarczy. Pisz i nie bój czarnej d..y:-))
      Marytka

      Usuń
    9. Tkwię w niej, co tu dużo mówić. I mam jej serdecznie dość.

      Usuń
    10. A wiesz, że dla mnie takim pocieszaczem jest od kilku lat Twój blog ( nie tylko Twój bo czytam także inne). Nagle po przeczytaniu komentarzy i posta dotarło to do mnie, nie pisałam o tym, bo to jest dla mnie tak oczywiste, że nawet mi do głowy nie przyszło. Pamiętam, że jak wracałam z pracy zmęczona panującym tam mobingiem i koleżeńskim, "radosnym' hejtem, to otwierałam Twój blog i wracałam do postów przy, których zaczynałam się śmiać. Czytałam, nie komentowałam, bo ten "pracowy" hejt odbierał mi chęć do życia i odwagę do jakichkolwiek kontaktów z ludźmi, ale czytanie Twojego bloga, innych zresztą też było dla mnie taką deską ratunkową.
      Marytka

      Usuń
    11. Mój blog?!
      W życiu bym nie pomyślała.
      Ja sama jestem już kłębkiem nerwów i wywrotką depresji - nie podejrzewałabym, że komuś mogę jednak w czymkolwiek pomóc... No i nigdy się nie ujawniałaś.

      Usuń
    12. A jednak, pomogłaś:-)
      Nie ujawniałam się bo to w czym tkwiłam, praca i otoczenie w pracy sznurowało mi skutecznie usta, odbierając poczucie własnej wartości. Powoli gramolę się z tego doła, ale wystarczy czasem czyjaś niechęć żeby cały ten hejt powracał kłapiąc jadowymi zębami:-)
      Ratowało mnie zawsze poczucie humoru i doszukiwanie się dobrych stron nawet tam gdzie inni ich nie widzieli. Może jestem optymistką? Nie wiem:-))
      Marytka

      Usuń
    13. Poczucie humoru ratowało mnie przez jakieś 48 lat, w 49 jakby przestało... Ale jeżeli piszesz, że gramolenie się z Rowu Mariańskiego jest możliwe, to może i ja się na to kiedyś jeszcze zdobędę?... Na razie uciekam w pisanie...

      Usuń
  3. No mam takie majtki. Nawet dwa rodzaje - nowe ciuchy i nowe książki. No to jak już napiszesz, to będzie jak znalazł na moje różne takie. Kupię sobie nowy sweter i Twoją powieśc i będzie najlepiej jak się da.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, hej - a gdzie ją zamierzasz kupić? Nawet nie wiadomo, czy ktokolwiek to wyda...

      Usuń
    2. Ty wydasz, dasz cynk, i będziesz sprzedawać :)

      Usuń
    3. Na wydanie trzeba mieć pieniądze!

      Usuń
    4. Zrobimy zrzutę, nie marudź...

      Usuń
    5. Nie wiadomo, czy będzie warto...

      Usuń
    6. Ostatnio poczytałam w tej materii. Wydanie na własną rękę 1000 egzemplarzy (sensowna ilość, żeby wkład się wrócił) to 10 tys. zł. Ale to hazardzik i przy anonimowym autorze bardzo prawdopodobne, że pieniądze się wtopi. Można oczywiście próbować przez wydawnictwa, ale znów wracamy do anonimowego autora i wtedy oni nie chcą wtopić :D więc ogólnie jest ciężko. Zarobek też nie musi być duży, przez wydawnictwo ok 2,3 zł od książki, która kosztuje 39 zł, więc trzeba sprzedać ich naprawdę dużo. Dlatego teoretycznie lepiej wydać samemu, wówczas praktycznie cała kwota idzie na konto autora, ale wracamy do ryzyka wtopienia. Jak nie urok to sraczka. Ale Rowling też była anonimowa, a zielone światło dostała dopiero u 6 wydawcy, jak się potoczyły dalej jej losy każdy wie. Choć teoretycznie rynek anglojęzyczny jest łatwiejszy... No cóż. Tak czy siak uważam, że jeśli się już coś napisze, to największą głupotą jest nawet nie spróbować.

