poniedziałek, 29 stycznia 2018

453. Ale wiocha...

Kiedy parę minut po trzynastej samolot linii lotniczych Norwegian unosił na swoim pokładzie drużynę norweskich skoczków narciarskich wraz z trenerem, ja miotałam się po mieście w poszukiwaniu adaptera do Wi-Fi. Potem dostałam MMS-a ze zdjęciem mojego brata i takiej rudej paskudy – moi rodzice mówią, że paskuda nazywa się Robert Johansson. Być może. W gruncie rzeczy jest mi to dość obojętne, a jednak fakt, że znaleźli się w jednym samolocie, nie pozostaje bez wpływu na moje życie. I to zasadniczego.
Bowiem od kilku godzin, siedząc przy nie swoim biurku, na którym zdążyłam już zainstalować swój komputer i swoją wieżę, zastanawiam się, kiedy należy dorzucić do pieca. Co 10 – 15 minut uprawiam nerwową gimnastykę polegającą na bieganiu do przedpokoju, ubieraniu się w płaszcz i wydawaniu z siebie potężnych ryków na ganku: „Kici, kici, do domu!”.
Co tu dużo mówić: 29 stycznia 2018 roku ja, zwierzę miejskie, zostałam wieśniaczką. Na czas nieokreślony.

sobota, 27 stycznia 2018

452. ...a tato zwariował (III)

Kiedy się urodziłam, tato zapadł na kompletne szaleństwo i maniakalnie robił mi miliony zdjęć. Dzięki temu moja wstrząsająca uroda była utrwalana już od najwcześniejszych lat.


















Obcinanie dziecku włosów od linijki i ubieranie w TAKIE COŚ powinno być chyba karalne...

środa, 17 stycznia 2018

451. Maroko: gorące słońce Casablanki…

Chociaż jeden z najsłynniejszych filmów świata zatytułowany Casablanca spopularyzował nazwę tego miasta, żadna z jego scen nie została tam nakręcona. Sukces filmu przeszedł do historii, a nazwa wyparła rodzimą – Ad-Dar al-Bajda. Dziwne to miasto – z jednej strony bardzo stare (pierwsza osada o nazwie Anfa powstała tutaj w VII wieku), a z drugiej – bardzo nowoczesne.


Przez wieki było to miasto portowe (w XV w. nawet siedziba piratów!), opanowane od XVI do XVII w. przez Portugalczyków, którzy nazwali to miejsce Białym Domem (Casą Blancą). Ich panowanie skończyło się wraz z wielkim, katastrofalnym w skutkach trzęsieniem ziemi. Odbudowa i rozwój odbywały się bardzo wolno i dopiero ustanowienie protektoratu francuskiego w 1912 roku dało początek gwałtownemu rozkwitowi miasta, które po odzyskaniu niepodległości stało się największą metropolią Maroka (większą od samej stolicy) i całej północnej Afryki.




Bez wątpienia największą atrakcją Casablanki jest przepiękny, imponujących rozmiarów meczet wybudowany na życzenie króla Hassana II.






Wzniesiony na styku trzech żywiołów – ziemi, powietrza i wody – stanął nad brzegiem Atlantyku, częściowo na sztucznym półwyspie o powierzchni 12 hektarów. W niektórych miejscach przez oszklone fragmenty podłogi można zobaczyć wodę, a kontakt z powietrzem zapewnia rozsuwany dach. Jest to trzecia pod względem wielkości budowla sakralna na świecie. Mieści w swym wnętrzu 25 000 osób. Najwyższy na świecie minaret ma wysokość 210 m.




Do budowy ukończonego w 1993 r. obiektu zostały użyte najdroższe materiały najlepszej jakości: szkło, marmur i drewno cedrowe. Olśniewający przepych wnętrza zapiera dech i odbiera mowę.















Otwierany dach z drewna cedrowego

Po wejściu do meczetu należy, oczywiście, zdjąć buty, kobiety-niemuzułmanki muszą mieć szale, którymi okryją głowę. Pomna na doświadczenie palestyńskie, kiedy to paradowałam po meczecie w bluzce na głowie zawiązanej pod szyją rękawami, miałam ze sobą odpowiednie wyposażenie, co i tak nie ochroniło mnie przed debilnym wyglądem. W pomarańczowej bluzce...


i jaskrawozielonej szmacie na głowie...


boso i z butami w reklamówce musiałam wyglądać jak siódme dziecko stróża. Nic mnie to zresztą nie obeszło – zafascynowana wspaniałością tego miejsca, nie zważałam już na nic, tylko chłonęłam wrażenia.

Sale ablucji mieszczące się w dolnej kondygnacji



Hammam (łaźnia)


Wszędzie te cudne mozaiki i arabeski...