środa, 3 stycznia 2018

448. Początek (II)

Grudniową nocą w 1968 roku, o godzinie 105, przyszłam na świat jako niebieskooka, duża, czterokilogramowa i zapewne różowa dziewczynka. Ciekawe, jaka była wówczas zima. Mroźna? Śnieżna? Mama wspominała, że pod koniec ciąży nie dopinała już płaszcza, dlatego nosiła długi, ciepły szalik, który zakrywał lukę. Odrzucało ją od wszelkich woni i miała nieprzepartą ochotę na wszystek nabiał, zupełnie jak ja dwadzieścia osiem lat później.

Mama na trzy miesiące przed moim urodzeniem w kuchni przy O. S.
Miała wówczas dokładnie tyle samo lat, co moja córka dzisiaj.
Przez dwa dni męczyła się, nie mogąc urodzić, a lekarze, jak zwykle, czekali nie wiadomo na co. Po dwóch dobach, na mocy cesarskiego cięcia, zaszczyciłam wszechświat swoją obecnością. Mama nie mogła zdecydować się, jak mnie nazwać po tym, jak dziadek Roman ofuknął ją, że Tamara i Tatiana to obce, „ruskie” imiona. Proponował ponoć Lucynę i Urszulę, ale – ku mojej dzisiejszej uldze – nie spodobało się. Z pomocą mamie przyszło radio, które dzień w dzień rozbrzmiewało przebojem Trubadurów.

Tato i dwumiesięczna ja

Mama i dwumiesięczna ja
Podobno przez siedem pierwszych miesięcy mieszkałam z mamą przy S. Jako świeżo upieczona matka po cesarce, korzystała zapewne z pomocy babci.

Z mamą w mieszkaniu przy S.

To ja w wieku dwóch miesięcy - rozpoznaję rękę babci Danusi

Mama i ja

Już w wieku dwóch miesięcy miałam wyraźną skłonność do refleksji
Rzecz jasna, byłam zbyt mała, żeby pamiętać cokolwiek z tamtego okresu. Jakoś nigdy nie pytałam, jak to było. Czy mieszkała ze mną i z ciocią Basią – młodszą o niespełna cztery lata siostrą – w jednym pokoju? Czy może siedemnastoletnia wówczas ciocia mieszkała z babcią i dziadkiem – swoimi rodzicami?
Po upływie kilku miesięcy przeprowadziłyśmy się do internatu – tego dziwnego, magicznego domu, który do końca życia będę wspominać jak najpiękniejszą Arkadię.

60 komentarzy:

  1. Nie ulega wątpliwości, że byłaś uroczym bobasem i pewnie tak pozostało do dnia dzisiejszego - oczywiście z pominięciem bobasa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej mam co do tego poważne wątpliwości. Byłam brzydka i wyglądałam jak jakiś Mongoł.

      Usuń
    2. No cóż. Ja osobiście się z tym nie zgadzam, no ale skoro nalegasz ...

      Usuń
    3. Zasadniczo jest mi wszystko jedno. To było tak dawno temu, że dziś już nie ma znaczenia...

      Usuń
  2. Hmmmm... fotogeniczna byłaś od wczesnego niemowlęctwa :) ale najładniej wyszłaś na zdjęciu z ojcem - spacerniak jak się patrzy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A poznajesz, gdzie to jest?

      Usuń
    2. Pewnie, że poznaję :) przecież jam Ci rzeszowianka z dziada-pradziada :) stadion :)

      Usuń
    3. Wiadomo :)
      A Ty wiesz, że prawdopodobnie od lutego znowu będę Twoją prawie sąsiadką?

      Usuń
    4. A wiesz, że prawie robi wielką różnicę :) Widzimy się w ferie :)

      Usuń
  3. Ale dlaczego masz mój wózek? I MÓJ BECIK?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może to Ty masz moje? Zależy, która z nas pierwsza ich używała!

      Usuń
  4. Piękne wspomnienia. Byłaś sporym dzieckiem jak na tamte czasy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasy raczej nie mają tu nic do rzeczy.

      Usuń
  5. Tej (słowo początek i koniec, alfa i omega w Wlkp) i właśnie wyszło, że masz więcej zdjęć jako pomarszczona, bezzębna istota niż ja.
    Ale włosów to wam zazdroszczę. Nie koloru, nic nie mam do swojego, ale tak mi wyliniało przy was.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest "więcej"? Mam ich miliony, tutaj prezentuję tylko okruch z tego. Mój tato robił mi zdjęcia w ilościach hurtowych.

