niedziela, 1 lipca 2018

479. Pani niedotykalska


Urodziłam się jako przylepa. A może to nie cecha wrodzona, tylko kwestia wychowania w takim, a nie innym środowisku? W końcu od najwcześniejszych dni mojego istnienia miał mnie kto przytulać. Rodzice, babcie, dziadkowie, nieskończona armia cioteczek i wujków… No więc, lubię się przytulać. Zwłaszcza na mamie „wieszałam się” do późnych lat życia panieńskiego (tj. przez ćwierć wieku) aż stękała pod moim słodkim ciężarem i błagała żartobliwie: „Wyjdź wreszcie za mąż i zawiśnij na kimś innym na dobre, zanim połamiesz mi kręgosłup”. W sumie to nawet nic dziwnego, że właśnie ona najczęściej padała ofiarą mojego nieposkromionego przytulactwa – odkąd sięgam pamięcią, o ile nie napadałam na nią ja, to wisiał na niej tato. Najwidoczniej przykład przyszedł z góry.
Nie inaczej jest, jeśli chodzi o moją córkę. Kwestia „przytul mnie” pada codziennie po (co najmniej) kilka razy, mimo że dzieciątko pół roku temu skończyło dwadzieścia jeden lat. Cóż, jaka mać, taka nać.
Przytulaniu zatem mówię stanowcze „tak”, z pewnym wszakże obwarowaniem. Otóż w moim wydaniu dotyczy ono osób bliskich i od rodziny po seks nie zna granic ni kordonów. Jednak gdy staję w obliczu sytuacji, w której poniekąd zmuszana jestem do przytulania się do kogokolwiek innego niż sama chcę, sztywnieję i doznaję gwałtownego paraliżu jestestwa. Nie znoszę publicznych obchodów imienin w pracy (niestety, niemiły ten obyczaj jest starannie kultywowany na terenie placówki), bo wtedy wypada podejść do delikwenta (płci dowolnej) z życzeniami, a wówczas obściskiwanie jest nie do uniknięcia. To samo dotyczy służbowej „Wigilii”. Pomijam już kwestie nieuszanowania wolności wyznania i odrazę, jaką napawa mnie obfity sos hipokryzji, w którym pływa ta impreza. Najgorsze jest to, że jakich bym nie robiła uników i gdzie bym się nie schowała, tam i tak zawsze dopadnie mnie jakaś gangrena spragniona uścisków, a co gorsza – do tego jeszcze obśliniania. Nawet wylewne powitania, powiedzmy, z dawno niewidzianymi koleżankami, zakłócają moją wewnętrzną równowagę. Z tego samego powodu nie cierpię tłoku, często wychodzę z kolejek, jeśli niecierpliwa osoba za mną przysuwa się na tyle blisko, że mnie dotyka.
Cierpiałam w latach, gdy jeszcze chodziłam do kościoła, a kiwnięcie głową na „znak pokoju” stopniowo zaczynało być wypierane przez podawanie ręki. Kombinowałam na wszelkie sposoby, żeby przypadkiem ktoś obcy nie wystartował do mnie z wyciągniętą dłonią, której dotknąć zwyczajnie się brzydziłam. Zazwyczaj szłam do samego przodu, gdzie nie pchał się już nikt poza mną i wszystkich ludzi miałam za plecami. Generalnie zdawało to egzamin, choć zdarzało się i tak, że jakiś upierdliwy „bliźni” dotąd szturchał mnie w plecy, dopóki nie odwróciłam się i nie podałam mu ręki. To, co wówczas wyrażała moja mina, bywało jak najdalsze od „znaku pokoju”.
Całkiem niedawno Oko zadał mi na swoim blogu pytanie, czego się boję, idąc chodnikiem. Pierwsza, natychmiastowa, spontaniczna i niemal odruchowa odpowiedź brzmiała: „Żeby mnie ktoś nie dotknął”. I zaraz potem pomyślałam o odrazie, jaką napawają mnie ciepłe uchwyty od wózków sklepowych albo rurki czy siedzenia w autobusie. Są ciepłe – a więc przed chwilą ktoś ich dotykał. Ktoś obcy. I nic na to nie poradzę, jestem brzydliwa i niedotykalska.
Podobno każdy człowiek ma swoją granice intymną i społeczną, a jej zasięg jest indywidualny i jednostkowy. Pewien człowiek przed wielu laty zdiagnozował to zjawisko u mnie twierdząc, że jestem psychicznie chora (konkretnie zaczęło się od tej niechęci do podawania ręki w kościele). Dodam mimochodem, że człowiek ów twierdził, iż spotkał Ducha świętego i że tenże Duch święty powiedział mu to czy tamto. Ocenę, które z nas bliższe jest ciężkim zaburzeniom psychicznym (lub czyje zaburzenia są większego kalibru) pozostawiam czytelnikom.