      Usuń
    7. Może kiedyś coś spróbuję, ale na samodzielne wydanie mnie nie stać. Póki co, nie ma o czym mówić - pisze się i cholera wie, jak długo to jeszcze potrwa.

      Usuń
    8. Jak się pisze to się pisze. Po prostu dzielę się świeżo nabytą wiedzą ;) można nawet powiedzieć, że szpanuje!

      Usuń
    9. Niestety, ta wiedza nie sprawiła mi przesadnej radości.

      Usuń
    10. Racja, trzeba było się podzielić mandarynkami.

      Usuń
    11. O. To akurat nader zacna opcja.

      Usuń
    12. OK, marudź sobie, i pisz dalej, Jotka dobrze mówi, zrobi się zrzutkę :). Ja musze matce wydać książkę, od roku się za to nie wzięlam, ale już muszę - to jak się nauczę to ci powiem :)

      Usuń
    13. Dobrze, może już do tego czasu będzie napisana :)

      Usuń
    14. Hyhyhyhy na alimenty tego bambelanta z KODu zebrali 30 tys. więc na książkę powinno pójść łatwo :D

      Usuń
    15. Nie mam nic przeciwko temu :)
      P. s. co to jest bambelant z KODu?

      Usuń
    16. Jeśli nie wiesz, to żyj w błogiej niewiedzy, absolutnie nic nie tracisz.

      Usuń
    17. Fakt. Niewiedza bywa niekiedy błogosławiona...

      Usuń
    18. Dobra, miłego Ziom.
      Mam w pytkę książkę, od samej fantastyki lepsza jest tylko fantastyka z ostrym rżnięciem na katany!

      Usuń
    19. Maryjo anielska... Ręce i cycki opadają z szelestem.

      Usuń
  4. Nie mam nic. Jak jestem w czarnej dupie, to w niej tkwie nieodwolalnie i musi samo przejsc albo i nie. Znow biore czarodziejskie pigulki, ale jakos mi to zycia nie poprawia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to niczego nie poprawia, ani magiczne tabletki, ani książka, ani kawa. Tylko życie mogłoby poprawić życie. Mnie tylko na jakąś godzinkę dziennie pozwala odwrócić myśli, uciec w inny świat.

      Usuń
  5. Mi poprawia humor (a czasem i świat ) wnuczek...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę, dzieci są, że tak powiem prawdziwie prawdziwe, a świat. ..sama wiesz :(

      Usuń
    2. Wiem, ale mnie dzieci tylko denerwują, stąd to zdziwienie.

      Usuń
    3. Wiem , że to róznie, ale mnie wnuczęta tak - zdecydowanie poprawiaja humor.

      Usuń
    4. Nie ma takiej opcji...

      Usuń
    5. Obce dzieci też mnie denerwują...

      Usuń
    6. Wnuki to są obce dzieci :))))

      Usuń
    7. Zwłaszcza, że ich nie mam...

      Usuń
    8. wnuki mają cudowna przewagę nad własnymi dziećmi - jeśli przypadkiem wkurzą, można oddać rodzicom :)

      Usuń
    9. Na szczęście nie posiadam czegoś takiego. To znaczy wnuków.

      Usuń
  6. Książki, książki, książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sensie czytania czy pisania? :)

      Usuń
    2. Znam swoje ograniczenia :)

      Usuń
    3. Nie umiesz czytać czy pisać?!

      Usuń
    4. Czytać potrafię, nawet od dość dawna, pisać też, a ograniczenia dotyczą literackiego pisania. Nie mam tego "czegoś", co z całą pewnością masz Ty.

      Usuń
    5. Mój boże... A cóż takiego mam ja? Całe nic...

      Usuń
    6. Frau Be - dubito ergo sum?

      Usuń
    7. Tak, ja jestem skeptikos.