      Usuń
    2. Z tego okresu nie mam żadnego zdjęcia. Musiałam być wyjątkowo urokliwym dzieckiem :D
      Zarówno Lucyna, jaki i Ula tak mi się dobrze kojarzą, że słowa złego nie powiem.

      Usuń
    3. Mnie się nie kojarzą w ogóle, nie znam nikogo takiego.

      Usuń
  6. Lucyna i Urszula przy naszym imieniu słabe są, oraz smarkula z Ciebie 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No toż pewnie, że smarkula. Czy ja kiedykolwiek twierdziłam inaczej?!
      Wyobrażasz sobie, że mogłybyśmy być Lucynkami albo Urszulkami? Brr! :))

      Usuń
  7. Boziu! To co ja mam powiedzieć? Ale pierników, zwłaszcza starawych, nie lubię;) (to o sobie ja tak...)
    Pozdrówka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierników to ja nie lubię w ogóle, przypraw korzennych też!

      Usuń
  8. A to Trubadurzy spiewali o FrauBe? Doprawdy nie pamietam. :)))
    Bardzo jestes podobna do mamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A śpiewali, śpiewali, tylko nie pamiętasz, boś sklerotyczna :)
      A podobna jestem do taty.

      Usuń
  9. Piękna kobieta urodziła śliczne dziecko, mój syn też ważył 4 kilo.
    Wózki miałyśmy podobne, tylko mój był jasny. taki kredens stał w kuchni mojej babci, lubiłam w nim buszować, do czasu, gdy polubiły to także myszki;-)
    Zapowiada się ciekawie, czekam niecierpliwie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja tego kredensu już nie pamiętam. Nie wiem, czy gdy tam zamieszkałam, jeszcze był. Pamiętam kuchnię inaczej urządzoną.

      Usuń
  10. No wzruszyłam się, nie będę ściemniać. Mam takie samo zdjęcie jak Twoja mama w kuchni, też opieram się o szafkę kuchenną będąc w zaawansowanej ciąży. I takie z wózkiem i z potomkiem na rękach. Piękna Ta Twoja mama. I czego się siebie czepiasz, gdzie Ty widzisz tego mongoła? Ja widzę małego dzieciaczka z ciekawością patrzącego na świat.
    Marytka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaje się, że w wieku dwóch miesięcy moja ciekawość świata kształtowała się na poziomie naleśnika :))

      Usuń
    2. Lubię naleśniki, ale teraz zacznę im się baczniej przyglądać:-))
      Marytka

      Usuń
    3. Pewnie, że tak. A nuż okaże się, że taki naleśnik coś myśli :))

      Usuń
  11. Dziudziusiem bylas bardzo ladnym, ale nie wiedzialam ze masz na imie Kasia :-)))

    OdpowiedzUsuń
  12. No, podobna do Mamy, że hej! Ja niestety do ojca, który, jak by to określić? Pod względem urody ustępował mojej Mamie na kilometry ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi rodzice byli obydwoje bardzo ładni, a dzieci mają brzydkie.

      Usuń
  13. Po pierwsze samokrytyka zupełnie nie na miejscu. Uroda jest rzeczą względną, ważniejszy jest intelekt, a ten wnioskując po Twoich ripostach jest najwyższego lotu. Matka faktycznie piękna. Identyczny kredens pamiętam z kuchni w naszym pierwszym mieszkaniu. Pozdrawiam serdecznie w nowym roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawzajem, Iwono. Wszystkiego dobrego!

      Usuń
  14. Ten sam rok, tyle że ja z sierpnia. Bardzo podobny miałam też mój pierwszy wóz :).
    I taki sam kredens! Zupełnie jak w domu po dziadkach, fajny był, ale kiedy sprzedałam dom, to kredens poszedł razem z nim. Na zdjęciach i we wspomnieniach zostanie, ale nie miałabym go gdzie ze sobą zabrać. Moja mama urodziła mnie dokładnie tak jak ja potem córkę po paru godzinach po odejściu wód płodowych. :)
    Po urodzeniu mama mieszkała ze mną i z tatą w mieszkaniu bez bieżącej wody i łazienki, pralkę Franię chyba dokupili trochę później. Nie wyobrażam sobie, jak ona sobie radziła.
    Dziś jest o wiele więcej możliwości, pewne udogodnienia są oczywiste i są standardem. Na szczęście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wedy chyba wszystkie wózki i wszystkie kredensy były takie same :)