56 komentarzy:

  1. Mam podobnie, a do czerwonosci brzydza mnie czyjes spocone dlonie. Nie znosze tez, kiedy z kims rozmawiam, jego nadmierna bliskosc, choc bez dotyku, albo wlasnie lapanie za przedramie, zeby przyciagnac jeszcze bardziej moja uwage.
    Mam jeszcze kilka innych fobii.
    Chyba obie jestesmy zaburzone w niewielkim stopniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnym niesmakiem stwierdzam, że to raczej ludzie są zaburzeni, nie szanując cudzej strefy intymnej.

      Usuń
  2. Posiadanie własnej strefy poza którą nie lubimy wpuszczać obcych jest czymś absolutnie naturalnym. Co od świntego ducha wiedzą wszystko, albo przynajmniej tak właśnie myślą. Wigilie pracownicze też były y nas nie do wytrzymania ... zawsze największe mendy startowały do ściskania się z wymokłym opłatkiem i do składania fałszywych życzeń. Prosiliśmy towarzystwo, żeby sobie odpuściło ... dopiero niska frekwencja dała do zrozumienia i życzenia były ogólne wypowiedziane przez dyrekcję. Ale ja już na te imprezy nie wróciłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, niereformowalność wszelkich dyrekcji w dziedzinie "Wigilii" dotąd będzie sięgać 100%, dokąd będziemy pod butem obcego państwa, na rzecz którego dokonano zdrady stanu i podpisano konkordat.

      Usuń
  3. Poszanowanie mojej strefy intymnej mam coraz silniejsze i coraz bardziej go bronię z wiekiem. Wcześniej zdarzały się jeszcze obślinione pocałowania rączek. Teraz to na szczęście wychodzi z mody. Obściskiwanie jak najbardziej, ale z osobami wybranymi i tymi, do których żywię naprawdę wielką sympatię. A reszta, ta w kolejkach i środkach komunikacji - wara!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że - wbrew wszystkiemu - lubię to całowanie w rękę i jakoś specjalnie mnie nie obrzydza? Podoba mi się ta staroświecka szarmanckość.

      Usuń
    2. Tak ogólnie, jeśli osobnik niczego sobie, to ja też lubię wszelką szarmanckość! Ale nie od tych obśliniających. :)

      Usuń
    3. Obślinione miejsca ostentacyjnie wycieram :)

      Usuń
  4. Mnie tez calowanie w reke nie obrzydza, ale w tym kraju nikt nikogo w reke nie caluje. A poza tym mam tak jak Wy wszystkie przede mna. Bardzo lubie sie obsciskiwac, ale tylko w najblizszym gronie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy gdybym do Ciebie przyjechała (teoretycznie oczywiście), uścisnęłybyśmy się na powitanie?

      Usuń
    2. Na powitanie i pozegnanie zawsze sie sciskam, wbrew woli obsciskiwanego rowniez :-)

      Usuń
    3. Całe szczęście, że mnie uprzedziłaś!

      Usuń
  5. Każdy ma jakąś fobię, czy fobijkę ... też nie lubię się ściskać z każdym, jak popadnie, tłoku i tłumów nie znoszę i unikam, jak mogę.
    A gościa od ducha - chociaż czy naprawdę był to święty duch?? - nalezy olać i pewnie tak zrobiłas. Niech sobie żyje w swoim dziwnym światku i dooopy ludziom nie zawraca swoimi przemysleniami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, niech sobie żyje, tylko niech się odpieprzy od normalnych ludzi.
      Nie uważam, że to jest fobia. Znam dziewczynę, która kuli się, cofa i ucieka, gdy tylko ktoś się do niej zbliży bardziej niż na metr i w jej wypadku to owszem, jest fobia, ale ona nabawiła jej się, bo była regularnie tłuczona.

      Usuń
  6. Jeśli Ty jesteś chora psychicznie, to ja także, bo mam podobne zdanie co do przytulania, a dotykania w sklepie nie cierpię...a znak pokoju to dla mnie hipokryzja po porostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam w klubie psychicznych. Ciekawe, co na to Duch święty.