      Usuń
  7. Wbrew pozorom mam bardzo emocjonalną naturę, ale wstrząsnąć i dotknąć mogą mnie właściwie tylko osoby bliskie, którym zaufałam lub do których czuję więź. I tylko one mogą sprawić, że czuję się tak źle, żeby poczuć potrzebę tych "majtek".
    Moimi majtkami bywają różne rzeczy - rzadko jednak zakupy poprawiają mi aż humor na długo, nawet te bardzo duże. Czasem jazda samochodem z ulubioną muzyką w głośnikach, tak to mnie bardzo pozytywnie nakręca, ale nie samo w sobie. Najczęściej potrzebuję wygadania z Przyjaciółką, a potem jakoś się zbieram.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś, gdy miałam samochód, tłuczenie się po opłotkach też mi pomagało. Wsiadałam i jechałam przed siebie, bez żadnego planu... Po godzinie - dwóch wracałam jak nowa.

      Usuń
    2. O, jeszcze i te gatki. Nie mam samochodu, brakuje mi tego, ale czasem wyżebrzę auto Młodego i wtedy sobie trochę pojeżdżę. I mi lepiej :)

      Usuń
    3. Mnie też brakuje jak cholera, ale niestety - pośród dna finansowego są priorytety i Priorytety.

      Usuń
    4. Znaczy, do dupy jest, co było do udowodnienia.

      Usuń
    5. Jakbyś musiała jeździć 50000 km rocznie, to by ci się znudziło - mnie już nie kręci jeżdżenie...

      Usuń
    6. Pewnie przesada w żadną stronę nie jest dobra.

      Usuń
    7. Też jeżdżę dość dużo i długimi trasami, więc czasem ten relaks powstaje przy okazji ... pierwszych dwóch godzin jazdy. Ale jak musisz spędzić za kółkiem 8-10 godzin, to potem zbierasz się kolejne dwa-trzy dni, żeby tyłek i nogi rozprostować :)

      Usuń
    8. Co innego jeździć z musu, a co innego dla relaksu...

      Usuń
  8. A ja zdejmuje te majtki ... i mam relaks ... super! Polecam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Morze i bezludna plaza. Kiedy jeszcze mieszkalam blisko wybrzeza rano wpadalam na godzinke i juz moglam stawiac czola hordzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och!
      Bezludność jest w ogóle lekarstwem na wszystko!

      Usuń
  10. A, i jak sobie na nartach pojeżdżę. Tak do upadłego, po ciężkich trasach. Wysoko bardzo. Kocham to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nie. To chyba gorsze od dzieci :)))

      Usuń
  11. Kurcze, to ja majtek nie mam! Kiedyś biegalam, ale mi biodro wysiadło. Teraz chyba tylko ksiażki i herbata mi zostały :)
    Ale tytuł masz clikbajtowy :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dla mnie na poprawe humoru to tylko cos nowego. Jakis zakup owszem, ale niekoniecznie to cos materialne musi byc. Na przyklad zawieszenie obrazka. Przemeblowanie biurka. Spacer nowa, nieznana sciezka. Nowy kwiatek w ogrodzie. Cokolwiek. Byle jakas zmiana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmiany są dobre. Niejednokrotnie przyczyną czarnej dupy jest niemożność zmian.

      Usuń
  13. Moje majtki to...też majtki. Jak mam zły humor, zaszywam się na pół dnia w galerii i nawet obiad tam jestem w stanie zjeść, byle by nie wychodzić z tego świata. Lubię obserwować ludzi podczas zakupów, ciekawa jestem czy ktoś mnie czasem obserwuje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O masz, babo, placek! A dla mnie galeria handlowa to przekleństwo, nie mówiąc o jedzeniu w takich warunkach.

      Usuń
    2. Rany, dla mnie galerie mozna by stosowac zamiast ciezkiego wiezienia :(.

      Usuń
    3. Bang Kwang niech się schowa naprzeciw galerii!!!

      Usuń
  14. Moja Mama miała majtki, w sensie bielizny. Ja swego czasu, masochistycznie czytałam 'literaturę typu Harlequin', jak docierało do mnie, co czytam, byłam 'uleczona'. Teraz zakładam sportową odzież, biorę kije i idę, po 10 kilometrach czuję się jak kiedyś, po Harlequinie. Wracam do domu, robię herbatę, włączam muzę i świat zaczyna przybierać sensowne barwy, ale szmateksy też lubię. Wszystkie moje najlepsze kiecki pochodzą z lumpa 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, od samej sportowej odzieży strzeliłabym sobie w łeb :))

      Usuń
    2. A próbowałaś? To nie jest takie złe 😁

      Usuń
    3. Makabra. Już samo obuwie sportowe to koszmar - spopiela stopy szybciej niż Little Boy Hiroszimę! To akurat wypróbowałam. Jedyna odzież sportowa, w której da się przeżyć, to strój kąpielowy i czepek. Już okulary są dyskusyjne.