      Usuń
  15. Cztery kilo to już coś,ja w mizerniejszej powłoce świat przywitałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co! Nie ma to tamto, nikt bogatemu nie zabroni :)

      Usuń
  16. Fajne zdjęcia :)) Wózek też taki miałam, a rodzice moi podobnie ubrani byli jak Twoi :))))
    A pogoda mroźna pewnie była, chociaż niekoniecznie, bo kiedy ja się w lutym urodziłam, to był mróz i kopne śniegi, a mój brat - grudniowy: słońce i śnieg stopniał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na zdjęciach jest luty i suche chodniki. Muszę rodziców przesłuchać...

      Usuń
    2. Koniecznie :) na pewno będą pamiętać. Moi nam opowiadali, więc wiem ;)
      Po dokładniejszej analizie Twoich zdjęć stwierdziłam, że mój wózek miał inny szlaczek na boku :)))

      Usuń
    3. Mój ładny, a Twój? :) A w ogóle to jaki kolor miał wózek? Mój był niebieski.

      Usuń
    4. Mój był bordowo - biały. Tzn.ten pasek był biały. Pełnił również rolę spacerówki, a potem to już musiałam sama na nuszkach chodzić ;)
      Noszenia nie było, jak to teraz często z dziećmi bywa.

      Usuń
    5. Ciekawe, czy i kto mnie udźwignął :))

      Usuń
  17. Gdzie jest Początek (I)?
    Poza tym zazdroszczę zdjęć. Ja znalezłem swoje jedno, jedyne zdjęcie w wieku około roku z hakiem (stoję samodzielnie). Późniejsze dopiero z przedszkola. Jakoś się rodzicom nie chciało mnie dokumentować.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój tato był obłąkany na punkcie robienia mi zdjęć :)
      Nie ma "Początku (I)" - te liczby w nawiasach to numery "odcinków" wspomnień. Jedynka jest tutaj: http://fraube2.blogspot.com/2017/12/445-ocalic-od-zapomnienia.html

      Usuń
  18. Ty sobie upodobałaś zimę na swe urodziny, ja wiosnę tego samego roku. Może stąd moja sympatia pory, kiedy ożywa natura ;)
    Ściskam Cię serdecznie, rówieśniczko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz, zaraz - jaka rówieśniczko?! Ty jesteś STARSZA!!! :))))

      Usuń
    2. Hhihiihhi no wiesz, musiałaś wytykać mi mój wiek? Mów mi pani heheheh, jakem starsza ;)

      Usuń
    3. Taa... Jeszcze mi każ buty czyścić i po zapałki skakać! :))

      Usuń
  19. Takie zdjęcia to ciekawa pamiątka z czasów, gdy jeszcze nie umieliśmy mówić ani chodzić. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko pamiątka po nas samych, ale przede wszystkim bezcenna pamiątka po świecie, którego już nie ma.

      Usuń
  20. Bardzo podoba mi się Twoja mama! Piękni rodzice i Ty ładniutka jak z reklamy! W takim wózku woziłam swego syna, pewnie był jeden model!
    Bardzo lubię czytać to co piszesz!!!
    Pozdrawiam noworocznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, moi rodzice bardzo ładni. O dzieciach już tak dobrego zdania nie mam :)

      Usuń
  21. Ja też zimówka jestem, moje dzieciątka takoż, mamy urodziny od grudnia do lutego :)
    Zazdroszczę tylu zdjęć, ja mam kilka z etapu jak juz siedzę, w tym 2 nago!
    I wcale nie wyglądałaś jak Mongoł, moja córcia po urodzeniu była dużo brzydsza od wcześniejszego brata, bardzo byłam rozczarowana, że dziewczynka nie jest śliczna tak od urodzenia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęć z tego kresu mam pierdyliardy, ale na szczęście nikt nie wpadł na pomysł, żeby fotografować mnie na goło. Nie wiem, czemu miałoby to służyć!
      wydaje mi się, że dzieci po urodzeniu są strasznie brzydkie, ładnieją (albo i nie) dopiero po kilku miesiącach.

      Usuń
  22. Ożesz, ale fajnie mi się to czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Mamy ten sam rok urodzenia. Ja jestem nieco starsza, bo z 11 lipca: ) cudne masz pamiątki! Moje najwcześniejsze zdjęcie datowane jest na lipiec 1969...

    OdpowiedzUsuń