      Usuń
  7. zapomniałam dodać, że jestem w górach, więc czytam z opóźnieniem i miałam problemy z siecią...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez całe życie twierdziłam, że góry to zło. I co? znowu wyszło na moje!

      Usuń
  8. a tam głupoty gadasz - jak pierwszy raz Cię spotkałam dałaś się obściskiwać i nie protestowałaś widząc moją wylewność i w ryj na dzień dobry nie zaliczyłam. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co miałam zrobić? Wyciągnąć przed siebie krzyż i wrzeszczeć "apage, satanas!"? Albo przykleić sobie tabliczkę z trupią czaszką "Nie dotykać, wysokie napięcie"?

      Usuń
    2. Nie - wystarczyło warknąć "WYPAD" !!! Mimo słusznego koloru włosów często szybko łapię :)

      Usuń
    3. Ale ja nie chciałam, żebyś wypadała.

      Usuń
  9. Hyhyhyhy mogę się pod tym podpisać wszystkimi łapami i odciskiem rzyci.
    U mnie to się dzieli na:
    bliscy znajomi widywani regularnie - szczery przytulas
    bliscy znajomi widywani sporadycznie - NIC
    znajomi - niestety nie uda się uciec przed ich powitalną chucią i najczęściej są cmoki w policzek, czego nie cierpię, a o odmowę mogliby się obrazić - to tłumaczy dlaczego nie są bliskimi znajomymi.
    Jezuuuu aż mi się Francja przypomniała, nie mogę mówić o całej ale w regionie, w którym ja przebywałam tam się całowało 4 razy ZAWSZE na powitanie z KAŻDYM. Na pożegnanie nie zawsze, ale również często. A to było jeszcze gorsze, bo co bardziej pijany samiec dziwnym trafem nie mógł trafić w policzek i schodziło mu na usta. Ohyda. Niech nikt nie da się zwieść medialnej propagandzie o przystojnych Francuzach.
    Z dotykaniem mam dokładnie tak samo ze szczególnym uwzględnieniem metalowych przedmiotów i pieniędzy. Bezgotówkowe transakcje to dla mnie prywatny cud. No i moje zamiłowanie do hektolitrów targanych żelów antybakteryjnych i chusteczek wilgotnych jest już raczej powszechnie znane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaa i może to mało dojrzałe ale lubię na powitanie przybijać piątki :D

      Usuń
    2. Fajne są te żele antybakteryjne, co?

      Usuń
    3. W przystojnych Francuzów nie wiem, czy wierzę - nie znam żadnego. A z widzenia - Gerarda Depardieu. Tym bardziej nie wierzę!
      Mój tato załamuje ręce przed każdym wakacyjnym spotkaniem z niemieckimi kuzynkami: "Znowu to cholerne całowanie na powitanie co rano i na pożegnanie co wieczór!".

      Usuń
    4. To jest straszne i lekko komiczne. Pamiętam te kolejkę, która się ustawiała, żeby się obcałować z kucharką. Stoją takie cielaki po 40 osób w rzędzie i czekają na swoją wielką chwilę. Nawet wtedy uprościli formułę do dwóch cmoknięć, żeby szybciej było :D
      Jeszcze zrewidowałabym poprzedni komentarz, bo czasami jak się kogoś nie widzi szmat czasu, ale jest z bliskich znajomych to również z chęcią się mu kark łamie. Czyli kwestia osób wybranych, nie każdego jak leci.

      Usuń
    5. Matko kochana... To naprowadza mnie na trop: nigdy w życiu nie zostanę kucharką!

      Usuń
  10. Ja też nie lubię, gdy mnie ktoś dotyka. A bo niby dlaczego - jeśli ja nie mam na to ochoty ? Odsuwam się jak najdalej. Jeśli kogoś lubię, przyjaźnię się z wzajemnością i witamy się przytulasem - to wszystko jest ok. Ale jeśli ktoś obcy próbuje naruszyć moją strefę prywatności - to wystawiam kolce.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja podobnie - pozwalam dotykać się tylko osobom bliskim i tym, których chcę. O ile wiem, każdy człowiek powinien mieć dystans fizyczny do innych ludzi na odległość chyba pół metra. Gdy ta granica jest przekraczana, czujemy dyskomfort.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chwała Zeusowi, paru normalnych ludzi jeszcze istnieje... :)

      Usuń
  12. Przytulanie przez bliższych i dalszych krewnych i znajomych toleruję. Nie znoszę, natomiast, zajmowania mojej przestrzeni życiowej w miejscach publicznych czy środkach komunikacji. To mnie szczerze irytuje.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście dla Ciebie, nie musisz za wiele z tej komunikacji publicznej korzystać.