      Usuń
    4. Dobre obuwie sportowe nie jest złe. Nic mi nie spopieliło, może dlatego, że noszę je tylko wtedy, kiedy uprawiam sport 😁

      Usuń
    5. Mnie spopiela stopy każde obuwie, które nie jest sandałkami albo klapeczkami!

      Usuń
    6. To morsowanie jest dla Ciebie w sam raz :)))
      Sopelki czekają na Ciebie na Żwirowni :))))

      Usuń
    7. W sensie, że mam brodzić po zimnej wodzie w obuwiu sportowym?

      Usuń
    8. Jak widzę morsy u mnie na plaży od samego widoku dostaję zapalenia zatok 😁 Tak... moje kolejne majtki to chyba temperatura powyżej 25 stopni, żeby sportowe zmienić na sandałki 😉

      Usuń
    9. O, co to, to nie! Żadnych temperatur!
      Wybieram lodowiec.

      Usuń
    10. Brodzić w zimnej wodzie możesz boso. Albo w klapeczkach, żeby sobie stópek nadobnych o kamyszki ostre nie poranić :)

      Usuń
    11. Klapeczki mogą mi odpłynąć. To może w sandałkach, krakowskim targiem :)

      Usuń
    12. To sandałki jak najbardziej będą na miejscu :) Nie odpłyną ;)

      Usuń
    13. Najwyżej się zamulą.

      Usuń
  15. Na poprawę humoru niezawodnie książka i dobra zielona herbata:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jasne, że mam takie majtki i to kilka par:)
    - każda podróż mała i duża jest dla mnie wspaniałą odskocznią.
    - dobra książka do łóżka
    - grzebanie w ogródku
    - no i pisanie bloga oczywiście:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podróże, książki i blog tak... Gdybym miała ogródek, to bym w nim siedziała, niekoniecznie grzebiąc. Cztery trafienia! :)

      Usuń
  17. Hmmmm ...popadłam w długą zadumę po przeczytaniu Twojego postu.
    Czasem pomaga mi medytacja - pisałam Ci kiedyś o niej, zresztą ... ostatnio trochę morsowanie, a często zdarza się tak, że musi samo przejść.
    Chociaż ogólnie rzecz ujmując - samo wyjście z domu może okazać się majtkami. Niekoniecznie na zakupy do galerii handlowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te Twoje majtki jakoś na mnie źle leżą. Pewnie rozmiar nie ten.

      Usuń
    2. Każdy musi sobie dopasować swój ;) bo inaczej majty z tyłka spadną, albo będą cisnąć ;)

      Usuń
    3. Popadłam w zadumę nad tym rozmiarem. Nie mogę się zdecydować - spadłyby mi czy by uciskały?

      Usuń
    4. Ha! Najlepiej rozmiar odpowiedni :)) Chyba, że masz inne preferencje - wolisz, żeby Ci spadały, czy uciskały? ;)

      Usuń
    5. Wolę takie... dopasowane do mnie.

      Usuń
  18. Majtki, jedwabne z koronką to jest to.
    Plus Niepamiętnik czy - jak mawiał Gombrowicz - kajecik - powiernik.
    Ale majtek mam tyle, że szok. :)

    I miałam wiersze. :(((((

    Buziole!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może wrócą, może wrócę, bo szkoda mi tego wszystkiego...

      Usuń
    2. Wena może odejść, ale chyba zawsze wraca. Człowiek albo pisze przez całe życie - choćby i z przerwami - albo w ogóle.

      Usuń
    3. Twórcze zaparcie czasami już nie mija. Wszak wszystko może się wypalić.

      Usuń
    4. Chyba parcie? Nie wiem, jest mi obce.