      Usuń
    2. Trochę jednak korzystam. Poza tym wliczam w to wszelkiej maści poczekalnie, przychodnie i zwykły tłok gdziekolwiek.
      Jazda samochodem daje mi trochę odpoczynku od wszechobecnego obmacywania. Najczęściej jeżdżę sam.
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. I, jak podejrzewam, sam siebie nie obmacujesz :)

      Usuń
    4. Hm, hm... Nigdy nie wiadomo.

      Usuń
    5. To tylko podejrzenie :)

      Usuń
    6. Nie brniemy - raczej rozwijamy się twórczo :)

      Usuń
  13. Klik dobry:)
    Nie lubię przytulania się obcych przy każdej okazji. Z kolejki, w której ktoś uwali się na moje plecy także wychodzę. Ostatnio na lotnisku byłam obmacywana. Z trudem na wodzy trzymałam niezadowolenie, żeby nie zamknęli mnie, jako terrorystkę. Już nie wspomnę o sprawach higienicznych. Obmacujący sami chronią się rękawiczkami. Jednak na nas na tych rękawiczkach przenoszą wszystkie plagi świata i toksyny ustrojowe innych ludzi.

    Pozdrawiam serdecznie.

    Pzdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż... jeśli obmacującym (nawet bez rękawiczek!) jest jasny blondyn z niebieskimi oczami, to wytrzymam ze śpiewem na ustach :))

      Usuń
  14. Mnie nilt nigdy nie przytulal niebylo u nas takiej mody. Za to moj syn jest przytulasem mimo ze ma prawie 20lat i nie mam nic przeciwko jak sie przychodzi tulic. Ja wole sama wybierac ludzi do ktorych sie przytulam i jest malo takich osob musi byc to ktos zaufany i mi bliski. Moim zaburzeniem psychicznym chyba sa ludzie pod wplywem procentow no omijam ich wielkim lukiem i nie daj boze by mnie zaczepili bo odrazu uruchamia mi sie agresja

    OdpowiedzUsuń
  15. Kiedy w kolejce coś ( na ktosia nie zasłużyło )na mnie napiera, robię zdecydowany krok w tył. Ewentualnie wykonuję jakieś dziwne machnięcie torbą. Ponieważ te wszystkie działania są jakieś poniżej progu świadomości, zazwyczaj ta osoba po prostu odsuwa się bez komentarza.
    Z obcymi się nie przytulam, no chyba że to początek obiecującej znajomości... :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajniej by było, gdyby te ruchy były wykonywane świadomie. Mogłyby przynieść sporą satysfakcję :)

      Usuń
  16. Też muszę zmuszać się do bliższych kontaktów z obcymi. Mam swoich co mnie przytulą, sama tulę ich też. I to powinno starczyć!!!
    Pozdrawiam bardzo serdecznie! Nie przytulam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Moi znajomi wiedzą, że nie lubię się ślinić (czyt. całować). A z rodziną...? Syn,córka (22 i 24 lata) cmokają w policzek na powitanie lub pożegnanie. Gdy odwiedza mnie moja matka to serdecznie (wymawiam to z szyderą) wszystkich całuje....prócz mnie, bo ja tego unikam jak mogę. Toleruję jej obecność i to powinno wystarczyć!
    Dzieci mimo wieku tulą się do mnie i do ojca jakby były małymi dzidziusiami ;). Czasami wygłupom nie ma końca. Nie wiem skąd to się bierze, ale dla mnie samej przytulanie to bardzo skomplikowane zachowanie. Ja sama nie wiem czy lubię, czy chcę, a jak chcę to zaraz mi się odechciewa. Ogólnie nie lubię sztuczności. Nawet w przytulaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sztuczność odpada. A to, do kogo się przytulamy chętnie i niechętnie... Wiadomo, zależy od nas, a nasze wybory także od innych - tak jak w przypadku Twoim i Twojej matki.

      Usuń
  18. Ja znam bardzo przystojnego Francuza. To mój mąż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy jest jasnym blondynem z niebieskimi oczami?

      Usuń