      Usuń
    5. Są dwa rodzaje - parcie i zaparcie, to drugie stanowczo silniejsze :))

      Usuń
  19. Uwielbiam swój taras z leżakiem. Niekoniecznie muszę robić coś produktywnego - wystarczy gapić się na zieloną trawę albo szary mur. Często mi nie trzeba nic więcej - takie majtki są OK......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty mi nie mów o Twoim tarasie z leżaczkiem...

      Usuń
    2. Nie polecam w dzisiejszym klimacie ale od kwietnia...zresztą wiesz że jest kojący

      Usuń
    3. Wiem.

      ***

      Nie jest dobrze kopać leżącego.

      Usuń
    4. Ojeeeej... To wcale nie w celu kopnięcia w jaja.

      Usuń
    5. Wiem, tylko że ja naprawdę jestem u kresu wytrzymałości.

      Usuń
  20. Haha :) Cudna powiastka. Ja też sobie coś tam czasem popisuję, ale to raczej poboczne zajęcie. Moje "majtki" to pędzle i farby. ;)
    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku Frau Be :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Kiedyś moimi "majtkami" był mój ogród. Aktualnie, coraz mniej czasu. Ogrodowe majtki zeszły na dalszy plan i...samo rośnie, więc zdecydowanie: czytanie, od zawsze. ja jestem uzależniona od książek ;)
    Gdy mi się kończy ostatnia, gnam po następną. W moim życiu "pustostan książkowy" trwał tylko, a może aż 5 lat, gdy moje dziecko było tak absorbujące, że to jemu trzeba było poświęcać czas, a nie mojemu ulubionemu zajęciu (przepraszam: majtkom hiihihih).

    Frau Be... życzę Ci udanego Nowego Roku - niech Ci się wiedzie w zdrowiu i szczęściu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech się powiedzie choć troszkę, bo już w piętkę gonię... Tobie niech się wiedzie na całego. Książek mam zawsze cały zapas, na biurku leży stosik, do którego dokładam kolejne pozycje od dołu, a od góry biorę do czytania.

      Usuń
    2. Ja też mam taki stosik, ale gdy topnieje, to wpadam w...panikę ;)
      Jeszcze raz udanego roku! :)

      Usuń
    3. Jeszcze chyba nie było takiej sytuacji, żebym nie miała co czytać.

      Usuń
  22. Moje majtki widać na blogu. To pasja fotografowania i odkrywania nowych miejsc, podróżowania i zwiedzania.
    Tytuł postu elektryzujący :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak myślałam. Twoich majtek byłam pewna. Moje też są takie, tylko... stanowczo za rzadko się trafiają.

      Usuń
  23. Mnie, czytanie książek , daje ukojenie. Taka Chmielewska n.p. i po sprawie!

    OdpowiedzUsuń
  24. Moje majtki to moja sprawa. W celu poprawienia nastroju słucham muzyki, czasem skrobnę coś na blogu. Jak mogę to szybko jeżdżę samochodem.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bron boże nikt nie lustruje Twoich majtek!

      Usuń
  25. Będziesz sprawdzać czystość czy oceniać "urodę" majtek? ;D

    A tak poważniej to mam ich całą szufladę.Różne kolory,fasony,rozmiary(!)i "grubość". Ale, żeby dodać pikanterii majtkom to musiałabym napisać metrowy komentarz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i rozwaliłaś system :)

      Usuń
    2. Czytając tytuł wyobraziłam sobie, że chcesz by Ci wysłano fotki majtek ;D
      Dobrze czy niedobrze mieć wybujałą wyobraźnię?

      W sumie to jedne z moich majtek,które na poczekaniu wyjęłam z szuflady specjalnie dla Ciebie.
      Bo lubię wywoływać uśmiech. Choćby chwileczkę i nawet gdy jest to tylko dwukropek z nawiasem.

      Usuń
    3. Wyobraziłam sobie te foty majtek. Brudnych, dziurawych, różnych :)

      Usuń
    4. I czyścirowy tysz ;D

      Usuń
    5. Tysz, a co sobie mamy żałować :)))

      Usuń
    6. Dobre majtki nie som złe!

      Usuń
    7. Ależ oczywiście! I nikt temu nie zaprzeczy.

      Usuń
    8. A jak zaprzeczy to nie bez majtek chodzi!

      Usuń